21/12/2025
Woda nie pędzi. Płynie tam, gdzie ma płynąć. Zatrzymuje się tam, gdzie życie potrzebuje ciszy. A gdy staje się nieruchoma – odbija prawdę. Jak lustro. Jak my, kiedy w końcu przestajemy walczyć i możemy zobaczyć siebie naprawdę.
Przesilenie zimowe to głębia Wody – naszego fundamentu, korzenia życia, najgłębszej siły życiowej, odwagi, poczucia bezpieczeństwa. To moment, kiedy organizm nie chce od nas bohaterskich planów, tylko troski.
Chce ciepła, chce odpoczynku, chce łagodności.
Chce być potraktowane tak, jak traktuje siebie mędrzec: z szacunkiem, spokojem i zaufaniem.
Dlatego w tym czasie pozwalam sobie:
* spać, kiedy ciało woła
* ogrzać się, kiedy marznie nie tylko skóra, ale i serce
* zwolnić, nawet jeśli świat biegnie szybciej niż bym chciała
* przyznać: „potrzebuję odpoczynku” — bez poczucia winy.
Bo kiedy pozwalam sobie na bezruch, coś we mnie zaczyna się układać.
Cisza staje się lustrem.
Widzę, czego naprawdę potrzebuję.
Widzę, co chcę zabrać ze sobą dalej.
I widzę, że nie muszę już tak bardzo udawać silnej.
Przesilenie zimowe przypomina mi, że nawet jeśli na zewnątrz panuje ciemność, we mnie wciąż dojrzewa światło. Delikatnie. Powoli. W swoim czasie.
A ja uczę się temu ufać 💛