Renia walczy z rakiem

Renia walczy z rakiem Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Renia walczy z rakiem, Przemysl.

Guz nie ma imienia. Dziecko, nastolatek, dorosły – ma.„Drzwi się otworzyły. Nie powinny, bo jesteśmy w trakcie wizyty, a...
04/02/2026

Guz nie ma imienia. Dziecko, nastolatek, dorosły – ma.

„Drzwi się otworzyły. Nie powinny, bo jesteśmy w trakcie wizyty, a jednak. Drzwi otworzyły się zdecydowanie. Może bez huku, ale też bez nieśmiałości, której towarzyszy delikatne pukanie, bez oczekiwanie na „proszę”. W drzwiach pojawiła się przywdziana w biały kitel, opleciona w stetoskop lekarka. Też była zdecydowana.

Od razu powiedziała, co leży jej na sercu:

- Jak ja mam dość tych guzów mózgu!
Zapadła chwila ciszy. Mikrochwila, gdyż język mam niewyparzony.
- Wie pani, ja też mam dość tych guzów – wyrzuciłam z siebie przekonaniem. W końcu jestem zupełnie pewna, że czego jak czego, ale guza – nawet po jego usunięciu, wypaleniu, unicestwieniu czy jak to zwał – mam dość. – I wszyscy rodzice dzieci z guzami, a już najbardziej same dzieci mają ich dość.
Zza biurka bardzo spokojnym głosem odezwała się profesor:
- To jest Renia – wskazała ręką na krzesło obok mnie zajęte przez Renatę, której znad oparcia wystawał jedynie pompon czapki. – Miała guza mózgu”.

Kody na rysunku poniżej to kategorie, które umiejscawiają pierwotne nowotwory złośliwe w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób, używa się jej do ujednolicenia dokumentacji medycznej, statystyk zdrowotnych i badań epidemiologicznych. To kody, które wiążą się z historią twojego dziecka jak numer Pesel. Spotkasz się z tym symbolem na pierwszym wypisie i do momentu odkodowania go jeszcze się łudzisz. A gdy już wiesz, uświadomisz sobie, że ten kod zostanie z twoim dzieckiem na zawsze.

C71.0, C71.1, C71.2… i dalej, aż po zimne C71.9.

Nie do zapamiętania, a jednak pamiętamy je jak numer telefonu na oddział onkologii.

Lekarze muszą nazwać guza, żeby go leczyć. My musimy nazwać dziecko po imieniu, żeby nie zapominać o kogo walczymy.
Dziś Światowy Dzień Walki z Rakiem. World Cancer Day. Nowotwór zmienia życie. Wywraca cały świat do góry nogami. I pomimo tego, że wszystko się zmieni, to twoje dziecko jest wciąż tym, kim było. Dziecko nie jest chorobą, która mu się przytrafiła. Ten kod nie jest twoim dzieckiem. Jeśli ktoś odważy się powiedzieć inaczej, zareaguj. Jeśli twoje dziecko jest redukowane do choroby – reaguj. Jeśli nie zareagujesz, będziesz do końca życia czuć wstyd, że nie stanąłeś w jego obronie.

Zwróćcie szczególną uwagę na swoje pociechy, gdyż nowotwory mózgu i rdzenia czyli ośrodkowego układu nerwowego są najczęstszymi nowotworami u dzieci. Nowotwory złośliwe spowodowane uszkodzeniami w informacji w DNA rosną szybko i agresywnie, wyniszczając i powodując destrukcję organizmu na wielu płaszczyznach. W początkowym stadium ich rozpoznanie może nastręczać lekarzom pediatrom sporo trudności, zwłaszcza że bez obrazowego badania mózgu - rezonansu magnetycznego - objawy widoczne są wtedy, gdy nowotwór jest już całkiem spory.

🎗

Zatem:

- gdy charakter pisma w zeszycie nagle się zmienia, litery tańczą jak po nieprzespanej nocy, a ty nie masz na to sensownego wytłumaczenia…

- gdy znikąd pojawia się gorączka, znika bez śladu, nie wchodzi w „typowy ciąg” infekcji i coś ci w tym wszystkim zgrzyta…

- gdy rysunki tracą tę znajomą indywidualność, kreska jest mniej pewna, kompozycja „siada”, jakby ktoś podmienił dziecku rękę…

- gdy dziecko budzi się z krzykiem, skarży się na bóle głowy, wymiotuje rano i w ciągu dnia, a ty wciąż słyszysz „pewnie wirus żołądkowy”…

- gdy nagle rzuca w kąt ukochany rower, rolki, schodzi z krawężników, przestaje wspinać się na drzewa – jednym słowem ma kłopoty z równowagą i koordynacją ruchów…

- gdy przybliża się do książki, „wkłada nos” w zeszyt, prawie wchodzi do telewizora czy konsoli, jakby świat nagle zrobił się za mgłą…

- gdy boi się, ma napady lęku, fobie, zmieniają mu się zachowania i intuicja mówi ci: „to nie jest tylko bunt”...

