12/03/2026
Akupunktura i onkologia
Spędziłem kilka dni, w krótkich odstępach czasu, u mojego pacjenta. Za każdym razem pracowałem w takim samym stylu, jaki opisałem w poprzednim poście – ani razu nie użyłem igły, ograniczając się wyłącznie do własnych rąk oraz teishina.
Na ostatnim spotkaniu, kiedy nabrałem już pewności, że pacjent jest w stanie przyjąć taką stymulację, użyłem dodatkowo samoprzylepnej, łagodnej moksy.
To było przyjemne zaskoczenie, gdy podczas kolejnej wizyty zastałem pacjenta siedzącego samodzielnie na łóżku, wykonującego poranną toaletę.
A jego oczy?
Ach… szerokie i błyszczące. ✨
Nie chcąc burzyć tej chwili, stanąłem w pewnej odległości i czekałem, aż skończy. W tym czasie rodzina szeptała mi do ucha podekscytowanym głosem:
„On sam tak usiadł! A w nocy obudził się nie pięć razy, tylko jeden! I jeszcze dzisiaj nie stękał z bólu!”
Takie chwile napełniają radością i nadzieją. Trzeba jednak uważać, aby ta nadzieja nie była fałszywa.
Nowotwór nadal tam jest i ma się dobrze.
Nie jestem w stanie go usunąć — od tego są onkolodzy.
Moim zadaniem jest sprawić, aby choroba była bardziej znośna. Towarzyszyć człowiekowi w drodze. Cieszyć się razem z nim tymi krótkimi momentami, kiedy jest po prostu… „dość dobrze”. 🌿
Część moich pacjentów onkologicznych przestała do mnie przychodzić, ponieważ otrzymała od swoich lekarzy zakaz dalszych wizyt. Akupunktura bywa w takich przypadkach przedstawiana jako metoda wysoce niewskazana.
Skąd biorą się te obawy?
1️⃣ Obawa przed metodami inwazyjnymi
Lekarze obawiają się, że nakłucia mogłyby naruszyć guz i potencjalnie przyczynić się do jego rozsiania.
2️⃣ Stan organizmu pacjenta
Pacjenci onkologiczni przyjmują bardzo silne leki, które potrafią znacząco osłabić organizm – zwiększają podatność na infekcje, krwawienia czy uszkodzenia skóry.
3️⃣ Niewiedza i błędne wyobrażenia
Dawno temu miałem pacjentkę w trakcie chemioterapii. Podczas wizyty w moim gabinecie nakłuwałem punkt Liv-3 na grzbiecie stopy, tłumacząc, że jest to punkt na meridianie wątroby i dlaczego w jej stanie może być pomocny.
Podczas późniejszej wizyty u swojego onkologa pacjentka opowiedziała, że była na akupunkturze i że „wbijałem igły w wątrobę”.
Lekarz oburzył się i kategorycznie zabronił takich praktyk oraz dalszych wizyt u mnie.
Dlatego na początku zawsze uprzedzam pacjentów, że ich lekarze prowadzący mogą mieć niepochlebne zdanie na temat akupunktury w trakcie choroby nowotworowej. Jeśli mają wątpliwości — proszę ich, aby porozmawiali ze swoim lekarzem i zapytali o zgodę.
Część osób rzeczywiście już nie wraca.
Część wzrusza ramionami i mówi:
„Nic nie będę mu mówić. To moja decyzja.”
A jeszcze inni przychodzą z uśmiechem i mówią:
„Panie Robercie! Byłam, rozmawiałam i tłumaczyłam. Powiedziała, żebym dała sobie z tym spokój i niczego na boku nie kombinowała.
Ale wie Pan co? Robimy partyzantkę. 😄
Ja po prostu czuję się dużo lepiej. Niezależnie od tego, czy ona to rozumie, czy nie. Ba! Nawet ja do końca nie rozumiem, co tutaj się dzieje.
Ale jedno wiem na pewno.
Wcześniej bolało.
A teraz… nie boli.”