28/11/2025
Słuchajcie.. nie wiem nawet jak określić o czym ma być ten post. Ale musi być.
Trafił się dzień,w którym niemal od samego początku wszystko szło nie tak jak trzeba. Porażka goniła porażkę. ZUS rzucał kłody pod nogi. W pracy pod górę, w drugiej pracy jeszcze bardziej. Człowiek próbował dźwignąć młodzieńcze problemy, łzy i przynieść tym młodym sercom trochę ukojenia - czuję,że i tutaj nie sprawdziłam się.
W domu chory mąż, ząbkujący maluch. Moi mężczyźni nie robią nic na pół gwizdka, bo 4 zęby naraz i 40 stopni gorączki to nie byle co.
Mimo,że objęły mnie mięciutkie rączki synka i rozgorączkowane ale nadal silne i pełne troski ramiona męża- to poczułam,że jedyną osobą, która może dać mi ukojenie jestem ja sama.
Usypiając wieczorem synka starałam się myśleć, a w zasadzie przekonać siebie,że ten dzień był dobry bo:
*Obudziłam się rano
*Miałam co jeść, w co się ubrać, czym jechać do pracy
*Mam dach nad głową, mam gdzie i do kogo wracać... Itp.
Chciałam czuć wdzięczność za to wszystko. Tylko,że nie czułam. To był taki dzień, w którym potrzebowałam sama przed sobą przyznać, że nie jest OK, że ten dzień jest do 🍑 i że jedyne co chce zrobić to puścić łzy.
Pomyślałam sobie,że nie mogę mówić w gabinecie "pozwólcie sobie na gorszy dzień" a sobie tego odmówić. I zrobiłam to.
To był beznadziejny dzień, jeden z gorszych i czułam,że na każdym polu zbieram żniwo porażki. Było naprawdę do 🍑
I myślę sobie,że dobrze mi to zrobiło. Ciało mogło się rozluźnić, szczęka przestała się zaciskać, łzy oczyściły oczy i duszę.
Przyznałam sama sobie tę możliwość bycia tylko człowiekiem. Przyznałam sobie prawo do rozsypania się na kawałki, poleżenia sobie. Po to,żebym kolejnego dnia mogła wstać w zgodzie ze sobą i zebrać swoje kawałeczki. Dobrze mi z tym. Jestem tylko człowiekiem.
I dla jasności-myślę o sobie,że jestem człowiekiem wdzięcznym, doceniam życie i świat wokół sobie. Ale nie chce zaprzeczać innym emocjom i uczuciom, spychać ich bo muszę zawsze czuć wdzięczność. Nic nie muszę. Mogę i robię to,kiedy moje zasoby emocjonalne pozwalają mi na to.
Ten dzień był o cierpliwości i akceptacji. Bywa różnie i trzeba sobie w końcu pozwolić na to.
Polecam spojrzeć sobie w oczy w lustrze i zwolnić się z tej presji trzymania wszystkiego w ryzach, ogarniania, zakładania masek. Objąć siebie swoimi ramionami i czule powiedzieć 'jest do 🍑"
Położyć się, poleżeć, odpocząć a potem wstać i działać dalej.