…to nie czekaj, aż „samo przejdzie”. Idź do pediatry, opowiedz wszystko od początku i zacznijcie solidny przegląd techniczny dziecka - z badaniem neurologicznym i, jeśli trzeba, obrazowym głowy. Większość takich objawów ma inne, dużo łagodniejsze przyczyny, ale przy guzach mózgu kluczowy jest czas; lepiej pięć razy usłyszeć „to nic groźnego”, niż raz dowiedzieć się, że było za późno.

Kod nie zastępuje imienia. Guz mózgu nie ma twarzy.
Jedyną twarzą jest twarz dziecka - ta, którą kochasz całym sobą - ona jest prawdziwa.

🎗

Szanowni Państwo, jeśli wśród swoich bliskich nie macie osoby, której przekazujecie swoje 1,5% podatku, prosimy – pomyślcie o Renacie. To drobny gest, który dla nas ma ogromną moc: daje szansę na kontynuowanie terapii, powrót do sprawności, na lepsze jutro.

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą"
KRS 0000037904
cel szczegółowy 33202 Zając Renata

Short Message Service- Mamo, chyba padnę trupem. Mamy prywatny apartament - oznajmia Trutka, wchodząc do izolatki.W ślad...
27/01/2026

Short Message Service

- Mamo, chyba padnę trupem. Mamy prywatny apartament - oznajmia Trutka, wchodząc do izolatki.

W ślad za nami idą pielęgniarka a chwilę później lekarka. Aż ciśnienie się na usta: " Apartament z obsługą", ale uznajemy to za niegrzeczne, tym bardziej, że panie są naprawdę przesympatyczne i rzeczowe.

Najmilsza z Córek i ja mamy podobny stosunek do izolatek: jak dają, to brać bez wahania. Chyba że dają na siłę, z potrzeby zdrowotnej. Wtedy dyskusji w zasadzie nie ma. Zamiast niej przed oczami rozciąga się wizja przedłużonego pobytu. Wiadomo, do szpitala idzie się po to, żeby jak najszybciej z niego wyjść. Co do tego nie ma wątpliwości. A jeśli ktoś by jednak wyrażał sprzeciw, może towarzyszyć Renacie w spacerze po szpitalnym korytarzu i słuchać zawodzenia: "Do doooomuuu!".

Tymczasem przebadana , obejrzana i poinformowana o jutrzejszych planach Truja-Zbója zasiadła do odrabiania pańszczyzny przy wyliczaniu nierówności. Podobno dla prawidłowego wyniku badania wyrzutów kortyzolu ma się nie stresować, więc próbujemy negocjować z personelem pięciomiesięczne zwolnienie z królowej nauk, ale nie wychodzi. I wtedy właśnie przychodzi SMS:
"Twój wynik badania jest gotowy do odbioru". Poniżej podpis: voxel i kod dostępu.

A teraz reminescencje:
27 stycznia 2018 roku czekaliśmy pod intensywną terapią w USD w Krakowie, żeby odwiedzić Renatę dobę po operacji. Drogę na oiom poznaliśmy na tyle dobrze, że do dziś jesteśmy w stanie trafić, przechodząc podziemiami kliniki. Tydzień wcześniej w przemyskim szpitalu Trutka miała robione pierwsze z życiu badanie rezonansem magnetycznym. Wynik przyszedł w ekspresowym tempie. Nie była to wiadomość, którą ktokolwiek na świecie chciałby usłyszeć. W godzinę od wyniku byliśmy w drodze do Krakowa.

Wracamy do teraźniejszości:
Dziś Renata miała kontrolny rezonans i przy okazji przyjęcie na oddział endokrynologii. Siedzimy przy stoliku, staramy się nie stresować i wtedy przychodzi rzekomy SMS od Voxela.
"Rety, dlaczego tak szybko!" - myślę, kojarzę z wydarzeniami z przeszłości i wewnętrznie zaczynam panikować - "Przecież tak wysyłają do natychmiastowego opisu, gdy coś widać na ekranie podczas badania!"

Nic nie mówię, tylko przesyłam wiadomość do Najlepszego z Mężów. Dziesięć sekund zajmuje mu poinformowanie mnie, że miał trzy zawały i jeden udar a potem że sprawdził i wysłał mi na pocztę. W tym momencie włączają mi się instynkty mordercze. Chcę kogoś zabić. Bardzo chcę. Wiem nawet kogo, ale jest ćwierć tysiąca kilometrów stąd. W końcu mówi:

- Jest czysto!

Koniec aktu pierwszego.

Kurtyna.

( Badania jutro)

Szanowni Państwo, jeśli wśród swoich bliskich nie macie osoby, której przekazujecie swoje 1,5% podatku, prosimy – pomyślcie o Renacie. To drobny gest, który dla nas ma ogromną moc: daje szansę na kontynuowanie terapii, powrót do sprawności, na lepsze jutro.

