28/10/2025
W ostatnią niedzielę - 9 dni po moich 48 urodzinach zdałam egzamin zawodowy uzyskując prawo do wykonywania zawodu NATUROTERAPEUTKI (nie, nigdy nie jest za późno na naukę i zdobycie nowego zawodu💪🙂🎓.
Egzamin wieńczył 19-miesięczny proces edukacji. Dla mnie niezwykle wymagający, bo oznaczający nie tylko to, że co drugi weekend (również w wakacje) miałam zajęty. Oznaczający szereg godzin spędzonych na nauce, egzaminach, pracach zaliczeniowych, praktykach zawodowych, godzin które trzeba było jakoś wcisnąć w i tak napięty plan dnia, pogodzić z życiem rodzinnym i prowadzeniem własnej działalności. Gdy miałam dwadzieścia lat i studiowałam na uniwersytecie nauka była moim jedynym obowiązkiem. Teraz była jednym z wielu…a godzin w dobie nie przybyło wraz z liczbą lat w dowodzie 😉.
Ostatnie dwa miesiące nauki czyli czas od początku września był szczególnie trudny i wymagający, bo zbiegł się nie tylko z końcowymi egzaminami ale też z nagromadzeniem zarówno pracy zawodowej jak i ważnymi zmianami w życiu rodzinnym. Dopadło mnie prawdziwe zmęczenie materiału.
I poczułam to w ciele!
Barki, szyja, dolny kręgosłup - nagle zaczęło dokuczać wszystko to, z czym nigdy nie miałam problemów.
Ciało mówiło.
Mówiło bólem, napięciem, skrzypieniem (serio, kości mi skrzypiały🤣), przyspieszonym tętnem, a nawet bólem głowy co wcześniej się nie zdarzało (serio z bólem głowy się wcześniej nie znałyśmy).
Ciało mówiło, a ja słuchałam.
Najogólniej można powiedzieć - to wszystko przez stres i natłok ważnych spraw w jednym czasie.
Ale to najprostsze wytłumaczenie, bo gdy zejść głębiej to pod tym “stresem” zawsze kryje się coś jeszcze. Coś co trzeba przepracować, coś co nam się odpala z naszej przeszłości, z naszego sposobu myślenia i reagowania, z naszych przeszłych doświadczeń, z naszych wzorców, które musimy zdecydować czy chcemy powielać czy jednak zmienić.
Gdy ciało boli to nie boli bez powodu. Prowadzi nas w rejony, których często wcale nie chcemy odwiedzać (bo zbyt trudne i bolesne), a z którymi jednak trzeba się zmierzyć, jeśli chce się wrócić do stanu bez bólu czyli równowagi. Prowadzi nas do ran, które trzeba opatrzyć i dać im czas, by się wygoniły, prowadzi nas do SIEBIE.
To nie był łatwy proces, ale przeszłam go, bo wiem jak się sobą opiekować. Bo ufam swojemu ciału (nawet wtedy gdy boli). Bo wiem jak regulować układ nerwowy, pracować z nerwem błędnym, jak oddychać, jak pracować ze sobą metodą coachingową przez pisanie, bo… Bo nie pierwszy raz tam byłam, rozumiem i akceptuję, że każdy proces ma swoją dynamikę.
Piszę Wam o tym, bo dzień po zdanym egzaminie, w poniedziałek miałyśmy półmetek jesiennej edycji Stress Less. Sześć zajęć za nami, kolejne sześć przed nami. I nie ma zajęć bym nie dostawała po nich informacji zwrotnej od uczestniczek, że te poniedziałki je odmieniają. Słyszałam już tak wspaniałe słowa jak te, że: “wreszcie wyszłam z głowy i analizy, a weszłam do ciała”, “uwielbiam Twoje zajęcia, są dla mnie jak psychoterapia”, “dzięki Twoim zajęciom zrozumiałam, że nie muszę zmuszać siebie i ciała do niczego” itp. Uczę Was nie tylko tego czego nauczyłam się na różnych kursach i warsztatach oraz przez te ostatnie miesiące nauki, uczę Was tego, co płynie z mojego doświadczenia, co sama przeszłam, praktykuję, dobrze znam i wiem, że działa. Ale(!) uczę Was też tego, że to JEST PROCES. Że ciału trzeba dać czas, że trzeba je zrozumieć, że nie warto go ponaglać, że nie warto się wściekać gdy boli i zagłuszać tego bólu, że ciało wie lepiej kiedy jest gotowe coś puścić, kiedy jest gotowe na proces zdrowienia. I podaję Wam na zajęciach liczne “przykłady z życia prowadzącej” 😉 bo wiem, że własna historia, osobiste doświadczenia mają największą moc. A ja nie przemawiam do Was nigdy z pozycji osoby, która jest ponad, ale która jest trochę dalej niż Wy, bo wcześniej przeszła tę drogę.
Gdy skończyłam pisać egzamin w niedzielę wieczorem, pierwsze co zrobiłam to ćwiczenia TRE, by rozładować napięcia z ciała, a zaraz potem kąpiel w soli magnezowej połączoną z aromaterapią.
W poniedziałek bolał mnie każdy centymetr ciała. Z ciała schodziło napięcie ostatnich miesięcy. Nadal schodzi. Pozwalam mu. Nie ponaglaniem. Oddycham, reguluję układ nerwowy i daję procesowi toczyć się we własnym tempie. Bo ciało nie lubi pośpiechu, ale lubi gdy traktujemy je z troską, czułością, delikatnością i uwagą. Warto się tego nauczyć. To zmienia wszystko. Serio!
P.S. Kolejna, stacjonarna edycja STRESS LESS rusza w styczniu, ale w połowie listopada rusza STRESS LESS ONLINE. Będziemy spotykać się na żywo w czasie rzeczywistym. Jeśli czujesz, że to coś dla Ciebie - napisz do mnie na: info@joganastart.pl a wyślę Ci info na temat startu programu.