14/01/2026
Zdarzyło się to, kiedy najmniej tego oczekiwałem. Było późne zimowe popołudnie, topniał śnieg. (...) Szedłem coraz wolniej, patrzyłem na domy, puste niedzielne ulice, styczeń... Zdałem sobie sprawę, po raz pierwszy z taką jasnością (jasnością styczniowego powietrza), że to, co zostaje, to nie wyjątkowe chwile, nie wydarzenia, lecz właśnie to nicniedzianie się. Czas pozbawiony pretensji, by być wyjątkowym. Wspomnienia popołudni, w których nic się nie zdarzyło. Nic, poza życiem, w całej jego pełni. Delikatny zapach dymu drzewnego, krople, uczucie samotności, cisza, skrzypienie śniegu pod nogami, lekka trwoga zmierzchu, powolnego i niezmiennego.
Już wiem. Nie chcę przeżyć żadnego z tak zwanych wydarzeń ze swojego własnego życia — ani tego pierwszego wydarzenia, jakim są narodziny, ani tego ostatniego, które mnie czeka, oba są jednakowo nieprzyjemne. Tak jak nieprzyjemne potrafi być każde przybycie i odejście. Nie chcę też przeżyć znów swojego pierwszego dnia w szkole, pierwszego niezręcznego seksu z dziewczyną, ani wstąpienia do wojska, ani pierwszej pracy, ani tych próżnych uroczystości weselnych, ani... nic z tego nie sprawiłoby mi radości. Zamienię je wszystkie, razem ze stertą zdjęć wokół nich, na tamto popołudnie, gdy siedzę na ciepłych schodach przed domem, dopiero co przebudzony z popołudniowego snu, słucham bzyczenia much (...). Mój dziadek chodzi ze szlauchem po ogrodzie i ciężki zapach późnych letnich kwiatów unosi się w powietrzu. Nic jeszcze nie jest ostateczne, nic jeszcze mi się nie przydarzyło. Cały czas świata jest przede mną.
Georgi Gospodinow
„Fizyka smutku”