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą"
KRS 0000037904
cel szczegółowy 33202 Zając Renata

Granice zaufaniaRenata sięga po rollsy. Pachną niesamowicie – papryka, prażona cebula, ser, parówki, może coś jeszcze. Z...
25/01/2026

Granice zaufania

Renata sięga po rollsy. Pachną niesamowicie – papryka, prażona cebula, ser, parówki, może coś jeszcze. Zanim zdąży przynieść talerz do ust, Iwona – widząc minę Najlepszego z Synów - wyskakuje z kanapy jak oparzona i zabiera spod nosa talerz Trutce.

- Czekaj! Nie jedz tego! Zrobię ci jajecznicę albo coś normalnego.

W oczach córki widzę niedowierzanie. I bunt. Bo jakże to tak – własna matka odbiera jej jedzenie, na które czekała.

- Odłóż to natychmiast! - wtrąca się brat, już czerwony na twarzy, z nosa mu cieknie, oczy łzawią.
- Ale słuchajcie, przesadzacie - bronię się, siedząc jak na rozpalonej patelni. - Niech sama spróbuje i oceni. Serio, nie są takie straszne. Trzeba tylko jeść małymi kęsami.

Iwona podnosi się i idziе po kanapkę z serem. I po coś dla Renaty, rzucając przez ramię pełne ironii i nasycone jadem stwierdzenie:
- To sam najpierw zjedz a potem zobaczymy. Renata, nie będzie ci smakowało.

Sięgam po rollsy. Gdy Najtroskliwsza z Matek znika w kuchni konspiracyjnie, odwracam się do Córuni Tatunia: - Spróbuj – mówię już nieco bardziej spokojnie. – Nie jest takie ostre. Bardziej... intensywne. Zaufaj mi.

Zaufanie. To słowo zawisa w powietrzu jak gaz łzawiący. Renata patrzy na mnie, potem na brata, potem w stronę kuchni. Widać, że się waha. Taki klasyk: dorośli mówią „zaufaj", ale zaraz się okazuje, że lepiej z marginesem.

Bierze mały kęs.

Przez cztery sekundy wszyscy czekamy.

Potem Renata sięga po kubek z herbatą i pije długo, bez słowa. Do dna.

- Nigdy więcej - mówi, otwierając usta.

W pokoju zapada cisza, którą przerywa tylko chichot Iwony.

🗺️

Mija 9 lat od diagnozy. Dziewięć lat, podczas których ciągle uczymy się, jak żyć. Granice, które kiedyś były proste jak kreska na talerzu między „zjem” a „nie tknę”, nagle rozpełzły się po całym świecie: w neurochirurgii, rehabilitacji, szkole, domu i w naszych głowach. Bo w leczeniu guzów mózgu granice to nie tylko „to wolno, tego nie wolno”. To raczej mapa pięciu stref, po których błądzimy z GPS-em, który co chwilę traci zasięg.

Po pierwsze są granice medyczne. Lekarz stoi nad mózgiem dziecka i musi zdecydować, gdzie kończy się odwaga, a zaczyna brawura: ile wyciąć, ile naświetlić, ile zostawić dla chemii, żeby usunąć jak najwięcej guza, ale nie wyłączyć mowy, wzroku, chodzenia, pamięci. To nie jest kowbojskie: „wszystko albo nic”, tylko gimnastyka między „uratować życie” a „nie odebrać całej przyszłości”.

Po drugie - granice decydowania. Niby proste: lekarz wie, rodzic kocha, dziecko choruje. A w praktyce? Rodzic pyta, lekarz tłumaczy, nastolatek mówi „dość” albo „idźmy dalej”. Czasem do tego stołu trzeba dosadzić jeszcze psychologa, bioetyka albo „drugi ośrodek”, bo jedna głowa to za mało, by podpisać się pod decyzją, od której zależy reszta życia.

Po trzecie są granice obciążenia. Mózg po operacji, po chemii, po radioterapii ma zupełnie inną wytrzymałość niż ten „sprzed”. Rehabilitacja w dawkach: po trochę, ale codziennie. Szkoła w porcjach degustacyjnych: krótsze lekcje, mniej hałasu, więcej przerw. Zbyt mało – nie ruszymy z miejsca, zbyt dużo – przeciążymy wszystko i nie uzyskamy żadnego efektu. Gdy dodamy jeszcze niezmienność naszego systemu, czyli jednak 45 minut zajęć oraz konkretne podstawy programowe, zaczyna się slalom gigant w lawirowaniu co czym zastąpić, z czego zrezygnować, co próbować modyfikować.

Po czwarte - granice psychiczne. Ile prawdy dziecko jest w stanie unieść, ile lęku można wlać w jedną rodzinę, zanim zacznie pękać na szwach? Trzeba pilnować, żeby guz nie stał się nowym nazwiskiem: „to ta od guza”, „to brat tej od guza”. Dlatego w planie leczenia muszą się zmieścić nie tylko rezonanse i kontrolne badania, ale też śmiech, głupie memy, kłótnie o bałagan w pokoju i rollsy, których nigdy więcej.

I po piąte, granice między „tu i teraz” a „później”. Każda decyzja medyczna to trochę podróż w czasie: to, co dziś ratuje, za kilka lat może oznaczać problemy: z nauką, pamięcią, słuchem, wzrokiem, hormonami. Lekarze ważą więc nie tylko „czy przeżyje”, ale też „jak będzie żyć za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat”. Rodzice uczą się żyć na dwa kalendarze naraz - na jutro i na dorosłość dziecka, które jeszcze do końca nie wie, że jego mózg ma swoją historię na płycie CD.

Granice zaufania w tym wszystkim są jak te rollsy, niby pachną obietnicą, ale dopiero po małym kęsie wiemy, czy nas nie wypalą od środka. Uczymy się więc jeść życie „małymi kęsami”: jedna decyzja, jedna wizyta, jeden rezonans, jedno „zaufaj mi” na raz. A jeśli coś okaże się zbyt ostre - pijemy herbatę do dna, mówimy „nigdy więcej” i szukamy nowej ścieżki, nowego lekarza, nowej granicy, przy której da się oddychać. Czasem przełykamy tyle, ile naprawdę konieczne. I przegryzamy jakimś chwilowym ratunkiem.

Bo nie chodzi o to, by nie przekraczać żadnych linii. Chodzi o to, by za każdym razem, gdy je przesuwamy, pamiętać, że po tej drugiej stronie nie stoi guz, tylko dziecko. Jeśli przekroczymy granice zbyt drastycznie, zamiast zaufania trafimy na bunt. Nawet, jeśli powiemy, że to tylko „kawałek lodu”.

🗺️

Szanowni Państwo, jeśli wśród swoich bliskich nie macie osoby, której przekazujecie swoje 1,5% podatku, prosimy – pomyślcie o Renacie. To drobny gest, który dla nas ma ogromną moc: daje szansę na kontynuowanie terapii, powrót do sprawności, na lepsze jutro. Dziękujemy, że jesteście z nami -bez Was ten codzienny wysiłek nie miałby sensu. A jeżeli treść wpisu jest dla Was interesująca - zostawcie polubienie i zaobserwujcie stronę.

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą"
KRS 0000037904
cel szczegółowy 33202 Zając Renata

🗺️

Zdjęcie NASA / Ames Research Center, Public domain, Wikimedia Commons

Demeter, Odyseusz i czas na odpoczynek- Kolejny tydzień i znowu pęd! – wzdycha Najmilsza z Córek, siadając nad notatkami...
19/01/2026

Demeter, Odyseusz i czas na odpoczynek

- Kolejny tydzień i znowu pęd! – wzdycha Najmilsza z Córek, siadając nad notatkami z polskiego, angielskiego i biznesu. – A mogłoby jeszcze być wolne…
- Niedługo ferie – ripostuję, próbując zwrócić Trujową uwagę na leżące przed nami zdania.
- Tak, i gdy wszyscy będą odpoczywać, ja będę ćwiczyła. Też mi odpoczynek! – fuczy.
- Może nie wszyscy. Może nie cały czas będziesz ćwiczyć. Poza tym rehabilitacja to inny rodzaj zajęć niż szkoła.
- Ale zmęczona będę. Wrócę z Poznania i co? Zaraz do szkoły!
- Dobrze, możemy nie jechać – rzucam już standardowym hasłem, nie dodaję nawet Wielce Dydaktycznej Gadki o Konsekwencjach. – Wymyśl, co będziemy robić.
- No pojadę, przecież ten kręgosłup trzeba wyćwiczyć - kończy Renata i kładzie przed sobą arkusz z zadaniami z angielskiego.

Patrzę na tę moją Najbardziej Obowiązkową Córkę pod Słońcem i myślę, że nieczęsto zdarza się, aby rozsądek tak znacząco wygrywał z pragnieniem odpoczynku. Przyzwyczaiłam się już, że dzieci i nastolatki często zapalają się na chwilę a potem kończy się motywacja, zaś jej miejsce zajmują chwilowe radości. Nie są one złe. Każdy z nas ich potrzebuje, inaczej przychodzi moment buntu organizmu lub refleksja, że przegapiliśmy jakiś piękny czas na rzecz pracy. Jednak jest i druga strona medalu: bierne poddawanie się temu, co przyniesie los, dryfowanie w wygodzie i braku poczucia obowiązku bez świadomości, że Złośliwy Los każe nam w przyszłości zapłacić z odsetkami za to, czego nie zrobiliśmy.

Słucham podcastu Lente - magazyn o kulturze śródziemnomorskiej, gdzie Julia Wollner przytacza m.in. postać Odyseusza i myślę: „Jestem w domu. To, co istniało stulecia, tysiące lat temu w myśli ludzkiej, jest aktualne i dziś”. Oto fragment z odcinka „Kairos, Demeter, Odyseusz i Befana. Mitologia na święta: „W tej krainie [Lotofagów] czas wydawał się zupełnie rozmazywać. Życie stawało się błogie, miękkie a rzeczywistość zupełnie pozbawiona ostrych kantów. Nie było list zadań, nie było pośpiechu (…), ale nie było też celu. Bohaterowie Odyseusza, którzy skosztowali lotosu, nie chcieli już później wracać na okręt. Mieli już dosyć podróży, która zadawała się nigdy nie kończyć, mieli dość niepewności, po prostu woleli być w tym tzw. „tu i teraz”, w takim bardzo radykalnym „slow life”, daleko od wszelkich problemów i obowiązków. Ale Odyseusz rozprawił się z nimi kategorycznie: kazał ich niemal siłą zaciągnąć z powrotem na statek i zmusił do powrotu na Itakę. Nie dlatego że pogardzał odpoczynkiem, ale dlatego że wiedział, że odpoczynek, który kradnie nam pamięć o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, jest jakby takim snem, z którego trudno się jest obudzić. (…) Dobry czas to nie tylko brak obowiązków, ale jeszcze bardziej obecność sensu.”

Renata dostrzega sens wyjazdów na rehabilitację, bo widzi jej efekty, np. to, że chodzi, przełyka, nie używa sondy i wózka inwalidzkiego, że skolioza została zatrzymana, a nawet uległa drobnemu zmniejszeniu. Widzi potrzebę nauki, bo rozpoznaje część obcych słów wypowiedzianych poza granicami naszego kraju i wie, o czym toczy się dyskusja. W dziełach sztuki, w tekstach, które czyta, w oglądanych filmach rozpoznaje motywy, o których uczyła się na lekcjach lub czytała w samodzielnie dobranych lekturach. Możliwość odnalezienia się w przestrzeni, która nas otacza, stała się dla Reni motorem napędowym do nieustawania w wysiłku. I tylko czasem, gdy rozbiegnie się za bardzo, musi pojawić się ktoś, kto – jak Demeter (albo pani z geografii) – każe się zatrzymać, powie: „Dość! Za dużo. Czas odpocząć.”

Czas odpoczynku splata nam się z czasem pracy; pragnienie wyłączenia się ze wszelkich obowiązków mija się z celowością i sensownością wysiłków podejmowanych każdego dnia w walce o większą sprawność i samodzielność. Jedyne, co boli i każe czasem otrzeć z policzka łzę, to niewspółmierność pracy włożonej przez Renatę w osiągnięcie wyznaczonego celu w stosunku do uzyskanego efektu. Nie spodziewaliśmy się jednak, że choroba podstawowa i schorzenia współistniejące będą dla nas łaskawe. Dlatego uparcie brniemy przed siebie i nie pozwalamy sobie na utratę wyznaczonego celu.

⚓️

Szanowni Państwo, jeśli wśród swoich bliskich nie macie osoby, której przekazujecie swoje 1,5% podatku, prosimy – pomyślcie o Renacie. To drobny gest, który dla niej ma ogromną moc: daje szansę na kontynuowanie terapii, powrót do sprawności, na lepsze jutro.

Życie Renaty - jak podróż Odyseusza - to nie tylko walka o powrót do zdrowia, ale też o poznanie samej siebie, o odzyskanie sprawczości, której choroba chciała pozbawić. Dziękujemy, że jesteście z nami – bez Was ten codzienny wysiłek nie miałby sensu.

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą"
KRS 0000037904
cel szczegółowy 33202 Zając Renata

Kompas - Wiesz tato, ona to jest gorsza w samochodzie niż ty – informuje mnie syn, jednoznacznie wskazując na młodszą si...
13/01/2026

Kompas

- Wiesz tato, ona to jest gorsza w samochodzie niż ty – informuje mnie syn, jednoznacznie wskazując na młodszą siostrę.
- ?
- Przejechaliśmy na zielonej strzałce, a Renata ofuczała mnie, że pojechałem na czerwonym!
- Zdarza się – odpowiadam z pełną powagą, próbując tłumić emocje Młodego Dorosłego Mężczyzny.
- A potem, jak wjechaliśmy w ulicę, to oznajmiła, że to nie tutaj, i że źle jadę i że się spóźni do szkoły. Jakby chociaż matmę kochała!
- A nie pomyliłeś się? – bronię Renaty, choć w głębi duszy wiem, że orientacja przestrzenna nie jest jej najmocniejszą stroną. Z drugiej strony, pamiętam, jak do teściów lat temu kilkanaście w odpowiedzi na skargę na dziurawą drogę ktoś z zarządu dróg napisał, że należy znać topografię dziur i wtedy uniknie się uszkodzeń auta. Może więc zaburzenia orientacji występują rodzinnie i wszelkich pomyłek po wszystkich domownikach należy się spodziewać…
- Nie, to ona zawiesiła się na zielonej strzałce i przestała zwracać uwagę na drogę – kontruje Artur, mrucząc pod nosem naburmuszone: „Córunia tatunia”.

W tym momencie zza drzwi odzywa się zniesmaczony głos Truja:
– Ja się nie mylę w sprawach życia i śmierci. Ja mam instynkt! – prawi domowy Kompas Zachowań Etycznych z autoironią level expert.

🧭

Zaburzenia orientacji, przestrzeni, postrzegania to chleb codzienny tych, którym dane było wchłaniać cytostatyki oraz wiązki fotonów w młodym wieku. Cóż, nie od dziś wiadomo, że używki szkodzą na głowę, więc i te serwowane w kroplówkach i promieniach swoje zrobiły. Majsterkowanie w mózgu również nie jest w tym przypadku obojętne. Nic nie jest obojętne w procesie leczenia nowotworu, ważne, aby znać możliwe warianty. Pierwsza decyzja zawarta w pytaniu: „Przyjmować leki czy nie przyjmować?” jest równoznaczna z decyzją: „Zgodzić się na próbę ratowania życia czy na śmierć”. Skutki uboczne są. Trzeba o nich wiedzieć, aby umieć szukać dalszych rozwiązań, w których nic nie jest oczywiste a tym bardziej obiecane. Najlepsza z Córek ma więc problemy z zapamiętywaniem, kojarzeniem, analizą, syntezą,…, ale w porównaniu do zysku są to żaby do przełknięcia.

Wracając do nieomylności w sprawach „życia i śmierci”… Tu jesteśmy skłonni brać pod uwagę rację Najetyczniejszej spośród Etycznych. Jeśli coś ma być zgodnie z prawem, moralnością, głęboko rozumianym humanizmem podlanym wiadrem współczucia, to żeby nie wiem co, Renata będzie stawać na uszach, aby stanąć w czyjejś obronie, wyegzekwuje przestrzegania zasad, nie da się zwieźć na manowce żadnymi stwierdzeniami o umowności i wyjątkach. Krytycznie ocenia sytuacje, ludzi – w tym siebie – i pilnuje porządku.

Sprawy życia i śmierci… - cóż jest ważniejszego od dzielenia się empatią i współczuciem?

🧭

Szanowni Państwo, nasi stali i przygodni Czytelnicy, jeżeli nie posiadacie wśród swoich bliskich osoby, której przekazujecie swoje 1,5% podatku, to serdecznie prosimy o taką formę wsparcia, to nieoceniona pomoc, która daje Renacie szansę na lepsze jutro.

Dziękujemy, że jesteście z nami – bez Was to wszystko byłoby niemożliwe!
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą"
KRS 0000037904
cel szczegółowy 33202 Zając Renata

🧭

Czy pokój też choruje?- Tato, a czy można pokój zaprowadzić wojną? – usłyszałem dziś zza pleców, gdy na ekranie telewizo...
04/01/2026

Czy pokój też choruje?

- Tato, a czy można pokój zaprowadzić wojną? – usłyszałem dziś zza pleców, gdy na ekranie telewizora przelatywały zdjęcia z Wenezueli.
Trutka stała z poważną miną, taką, jaką ma tylko dziecko przed zadaniem trudnego pytania. Ze swoją młodzieńczą naiwnością pyta o rzeczy, których nie rozumie. W zasadzie, po głębszym zastanowieniu, ja też nie.

- Nie wiem – odpowiadam zgodnie z prawdą Najlepszej z Córek.
- A wiesz, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? – dodaje po chwili.
- … że normalność też potrafi się rozchorować – odpowiedziałam cicho, bardziej do siebie niż do niej.

🕊️

Na historii uczymy się w zasadzie o konfliktach między narodami, o krwawych podbojach, o budowaniu potęgi przez miecz lub bohaterskim wyzwalaniu się z okowów zaborców. Nawet na lekcjach polskiego literatura zwykle sięga do utworów tyrtejskich lub traktujących o bólu i stracie oraz o lęku wywołanym wojną. Jakby była ona praprzyczyną naszego istnienia. To że my dziś możemy na spacerze słuchać śmiechu dzieci zamiast ryczenia syren, to luksus, którego nadal nie potrafimy docenić.

Iwona przeczytała mi kilka zdań z rozmowy wydrukowanej w „Tygodniku Powszechnym” pomiędzy Stawiszyńskim i Napiórkowskim: „Wojna jest normalnym stanem rzeczy. To, że od kilkudziesięciu lat traktujemy ją jako wyjątek, jest jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie udało nam się osiągnąć. Ale to krucha równowaga.”

Zdania wypowiedziane w chwili, gdy dookoła toczy się tyle konfliktów, są poniekąd zaskakujące. My i docenianie pokoju… Przecież potrafimy toczyć swoje maleńkie wojny o byle pierdoły, choćby zrobić aferę, gdy ktoś nas ubiegnie w kolejce i zabraknie świeżych bułek w sklepie. No bo jak to – dzień bez chrupiącej skórki?! Katastrofa! Z drugiej strony „afera o bułki” to dowód, że żyjemy w czasach, gdy można złościć się o drobiazgi. Gdy wojna jeszcze nie stoi za oknem.

Patrzę wstecz i myślę, że pokój jest trochę jak zdrowie. Nie czujesz go, dopóki nie zacznie go brakować. Dopóki wszystko działa, dopóty wydaje ci się, że tak już zawsze będzie. A potem… jedno badanie. Jeden wynik. Jedna iskra. I wszystko się zmienia.

Nowotwór, ten cichy sabotażysta, zaczyna się niewinnie – od komórki, która zapomina, że jest częścią większej całości i że współistnienie ma większą moc niż bunt. A potem następuje - no właśnie – wojna, by pokonać buntowników, o odzyskanie kolejnego skrawka organizmu, o ochronę przed aneksją tego, co nam zostało. Budujemy armię złożoną z ludzi i narzędzi, z lekarzy, rehabilitantów, terapeutów, przyjaciół, medycznych skryptów, cytostatyków, wiązki fotonów lub protonów, skalpeli, leków… Czerpiemy z kont środki finansowe do poziomu długu publicznego i żebrzemy o czas oraz wsparcie. To wojna totalna. Wszystko, aby zniszczyć zbuntowaną komórkę i jej naśladowczą, zmultiplikowaną armię. W tym przypadku pokój osiągnąć można tylko przez walkę.

A w świecie? W świecie jest różnie. Bywa, że wojna zaczyna się od słowa wypowiedzianego za głośno, z gniewem, od drobnego „nie chcę cię już słuchać”, od braku dialogu i doceniania pokoju. Bo największe katastrofy zaczynają się wtedy, gdy przestajemy rozmawiać i spoglądać na siebie z życzliwością.

Z perspektywy rodzica, który przeszedł leczenie onkologiczne dziecka, wiem, że nowotwór rośnie w ciszy, w miejscach, których nie obserwujemy. Tam, gdzie nasza czujność jest obniżona.
Pokój – tak jak zdrowie – trzeba pielęgnować. Nie od święta, nie dopiero po diagnozie, tylko codziennie.

🕊️

Szanowni Państwo, nasi stali i przygodni Czytelnicy, „Przyjaciele i Krewni już Nastoletniego Zająca” , jeżeli nie posiadacie wśród swoich bliskich osoby, której przekazujecie swoje 1,5% podatku, to prosimy o taką formę wsparcia, to nieoceniona pomoc, która daje Renacie szansę na lepsze jutro. Dziękujemy, że jesteście z nami – bez Was to wszystko byłoby niemożliwe!

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą"
KRS 0000037904
cel szczegółowy 33202 Zając Renata

Mniej strachu, więcej życia- Nuuuda –z pokoju obok dochodzi zawodzenie niczym Marty u Harrego Pottera.- To weź książkę!P...
31/12/2025

Mniej strachu, więcej życia

- Nuuuda –z pokoju obok dochodzi zawodzenie niczym Marty u Harrego Pottera.
- To weź książkę!
Po kwadransie słyszę tuptanie i czuję zimne dłonie na karku:
- Nudzę się przeraźliwie! Książka jest nudna jak podręcznik do chemii.
- To wyczesz kota – liczę, że ten manewr zajmie jej kolejne dziesięć minut i pozwoli mi dokończyć pracy przy komputerze.
- Hej, no weź, przecież koty wyszły! Znowu się nudzę!

Ten nudny dialog to taki praktyczny krok do nowej normalności, czegoś, co było przez nas oczekiwane przez lata. Końcówka roku jest jak kontrolne badanie obrazowe dla psychiki – trzeba wejść do tego głośnego tunelu wspomnień, poleżeć chwilę bez ruchu i poczekać, aż wyświetli się obraz tego, co było dobre, co trudne, a co absolutnie do powtórki. I choć niektórzy planują: „schudnę 5 kilo”, „zacznę biegać” i „będę wcześnie wstawać”, to zaprzyjaźnione rodziny onkologiczne często mają na liście rzeczy do zrobienia znacznie mniej medialne sprawy, za to zdecydowanie bardziej życiowe: spokojne oczekiwanie na wyniki badań, mniej strachu przed kontrolą, więcej dni, w których choroba nie jest pierwszą myślą po przebudzeniu.

W leczeniu guzów mózgu coraz częściej udaje się nie tylko ratować życie, ale też planować przyszłość: wracać do szkoły, myśleć o studiach, pracy, normalności (oczywiście, takiej w wersji po przejściach). Czujemy się trochę tak, jakby zapalano światła w pokoju, w którym dotąd baliśmy się potwora spod łóżka.

Wiemy już, że nie trzeba znać odpowiedzi na wszystko, są przestrzenie, gdzie można doczytać, dopytać, zobaczyć historie innych i poczuć że nie jesteśmy w tym sami. W onkologii dziecięcej to „razem” należy do współpracy zespołu medycznego, rodziny, specjalistów od rehabilitacji, psychologów i coraz częściej bywa, że do odważnego planowania przyszłości.

Parę lat temu Renata po upojnym dniu badań, konsultacji i chemioterapii powiedziała: „Tato, jak skończę chemię, to chcę mieć zwykły nudny dzień”. To brzmi jak żart, ale powrót do „nudnej normalności” to dla mózgu dziecka najlepsza rehabilitacja, sygnał: „zagrożenie mija, można znowu budować”. Jest takie zdanie, które szczególnie pasuje do rodzin w trakcie i po leczeniu onkologicznym: „Nadzieja to nie przekonanie, że wszystko się dobrze skończy, ale pewność, że to, co robimy, ma sens – niezależnie od wyniku”. Wszędzie tam, gdzie walczy się o dziecko – właśnie ta mieszanka nadziei i działania jest paliwem dla całych zespołów.

Nauczyliśmy się, że najważniejsi w życiu są ludzie oraz czas. I istotne jest to, co zrobimy z tym czasem, który nam został, a nie z tym, który już minął. No i ważne są również góry i książki, i makaron, i panettone, i…! (Najlepsza z Żon pewnie skontruje, ale tak, panettone też jest istotne w swej istocie.)

Na moście łączącym odchodzący i przybywający rok chcemy wszystkim Wam życzyć bycia razem, odnajdywania tego, co istotne i czasu na zanurzanie się w owej istotności. Niech będzie pięknie!

PS Konie. Konie są istotne. (Choć pewnie Najwspanialszy z Małżów pewnie to skontruje.)

W przedświąteczny czas…- Na blacie stało pudełko z panettone – spoglądam na Najlepszego z Mężów i oczekuję odpowiedzi. k...
24/12/2025

W przedświąteczny czas…

- Na blacie stało pudełko z panettone – spoglądam na Najlepszego z Mężów i oczekuję odpowiedzi. kto jak kto, ale on na pewno zna losy włoskiego świątecznego ciasta.
- …
- Tomek, pudełko z panettone…
- No, nie ma – odpowiada całkiem logicznie, bo przecież nie stoi.
- Ale było – drążę uparcie podczas gdy Mała Zołza zwija się ze śmiechu i, potykając się o domowe sprzęty, drepcze do swojego królestwa.
- Przyjmijmy, ze poszło na spacer – broni się Małż.
- Nie, pudełka nie chodzą.
- Poszło pół…
- Zjadłeś?
- Tak mi przykro. Ale to PANETTONE!
- Ja bym cię poczęstowała.
- Wiem. Tak mi wstyd. Ale to PANETTONE!

💫

Do kuchni wpada Najmądrzejsza z Córek, dzierżąc pod pachą książkę. Staje przed nami, otwiera na właściwej stronie, jednocześnie wskazując obrazki i zaczyna czytać:
„[…]
- Masz swoje ulubione powiedzonko? – chciał wiedzieć chłopiec.
- Aha – potwierdził kret.
- Jakie?
- Jeśli początkowo ci się nie wiedzie, zjedz kawałek ciasta.
- Hm… I to pomaga?
- Zawsze!

(Tu wstawiony jest cykl obrazków kreta pochłaniającego tort. Cały tort oraz napis: „Jeszcze odrobinkę”.)

- Miałem dla ciebie pyszne ciasto – oznajmił kret.
- Naprawdę?
- Tak.
- Gdzie ono jest? – spytał chłopiec.
- Zjadłem je.
- Och.
- Ale zdobyłem drugie.
- Naprawdę? I co się z nim stało?
- To samo, co z poprzednim.”

Fragment pochodzi z książki „Chłopiec, kret, lis i koń” Ch. Mackresy’ego w tłumaczeniu M. Słysz.

💫

Trutka dostała ją z okazji któregoś minionego Bożego Narodzenia i od razu pokochała. Teraz sypie mam fragmentami przy dowolnej okazji. Kiedy więc w przedświątecznym czasie wszystko zaczyna się sypać jak mąka po blacie i igły z choinki, Najwspanialsza z córek oferuje słodkości. Rozbite wieczko od odpadków organicznych? – czekoladka. Zaginione pudło z ozdobami świątecznymi? – pierniczek. Mak przywarty do ścianek ulubionego garnka? – kruche ciasteczko.
Z bożonarodzeniowymi przygotowaniami bywa różnie i tradycyjnie. Przymykamy na to oko i cieszymy się, że nie sprawdzamy od jakiegoś czasu wyników morfologii. Przy okazji podgryzamy pierniczki, bo panettone… wyszło.

Jeśli więc coś Wam nie wychodzi, jeśli Wasi bliscy zapukali do drzwi nad ranem zamiast około północy, jeśli siadła Wam p***a dostarczająca wodę lub spalił się barszcz a chałka przypomina zakalcowatą cegłę… - usiądź wygodnie, pomyśl, że nie jest źle i zjedz ciastko, zanim ktoś cię uprzedzi. Przynajmniej będzie słodko. O kaloriach myśleć będziemy dopiero w kontekście noworocznych postanowień.

💫

My tradycyjnie życzymy Wam pięknych świąt!

💫

Adres

Przemysl
37-700

Telefon

+48668291578

Strona Internetowa

http://dzieciom.pl/podopieczni/33202, https://www.siepomaga.pl/renia

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Renia walczy z rakiem umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Renia walczy z rakiem:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram