Psychoterapia Anna Karczewska

Psychoterapia Anna Karczewska Jestem psychoterapeutką Gestalt (certyfikat EAGT), terapeutką dialogu motywującego (certyfikat PIDM) oraz praktyczką Brainspotting.

UrodzinyPrzyszłam na świat przez ciało.Nie przez słowa, nie przez myśl przez drżenie, ciepło, skurcz i oddech,który rozd...
11/11/2025

Urodziny

Przyszłam na świat przez ciało.
Nie przez słowa, nie przez myśl
przez drżenie, ciepło, skurcz i oddech,
który rozdzielił ciemność od światła.

Ciało było pierwszym domem,
pierwszym językiem,
pierwszym „tak”, które mnie przyjęło.

Przecież nie pamiętam tego dnia,
ale wiem, że to ono mnie niosło,
gdy ja jeszcze nie wiedziałam, jak istnieć.

Teraz każda zmarszczka, każda bruzda
jest śladem tej drogi,
a każdy oddech małym początkiem świata.

I dziękuję temu, co było wcześniej
tym ciałom, które mnie poprzedzały,
tym dłoniom, które nosiły życie dalej,
tym sercom, które biły, żebym mogła istnieć

dzisiaj
tu
cała

AK🌿

A co jeśli zdrowienie nie jest techniką, tylko dojrzewaniem do autentyczności? 🙂A co jeśli nie chodzi o to, by naprawić ...
06/11/2025

A co jeśli zdrowienie nie jest techniką, tylko dojrzewaniem do autentyczności? 🙂

A co jeśli nie chodzi o to, by naprawić siebie, udoskonalać, być „bardziej”, „lepiej”, „mądrzej”?

A może chodzi o coś znacznie prostszego i trudniejszego zarazem.
O pozwolenie sobie być tym, kim się jest.
Ze swoim ciałem, emocjami, historią, ograniczeniami i z całym tym chaosem, który wcale nie musi być naprawiany, żeby zasługiwał na szacunek.

🌿Zdrowienie zaczyna się od akceptacji, od prostego uznania, że to, co się wydarzyło, już jest częścią naszej historii.
🌿Potem przychodzi świadomość, chwila, w której zaczynamy słuchać ciała, zanim przemówi bólem.
🌿W tym słuchaniu pojawia się miejsce na gniew, który nie niszczy, ale chroni.
🌿Na autonomię, gdy wracamy do swoich decyzji, nawet jeśli nie wszyscy je rozumieją.
🌿Na granice, które nie są murem, lecz sposobem, by móc naprawdę być w relacji.
🌿Na więź, w której można się spotkać bez udawania.
🌿I wreszcie na asertywność, czyli na prawo do własnego głosu, rytmu, tempa, do afirmacji życia takim, jakie jest.

To właśnie siedem zasad zdrowienia, o których pisze Gabor Maté a które ja traktuję nie jako receptę, ale jako zaproszenie.
Bo zdrowienie nie przychodzi z wysiłku, ale z pozwolenia. Z cichego gestu wobec siebie, który może brzmieć: „możesz być taka, jaka jesteś”.

A może właśnie wtedy ciało przestaje wołać o uwagę, bo wreszcie ktoś je słyszy?

Dobrego wieczoru 😊🌿,
AK

🌿🌿🌿

Gabor Maté - kanadyjski lekarz węgierskiego pochodzenia, pisarz i wykładowca, znany z badań nad wpływem stresu, traumy i środowiska emocjonalnego na zdrowie fizyczne i psychiczne.

P.S. A na zdjęciu sarny 🙂 tym razem troszkę bliżej pozwoliły mi podejść... eeech, są piękne 😍

„Strata jest jednym z głównych tematów życia. Im bardziej kochamy, tym bardziej ryzykujemy utratę.”Irvin D. Yalom, „Patr...
02/11/2025

„Strata jest jednym z głównych tematów życia. Im bardziej kochamy, tym bardziej ryzykujemy utratę.”

