03/01/2026
Jest taki fragment w „Ludzie i myszy”, w którym Lennie - wtedy kiedy rzeczywistość go przerasta i chce uciec w świat marzeń - prosi swojego brata „opowiedz mi o królikach. O tym jak wszystko się ułoży, będziemy mieli farmę, swoją ziemię i króliki”, którymi on Lennie, będzie się opiekował, karmił i głaskał.
Przez wiele lat to było nasze domowe hasło z Gregiem.
W leniwy niedzielny poranek mówiłam do niego, chodź sobie pogadamy o królikach… Uwielbiałam to.
I wtedy opowiadaliśmy o naszych marzeniach, o tym co chcielibyśmy zrobić, co zmienić, jak żyć.
Uwielbiałam te nasze króliki, robiło mi się ciepło na sercu, bo lubiłam te opowieści, marzenia i przekonanie, że kiedyś to wszystko się ziści.
Z okazji początku Nowego Roku dostałam bardzo wiele wiadomości od moich przyjaciół, znajomych, podopiecznych i uczniów. Większość z nich życzyła mi spełnienia marzeń lub przeplatała zakamuflowaną wersję życzeń o spełnieniu marzeń.
Kiedy czytałam jedno z nich sama sobie zadałam pytanie „O czym ja marzę?”
…
I zapadła cisza, bo nie potrafiłam nic wymyślić.
Pustka.
Podeszłam do Grega i spytałam go czy chciałby pogadać ze mną o królikach - tutaj też zapadła cisza.
„My już nie musimy opowiadać sobie o królikach, bo my je mamy” – odpowiedział.
Za chwilę wsiadam do samolotu z grupą ajurwedyjskich przyjaciół. Jedziemy na wspólne wakacje, a tak naprawdę ich podróż życia. Zabieramy ich do Indii, do miejsca naszych „królików”, do doświadczeń, od których nie da się już nigdy uwolnić.
Oni jeszcze tego nie wiedzą, ale nie wrócą tacy sami.
Pamiętam, że kiedy przyjechałam do Indii po raz pierwszy, poczułam ogromną wieź i przyspieszone bicie serca (ten stan trochę wyjaśnia to co jest zapisane w mojej historii na liściach palmowych – we wcześniejszych wcieleniach urodziłam się w Kerali) wiedziałam, że zrobię wszystko żeby tam wrócić, żeby tam być.
To tam zaczęła się moja, nasza zmiana na każdym poziomie, także duchowym.
To tam odnalazłam sens swojego przeznaczenia – Ajurwedę.
To tam nauczyłam się czuć szczęście w każdej chwili swojego życia i rozumieć co jest ważne.
To Indie spowodowały, że mogę otaczać się ludźmi, którzy są ulepieni z tej samej gliny.
Okres ”covida” uświadomił mi, że nie ma czasu na marzenia, trzeba działać, a nie marzyc. Trzeba żyć w „reality”, a nie w ułudzie.
I tak nie ma już leniwych niedzielnych poranków.
Nie ma już opowieści o „królikach”, bo każdy pomysł, jeśli zostanie wypowiedziany, jest natychmiast realizowany.
Kochana, Kochany marzenia są po to by je spełniać, a nie je mieć.
Tego Ci właśnie życzę na początku nowego, kalendarzowego rozdania , ale nie zapominaj - to Ty decydujesz kiedy zrobić krok wprzód albo nawet do tyłu, nie kalendarz.
Życzę Ci więc, żebyś miała, żebyś miał jak najmniej marzeń do spełnienia.
Całuję i będę odzywać się stamtąd.