08/02/2026
Gdy nam coś w życiu nie idzie, bardzo często doszukujemy się przyczyn tego stanu w świecie zewnętrznym.
Mówimy: „ktoś mnie przeuroczył”, „ktoś mi czegoś zazdrości”, „wysyła złą energię”, „to na pewno wszystko przez moich przodków” itp.
Robimy rytuały, nosimy ochronne kamienie ze strachu aby ktoś nam niczego nie zrobił, chodzimy na ustawienia, grzebiemy w przeszłości, doszukujemy się wszędzie przyczyn swojego stanu.
Po tym wszystkim przychodzi ulga – co z tego, że na chwilę.
Dostajemy potwierdzenie naszych przypuszczeń i jesteśmy tym nasyceni, ale po chwili znów coś się sypie, coś nie idzie, ciało choruje i znów szukamy na zewnątrz.
Koło się zamyka.
Zawsze jest coś do ustawienia, przerobienia, a jeśli robimy to dodatkowo podsyceni strachem ręczę, że zaraz to wróci.
Nie twierdzę tutaj, że rytuały nie działają, że nie ma czegoś takiego jak podczepienia czy uroki. Są, ale w większości przypadków nie chodzi o to.
Pomijam fakt o niezachowywaniu żadnego ,,BHP’’ przy robieniu rytuałów z szybkich filmików, z rolek, otwieraniu swojego pola, ,,oczyszczaniu i ustawianiu’’ się często bez sprawdzania wiedzy, doświadczenia i kompetencji osoby, która to prowadzi. - Ale dziś nie o tym.
Moje pytanie brzmi:
Czy spojrzeliśmy na siebie?
Czy aby na pewno żyjemy w swojej prawdzie?
Czy jesteśmy zadowoleni z tego, jak wygląda nasze życie?
Czy czujemy się szczęśliwi w naszych relacjach?
W miejscach w których pracujemy? Z ludźmi, którymi się otaczamy?
Czy jesteś szczęśliwa w swoim życiu? Ale tak naprawdę? Bez pudrowania, tłumaczenia?
Czy może tkwisz w czymś, co codziennie zjada Cię od środka, ale nic z tym nie robisz – tylko o tym myślisz?
Czy z szacunkiem karmisz i ubierasz swoje ciało?
Czy masz czyste myśli o sobie i o świecie?
Czy nie narzekasz?
Czy nie krytykujesz siebie w myślach?
Czy mówisz swoją prawdę, a nie to, co ktoś chciałby usłyszeć?
Czy nie atakujesz słowem, uszczypliwością?
Zacznijmy od tego…
To wszystko jest koktajlem naszych nieogarniętych emocji, które zalewają nas od środka i od zewnątrz.
Same siebie zalewamy ciężkimi energiami, które z każdym kolejnym dniem nawarstwiają się i przygniatają nas. A skoro same sobie to robimy, nie porządkujemy tego. To czemu ktoś inny miałby tego nie robić?
Nie mamy oparcia w sobie – to jak mamy się chronić?
Wszyscy chcemy szczęścia, a nie potrafimy przestać siebie okłamywać.
A może szamiast szukać przyczyn na zewnątrz, najpierw zrobimy porządek wewnątrz?
Bez pośpiechu.
Bez oceny.
Stańmy nagie w swojej prawdzie.
Czy będzie łatwo?
Tego nie obiecuję.
Ale będzie to krok bliżej.