Irvin D. Yalom, „Patrząc w słońce”
..bo człowiek nie może mieć bliskości bez ryzyka pęknięcia, tak jak nie da się oddychać tylko wdechem...

Dobrej niedzieli🌿,
AK

P.S. listopadowy las, pełen liści gotowych do oddania się ziemi 🍂🍂

CIAŁO nie jest oddzielone od historii, którą niesie. Nosi wspomnienia, emocje, relacje, konteksty. Mówi wtedy, gdy cierp...
25/10/2025

CIAŁO nie jest oddzielone od historii, którą niesie.

Nosi wspomnienia, emocje, relacje, konteksty. Mówi wtedy, gdy cierpienie nie ma głosu, gdy brakuje świadka, który przyjmie ból. Gdy w samotności próbujemy udźwignąć więcej, niż człowiek powinien dźwigać sam.

W ostatnim czasie, kiedy więcej chorób wokół mnie, wracam do książki Gabora Maté „Kiedy ciało mówi nie”. Czytam ją powoli, bo trudno przejść obojętnie obok zdań, które dotykają czegoś tak bliskiego.

Chcę się z Wami podzielić tym, że:

🌿nie istnieje oddzielnie choroba duszy i choroba ciała. Obie należą do tego samego organizmu, który nieustannie próbuje się regulować, reagując na stres emocjonalny tak samo jak na fizyczne zagrożenie. Układ odpornościowy, nerwowy i hormonalny współtworzą sieć, w której każda emocja ma swój ślad biologiczny. Maté pisze: "Nie możemy zrozumieć zdrowia człowieka, jeśli pominiemy jego historię emocjonalną”, podkreślając, że to, jak przeżywamy relacje, jak reagujemy na stres, jakiego doświadczyliśmy dzieciństwa, znajduje odzwierciedlenie w naszym ciele.

🌿Według niego stres nie polega na tym, co nam się przydarza, lecz na tym, jak na to odpowiadamy. Powstaje bowiem w chwili, gdy nasze potrzeby bezpieczeństwa, odpoczynku i ekspresji emocji nie mogą znaleźć miejsca w rzeczywistości.

Ciało wie, że coś się dzieje, lecz nie ma przestrzeni, by to wyrazić. Wtedy napięcie zaczyna w nim osiadać, gromadzić się, przeradzać w chroniczne pobudzenie, które z czasem staje się tłem codzienności. A my go nie zauważamy, bo stał się nami... wpisany w nasz sposób życia, w to, jak oddychamy, reagujemy, myślimy o sobie.

🌿Ciało mówi w imieniu emocji, które nie mogły zostać usłyszane, wtedy gdy byliśmy dziećmi, bo dzieciństwo, jak pisze Maté, jest matrycą biologii stresu.

To wczesne doświadczenia kształtują, jak nasze ciało uczy się reagować. Dziecko, które dorasta w atmosferze lęku, krytycyzmu lub chłodu emocjonalnego, tłumi uczucia, by przetrwać. W dorosłości ta sama strategia, kiedyś niezbędna, zaczyna jednak szkodzić.

Tłumiona złość zamienia się w napięcie mięśni, niewypowiedziany lęk w bezsenność, a nieustanna odpowiedzialność w wyczerpanie.

Te adaptacje i strategie obronne są śladami przetrwania. Tłumienie emocji nie jest decyzją, lecz automatycznym odruchem, który miał chronić więź. W dzieciństwie, gdy potrzeba akceptacji była silniejsza niż potrzeba ekspresji, nauczyliśmy się chować to, co mogło nas odłączyć od innych. W dorosłości powtarzamy ten wzorzec, tyle że ciało już nie chce go nieść.

🌿„To nie emocje nas zabijają, lecz brak ich przeżywania” pisze Maté. I dodaje, że dziecko, które nie mogło powiedzieć „nie”, dorośnie w dorosłego, którego ciało zrobi to za niego.

