02/01/2026
Jak w Nowym Roku? Pisałam już, że w neurobiologii istnieje pojęcie sieci stanu domyślnego (Default Mode Network, DMN). To zestaw połączonych obszarów mózgu, który częściej „włącza się”, gdy nie skupiamy się na zadaniu zewnętrznym: kiedy umysł błądzi, wraca do wspomnień, planuje, ocenia, porównuje i tworzy narrację „ja”. To wcale nie jest „złe”; ten tryb jest potrzebny np. do autorefleksji, ale gdy robi się dominujący, może sprzyjać ruminacjom, czyli mieleniu w kółko tych samych wątków (często w tonie lękowym lub obniżającym nastrój).
Joseph Tafur w „Świętych roślinach” opisuje to bardziej językiem doświadczenia, ale bardzo spójnie z tym, co intuicyjnie znamy: emocjonalna trauma i przewlekły stres potrafią zostawić „ślad” w psychice i w zasadzie jakby zawężały dostęp do kreatywności, emocji i kontaktu ze światem. Kiedy jesteśmy w takim trybie, umysł działa jak zahipnotyzowany w jednym kierunku: mniej elastyczności, więcej automatycznych schematów, więcej „wewnętrznego komentarza”.
Na kolejnej stronie Tafur dodaje ważny wątek: "wykroczenie poza zawężone wzorce myślowe jest kluczowe dla wychodzenia z różnych trudności", a poszerzenie może przychodzić różnymi drogami; Tafur wspomina o doświadczeniach psychodelicznych i o praktykach duchowych (medytacja ) oraz o czymś bardzo prostym: spokojny umysł wymaga pozostawania w kontakcie ze zmysłami. Innymi słowy: nie tylko „więcej myślenia o myśleniu”, ale też powrót do tego, co bezpośrednie - ciało, emocje, świat. I czy dostrzegasz tu jakieś różnice z różnymi formami medytacji, którą ja dostrzegam?