07/11/2025
🔥 O moim ogniu
Od dzieciństwa lubiłam patrzeć na ogień.
Na to, jak tli się powoli, jak tańczy z powietrzem.
Jest w tym tańcu płomieni coś hipnotyzującego — rytm życia i oddechu, który przypomina, że nawet w spokoju można płonąć.
Przez wiele lat ogień kojarzył mi się z wściekłością.
Z furią, z destrukcją, z czymś, co trzeba kontrolować.
Widziałam w nim zagrożenie. Bałam się jego siły, więc go unikałam.
Schowałam swój własny płomień głęboko — przed światem, a czasem też przed sobą.
Moja droga w Core Energetics była jak powolne rozpalanie żaru spod popiołu.
Poszukiwanie tej iskry, która się tli tam w środku.
Z każdym procesem, spotkaniem i nową relacją odkrywałam, że ogień nie musi niszczyć.
Że może ogrzewać. Karmić. Przemieniać.
Że jego prawdziwa siła jest w obecności i ciągłości, a nie w wybuchu.
Dziś ten wewnętrzny stabilny płomień jest ze mną — w moim ciele, w moim oddechu, w pracy z kobietami.
To ogień, który daje ciepło. Najpierw mnie samej, potem moim bliskim.
Ogrzewa też tych którzy przychodzą do mnie, by na nowo odnaleźć własne światło.
Czasem trzymam ogień za kogoś.
Za kobietę, która jest w żałobie. Za tę, która czuje pustkę.
Widzę w niej iskrę — maleńką, ledwo widoczną — i wierzę w nią, zasilam moim oddechem, dopóki ona sama nie poczuje, że znów płonie.
Innym razem pomagam pomieścić pożar — gdy emocje rozlewają się jak lawa.
Wtedy w trakcie terapii uczymy się razem, jak zamieniać ten niszczący ogień w życiodajny strumień.
Jak płonąć, ale nie spalać się. Jak czuć, ale nie tracić siebie.
To jest właśnie moja droga do ognia.
Do tej energii, która tworzy, ogrzewa i łączy.
I do przestrzeni, w której możemy go wspólnie trzymać — z uważnością, ugruntowaniem i ciszą.
Jeśli temat ognia — wewnętrznego, kobiecego, życiodajnego — porusza Cię, zostań tutaj.
To przestrzeń, w której uczymy się na nowo rozpalać siebie.