🌿Choroba, napięcie, migrena, bezsenność to nie kara, lecz wiadomość a ciało stawia granice tam, gdzie psychika ich nie rozpoznaje. Nie jest naszym przeciwnikiem, ale posłańcem.

Nie mówi językiem winy, lecz troski.

Dobrego wieczoru,
AK

P.S Zadbaj dziś o siebie, jeśli to możliwe, wsłuchaj się w szept swojego ciała, mówi do Ciebie z troski, że potrzebuje odpoczynku, ruchu, dotyku, ekspresji... sprawdź, czego potrzebuje i jak możesz po to sięgnąć.💛🌿

SAM* DAM SOBIE ZE WSZYSTKIM RADĘGabor Mate w książce "Kiedy ciało mówi nie" pisze:„Większość naszych nadmiernych wysiłkó...
12/10/2025

SAM* DAM SOBIE ZE WSZYSTKIM RADĘ

Gabor Mate w książce "Kiedy ciało mówi nie" pisze:

„Większość naszych nadmiernych wysiłków i niepowodzeń wynika właśnie ze zniewalającej potrzeby odgrywania roli kogoś, kim w rzeczywistości nie jesteśmy” - napisał Hans Selye.

Negatywne myślenie wymaga umiejętności pogodzenia się z faktem, że nie jesteśmy tak silni, jak chcielibyśmy wierzyć.

Nieodparte przeświadczenie o własnej sile powstaje, by ukryć słabość - względną słabość dziecka.

Nasza kruchość nie stanowi powodu do wstydu.

Człowiek może być silny, a mimo to potrzebować pomocy; może być kompetentny w niektórych obszarach życia i zupełnie bezradny bądź zdezorientowany w innych.

Nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego, do czego wydajemy się sobie zdolni."

🌿🌿🌿

I nie chodzi o to, by przestać być silnym.
Chodzi o to, by siła nie polegała na zaprzeczaniu własnej kruchości.

Bo siła, która nie dopuszcza łez, staje się napięciem. Siła, która nie zna słowa „pomóż mi”, zamienia się w samotność. Człowiek, który nigdy nie upada, nie uczy się, że można być podtrzymanym.

Być kompetentnym i jednocześnie wątpić.
Być mądrym i czasem zagubionym. To też jest dojrzałość. Taka, która nie boi się ludzkiego wymiaru życia.

Dobrej niedzieli 🙂,
AK

P.S. Na zdjęciu myszołów 💚🌿 ostatnio często spotykam na swojej drodze te ptaki... myślę o tym, czego mogę się dziś od nich uczyć... może tego, że ten, kto potrafi się zatrzymać i poczuć własne drżenie, wie naprawdę, czym jest lot?, że moc, budząca respekt nie istnieje bez kruchości i podatności na zranienie?

Są dni, które zaczynają się od ciężaru trudnego do nazwania. Budzisz się i nie wiesz, czy to sen zostawił po sobie ślad,...
30/09/2025

Są dni, które zaczynają się od ciężaru trudnego do nazwania. Budzisz się i nie wiesz, czy to sen zostawił po sobie ślad, czy pogoda przycisnęła myśli, czy może zabrakło wczoraj słowa, które miało paść.

Na zewnątrz wszystko wygląda tak samo. Herbata stygnie, pies śpi, las za oknem cicho się kołysze... a jednak w środku jest inaczej.

W takich chwilach naturalne jest, że chcesz od razu wejść w dzień. Zająć się sprawami...

Ale jakby to było na chwilę się zatrzymać? Nie po to, by szukać odpowiedzi, tylko po to, by uznać, że takie poranki też są częścią życia. I że nie potrzebują jasnej przyczyny, by były prawdziwe.

Życie nie zawsze daje się uporządkować. Bywają dni, w których jedyne możliwe słowo to „nie wiem”. I to wystarcza. Tak jak nie mamy wpływu na pogodę za oknem, tak samo nie mamy pełnej władzy nad tym, co rodzi się w środku.

Człowiek nie jest stworzony do nieustannej jasności. Potrzebuje też chmur, dni wolniejszych, mniej wyraźnych. To właśnie wtedy widać inny rytm.

Wówczas zwykłe sprawy mogą stać się punktem oparcia: kubek herbaty w dłoniach, zapach świeżego powietrza, obecność kogoś obok, nawet jeśli w ciszy.

Życie ma swoje ponure poranki. I tak jak nie próbujemy rozpędzać chmur siłą, tak samo nie musimy od razu naprawiać wszystkiego w sobie.

Czasem wystarczy pozwolić, by dzień płynął dalej.

A wtedy, niepostrzeżenie, rodzi się w nas coś cichego -cierpliwość, łagodność, bliższy kontakt z tym, co naprawdę nasze.

Dobrego pochmurnego dnia 🙂🌿
AK

Jak to jest między nami?Myślę, że wzajemny szacunek nie polega na tym, że zawsze się ze sobą zgadzamy. Ani na tym, że ni...
21/09/2025

Jak to jest między nami?

Myślę, że wzajemny szacunek nie polega na tym, że zawsze się ze sobą zgadzamy. Ani na tym, że nigdy się nie ranimy. W każdej relacji zdarzają się różnice, napięcia, chwile niezrozumienia. Szacunek zaczyna się dużo wcześniej - w samym sposobie, w jaki się do siebie odnosimy.

🌿Szacunek jest wtedy, gdy słucham, nawet jeśli nie rozumiem.
🌿Gdy nie szukam od razu kontrargumentu, tylko zostawiam miejsce na twoje słowa.
🌿Jest wtedy, gdy twoje „nie” traktuję poważnie, choć byłoby mi wygodniej, żebyś się zgodził.
🌿Jest wtedy, gdy mogę być sobą, ze swoją słabością, zmęczeniem czy innym zdaniem i nie boję się, że zostanie to użyte przeciwko mnie.

Brak szacunku nie zawsze przychodzi z krzykiem. Częściej wkrada się niepostrzeżenie,
💔jako śmiech, który bagatelizuje to, co dla drugiego ważne.
💔W słowa, które dają do zrozumienia: „to, co mówisz, jest nieważne”.
💔W spojrzenie, które nie zatrzymuje się ani na chwilę, bo gdzieś indziej jest „ważniejsze”.
💔 W pomysł, że mam być taka jak oczekujesz.

Szacunek w relacji to codzienna decyzja, że widzę w tobie osobę, a nie przedłużenie siebie. Że nie jesteś narzędziem do zaspokajania moich potrzeb, ale kimś, kto ma prawo do własnej historii, własnego tempa, własnych pragnień. To zgoda na to, że mogę się z tobą różnić i nie muszę cię zmieniać. To uznanie twojej odrębności, nawet jeśli jest dla mnie trudna.

Wzajemny szacunek nie usuwa napięć, ale sprawia, że można je unieść. Że różnice nie stają się polem bitwy, ale przestrzenią, w której obie strony mogą pozostać sobą. Właśnie tam, gdzie jest szacunek, rodzi się prawdziwa bliskość.

Bo bliskość nie polega na zlewaniu się w jedno, ale na tym, że możemy być obok siebie różni, a jednak bezpieczni.

I myślę, że brak szacunku boli najbardziej nie wtedy, gdy ktoś się ze mną nie zgadza, ale wtedy, gdy przestaje mnie traktować poważnie. Gdy nie widzi we mnie człowieka, tylko kogoś do poprawienia, uciszenia, przestawienia albo kogoś, nad kim nie warto się pochylić.

Bo wtedy coś we mnie gaśnie.

Piszę to, żeby pamiętać: szacunek nie jest dodatkiem do relacji. Jest jej fundamentem. Bez niego miłość zamienia się w walkę o przewagę, a przyjaźń w grę sił.

A jak jest między Wami?

Dobrej niedzieli 🙂🍀
AK

Chcę zapisać rzecz małą, żeby jej nie zgubić... Rano para nad kubkiem układała się w cienką wstążkę. Na stole pyłek świa...
14/09/2025

Chcę zapisać rzecz małą, żeby jej nie zgubić.
.. Rano para nad kubkiem układała się w cienką wstążkę. Na stole pyłek światła. Klucz w zamku kliknął jak zawsze - ten drobiazg, który mówi „jestem w domu”. Żadnych fajerwerków. A jednak to jest właśnie ta chwila, w której życie naprawdę się wydarza.

Zauważyłam, jak łatwo mi prześlizgnąć się przez takie momenty. Umysł szepcze: „to tylko kawa, to tylko rozmowa, to tylko spacer po lesie”. A „tylko” gromadzi się w kątach i rośnie na coś, co wcale nie jest małe. To z niego powstaje moja codzienność. Moje „tu jestem”.

Piszę to też dla siebie: nie muszę codziennie być niezwykła. Nie muszę udowadniać wartości tempem, liczbą zadań, wielkimi słowami. Wystarczy, że jestem przy sobie z szacunkiem, z uważnością na to, co we mnie ciche. Wystarczy, że umiem powiedzieć „dość” rzeczom, które odbierają oddech, i „tak” temu, co mnie karmi, choć nie wygląda imponująco.

Zwyczajność uczy granic w najmniejszych sprawach. Odkładam telefon, gdy dom domaga się rozmowy. Wychodzę na dwór, kiedy ciaśniej w głowie niż w płaszczu. Dzielę się chlebem i milczeniem - obie rzeczy trzymają człowieka przy życiu.

To są moje drobne gesty przeciwko samotności: zaprosić kogoś do stołu, napisać „pamiętam”, zadzwonić, kiedy nie ma powodu poza tym, że jesteśmy.

Myślę o godności, która zaczyna się od prostego „jestem ważna także wtedy, gdy nikt nie patrzy”. O relacjach, które rosną nie od wielkich deklaracji, ale od powtarzanych, cichych „jestem”.

Zapisuję to, bo wiem, jak łatwo zapomnieć. Wystarczy jedno „muszę jeszcze”, a zwyczajność znów staje się niewidzialna.
A ja nie chcę jej tracić.
W niej mieszkają sens i spokój.
W niej uczę się być człowiekiem.

A w tę niedzielę wybieram:
🍀Mniej hałasu, więcej obecności.
🍀Mniej porównań, więcej wdzięczności.
🍀Mniej „będę kiedyś”, więcej „jestem teraz”.

I to „teraz” staram się dla siebie ocalić.

A Ty? Co chcesz dziś ocalić dla siebie? Żeby nie zapomnieć, nie przeoczyć...

Dobrej niedzieli 🌞🍀
AK

Dlaczego tak trudno zacząć? 🤔😢A może jest tak, że nie kończenie ale zaczynanie jest trudniejsze? W końcu w odejściu od c...
07/09/2025

Dlaczego tak trudno zacząć? 🤔😢

A może jest tak, że nie kończenie ale zaczynanie jest trudniejsze? W końcu w odejściu od czegoś starego jest jakaś jasność: wiem, że coś się skończyło. Początek natomiast bywa mgłą. Jeszcze nie ma w nim kształtu, nie ma pewności, nie ma nawet sprawdzonych gestów. Jest tylko pierwsza próba, która często wygląda nieporadnie.

Wiem, jak wielu ludzi marzy o zmianie, a jednocześnie ją odkłada.
👉„Zacznę od poniedziałku”
👉„Jeszcze tylko poukładam sprawy”
👉„Poczekam, aż będę gotowa”.
Znasz to?
Tylko że ta gotowość rzadko przychodzi. Bo w każdym nowym początku jest odrobina lęku. Jakbyśmy stali na nieznanym brzegu i nie widzieli, czy grunt pod stopami jest pewny.

Często widzę ten moment: ktoś wie, że nie chce już żyć tak jak dotąd, a jednak nie potrafi ruszyć. Może dlatego, że początek niesie w sobie coś dziecinnie kruchego. Uczymy się przecież na nowo - mówić inaczej, stawiać granice, ufać, że ktoś nas nie odrzuci. To wszystko wymaga cierpliwości i odwagi.

Może dlatego początki tak bolą? Nie dlatego, że są złe, ale dlatego, że przypominają nam o naszej bezbronności. A my, dorośli, tak często chcemy być już gotowi, pewni, „ogarnięci”. A tu nagle życie każe nam znów się potknąć, powtarzać, próbować jakby od zera.

Ale w tym właśnie kryje się coś ważnego. Początek...
🍀 nie pyta o perfekcję,
🍀on prosi tylko o obecność, gotowość, by się podnieść, kiedy nogi odmówią,
🍀o cierpliwość, by pozwolić sobie na czas uczenia się,
🍀o zgodę na to, że pierwsze zdania brzmią niezręcznie, że pierwsze kroki są powolne, że nie wiemy jeszcze, dokąd nas to doprowadzi.

Dziś myślę, że wartość życia nie mierzy się tym, ile razy coś skończyliśmy, ale ile razy odważyliśmy się zacząć od nowa. Z podrapanymi kolanami, z drżącym głosem, z sercem, które jeszcze bije zbyt szybko.

Bo zaczynanie to dowód, że wciąż jesteśmy w ruchu i że jeszcze wierzymy, iż możliwe jest inne życie, inne relacje, inne słowa.
A ta wiara sama w sobie jest już krokiem.
Czasem najważniejszym.

Dobrej niedzieli🙂🍁,
AK

Odrzucenie emocjonalne w chwili, gdy pozwoliliśmy sobie nie być silni, zostawia ranę, która nie zamyka się szybko. To do...
01/09/2025

Odrzucenie emocjonalne w chwili, gdy pozwoliliśmy sobie nie być silni, zostawia ranę, która nie zamyka się szybko. To doświadczenie zapisuje się w ciele i w pamięci emocjonalnej. Człowiek nosi je w sobie długo, jak echo, które powraca w najmniej spodziewanych momentach.

Psychologicznie to doświadczenie uczy, że odsłonięcie jest ryzykowne, że każdy akt szczerości może skończyć się stratą i dlatego później, w kolejnych relacjach, człowiek waha się, zanim pokaże drugiemu swoje prawdziwe „nie wiem”. Zamiast tego wybiera maskę kompetentnego, pogodnego, silnego. Ta maska daje pozorną ochronę, ale też oddziela od głębi więzi...
.. bo bliskość bez odsłonięcia jest tylko kontaktem powierzchownym.

Wewnętrznie działa jeszcze coś - mechanizm wstydu. Odrzucenie w momencie słabości tworzy przekonanie: „moja bezradność czyni mnie niegodnym miłości”. Ten wstyd sprawia, że człowiek zaczyna karać samego siebie. Staje się dla siebie surowy. Wymaga perfekcji, wiedzy, nieomylności. Tak, jakby próbował zapobiec temu, by ktoś kiedykolwiek znów zobaczył jego kruchość i odszedł.

Egzystencjalnie zaś odrzucenie tego rodzaju uderza w samo poczucie sensu więzi. Bo jeśli najgłębsza prawda o mnie, że jestem niedoskonały, ograniczony, czasem zagubiony - została odrzucona, to jak mam uwierzyć, że więź jest miejscem, gdzie mogę istnieć w całości? Pojawia się poczucie izolacji - nie tylko od drugiego człowieka, ale też od samego siebie.

Ten ból ma swoje warstwy:

🌿warstwa samotności, która mówi: „nikt nie zostaje, kiedy najbardziej tego potrzebuję”,

🌿warstwa lęku, która szepce: „jeśli się odsłonisz, stracisz”,

🌿warstwa wstydu, która obwinia: „to twoja słabość była winą”.

🌿A jednak - w głębi, pod tym wszystkim - jest warstwa tęsknoty. Tęsknoty za doświadczeniem odwrotnym: by ktoś został właśnie tam, gdzie jestem najbardziej ludzki i niedoskonały. By ktoś wytrzymał moją niewiedzę, bezsilność, mój brak siły, moją ciszę.

Dopiero wtedy, gdy spotykamy kogoś, kto potrafi unieść nasze „nie umiem, nie wiem, nie mam siły, błądzę ” i nie odchodzi, zaczyna się powolne leczenie tej rany.

Bo wtedy pojawia się nowe doświadczenie: „mogę być słaby i wciąż być kochany”.

I to właśnie ono jest przeciwwagą dla całego ciężaru odrzucenia, bo przypomina, że więź nie jest nagrodą za doskonałość, ale przestrzenią, w której człowiek może być sobą z z całym światłem i całą ciemnością.

Dobrego wieczoru 🌿,
AK

CZYJE TO TEMPO?🤔🌞🌚Jeszcze kilka dni temu wieczory pachniały latem...a teraz poranek każe sięgnąć po sweter. Ulice wypełn...
31/08/2025

CZYJE TO TEMPO?🤔🌞🌚

Jeszcze kilka dni temu wieczory pachniały latem...
a teraz poranek każe sięgnąć po sweter.
Ulice wypełniają się samochodami, dzieci szykują się do szkół, a w głowie zaczyna kręcić się lista obowiązków.

Koniec lata - leniwych, ciepłych wieczorów - zmienia się rytm...

Czasem, dla niektórych z nas oznacza to powrót do codzienności, która daje poczucie bezpieczeństwa - bo wreszcie wszystko znów ma swoją strukturę. Dla innych to początek ciężaru, który odbiera przestrzeń na własne „tak” i „nie”.

Znam dobrze obie strony.

Bywają momenty, w których sama potrzebuję rytmu ale są też dni, gdy ta sama struktura staje się ciasnotą, w którym gubię własny głos. Znam ludzi, którzy cierpią właśnie z tego powodu. Żyją w rytmie, który nie jest ich. Wstają, pracują, zajmują się innymi, wypełniają kalendarze zadaniami, które nie mają nic wspólnego z tym, kim są i czego naprawdę potrzebują. I dopiero ciało daje im znać, że coś jest nie tak: bezsennością, bólem głowy, napięciem w karku, zmęczeniem, które nie mija.

A może wrzesień jest jak próg - pyta nas, w jakim rytmie chcemy iść dalej.
👉Czy to, co robimy każdego dnia, jest naprawdę nasze?
👉Czy powtarzamy to tylko dlatego, że „tak trzeba”?
👉Czy mamy w sobie przestrzeń na własne tempo, czy tylko próbujemy nadążyć za cudzym?

Nie mam jednej odpowiedzi na te pytania. Wiem tylko, że człowiek cierpi, kiedy długo biegnie w tempie, które nie należy do niego. Bo wtedy życie zamienia się w wyścig, którego nie da się wygrać.

🍀Ale wiem też, że można się zatrzymać.
🍀Że można sprawdzić, które z obowiązków naprawdę nas wspierają, a które tylko odbierają oddech.
🍀Że można uczyć się wybierać - czasem drobnymi krokami - swoje własne tempo.

Przypominam sobie, że życie nie składa się tylko z wielkich decyzji, ale też z małych codziennych wyborów, w których kryje się troska o siebie - taka zwykła, ludzka. Nie patetyczna, nie z wielkimi deklaracjami.

Troska, która mówi: „mam prawo żyć w swoim rytmie”.

A Ty? Żyjesz swoim rytmem?

Dobrej niedzieli 🌞,
AK

Adres

Ulica Fabryczna 29/37
Poznan
61-512

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psychoterapia Anna Karczewska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Psychoterapia Anna Karczewska:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram