21/11/2025
Mam kilka krzaczków. Jak zaczną owocować akurat będę blisko emerytury 👵
Głóg jest kurde obrzydliwy. I w dodatku kłuje. Wygląda jak drut kolczasty, który dostał wysypki. Jakby tego było mało, śmierdzi jak przeterminowany wujek. Łobuz trąci trupem jak nasz system emerytalny. Albo zgniłą rybą, jak intencje władzy. Ten aromat rozkładu, lub jak kto woli pierwsze pierdy wiosny, to trimetyloaminy, czyli substancje wydzielane przez ciało zaraz po tym, kiedy człowiek kojfnie.
Głóg to roślina dla masochistów. Niby daje owoce, ale każe za nie płacić bólem. Ma ciernie długie na 1 do 2,5 centymetra, więc idealnie nadaje się na żywopłot lub zasieki. Gdyby Francuzi obsadzili linię Maginota głogiem, to… i tak by to nic nie dało bo Niemcy oszukują i ją bezczelnie obeszli bokiem.
Jeszcze, żeby było po co ryzykować. Ale nie ma, bo owoce głogu to jadalny styropian. Z daleka wyglądają jak malutkie jabłka, ale smakują jak zakurzona mąka. Jakby się człowiek całował z piekarzem po 12-godzinnej zmianie.
Surowe owoce głogu lubią tylko ptaki z zimową depresją, które często nie mają wtedy co do dzioba włożyć. No i nasi przodkowie też je lubili, bo byli jak te zimowe ptaki — pełni głogu albo martwi.
Jedzenie surowego głogu to doznanie przypominające żarcie kotleta z tektury maczanego w rozwodnionym soku jabłkowym. Żeby w ogóle dało się go przełknąć, trzeba drania zasypać cukrem i zrobić z niego przetwory, a najlepiej jeszcze zalać spirytusem. Dzięki temu powstanie nalewka o smaku mopa z nutką libacji w komórce lokatorskiej.
Irlandczycy i Celtowie uważali, że pojedynczy krzak głogu to drzewo wróżek. Nie wolno go było ścinać. Bo jak się wróżki wkurzą, to ześlą na człowieka Wielki Głód. Potem okazało się, że to nie wróżki, tylko Anglicy, ale niesmak pozostał.
Skoro jesteśmy już przy ludziach, w których żyłach płynie herbata z octem — w niektórych miejscach brytole wytwarzają z głogu keczup. Przysięgam, że oni w tej Anglii nic nie robią, tylko kombinują, jak sprawić, żeby ich kuchnia była jeszcze bardziej pos*ana. Dlatego tak długo siedzieli w Indiach.
Potem Gandhi pokonał ich biernym oporem. To było sprytne, bo nicnierobiący pomarszczony starzec tak bardzo przypominał im członków Izby Lordów, że się biedacy pogubili i przerzucili na okupowanie rynku w Krakowie.
Jest ktoś poza ptakami, kto lubi głóg tak, jak karasie lubią efekt ruchów robaczkowych jelit. Emeryci. No bo jest podobno dobry na serce. Jak widzę kogoś, kto rwie głóg z krzaka, to wiem, że pamięta Gomułkę i narzeka na tę dzisiejszą młodzież. Nosi ciepłe kapcie i ma czas na oglądanie „Agrobiznesu”. W sumie im dłużej piszę, tym bardziej sam bym tego głogu poskubał.