14/01/2026
Z dużym szacunkiem dla dorobku polskiego położnictwa i dla troski o bezpieczeństwo kobiet – warto w tej debacie, która toczy sie wokół obecnego położnictwa zachować jedno: oddzielenie ideologii od faktów oraz emocji od danych.
Otóż, moim zdaniem porody domowe nie są „romantyczną fanaberią” ani buntem przeciw medycynie. W krajach, które mają rozwinięte systemy położnicze (Holandia, Wielka Brytania, Kanada, Australia), są one elementem systemu ochrony zdrowia, a nie jego zaprzeczeniem.
To, co umyka w tej debacie, to podstawowa zasada: poród domowy jest bezpieczny wyłącznie wtedy, gdy jest ściśle kwalifikowany i prowadzony przez wykwalifikowaną położną z zapleczem transportowym.
I właśnie tak funkcjonuje on w krajach, do których się odwołujemy.
Wyniki największych badań (m.in. Birthplace Study w Wielkiej Brytanii) pokazują, że u kobiet z ciążą niskiego ryzyka:
ryzyko śmierci noworodka jest takie samo w porodzie domowym i szpitalnym, ilość
interwencji (cesarskie cięcie, nacięcie krocza, oksytocyna, kleszcze) jest znacząco niższa w porodach domowych,
satysfakcja kobiet i poczucie sprawczości są znacznie wyższe.
Zyskanie sprawczości, siły która wielu kobietom daje poród naturalny, niezaburzony jest często głównym motywatorem po podjęcia aktywności w macierzyństwie.
Powyższe statystyki, to nie są opinie – to dane.
I nie jest też prawdą, że Holandia „wycofuje się” z porodów domowych z powodu ich niebezpieczeństwa. Zmiany, które tam zachodzą, wynikają głównie z:
urbanizacji, presji prawnej,
medykalizacji porodu, a nie z dowodów na większą śmiertelność.
Natomoast największe ryzyko w porodach domowych nie pochodzi z samego miejsca narodzin, lecz ze
złej kwalifikacji, braku ciągłości opieki,
wrogiego systemu, który utrudnia szybki transfer. Na marginesie, marzy mi się sytuacja, w której czujna położna przekazująca rodzącą do szpitala będzie traktowana jak partner w opiece, a nie jak szarlatan i da się jej szansę na merytoryczne przedstawienie sytuacji.
Ale kontynuując w odniesieniu do wypowiedzi Pana Profesora, trafia tym artykulem w sedno – ale, moim zdaniem wnioski są niecoi inne.
Jeśli bowiem naprawdę chodzi o bezpieczeństwo kobiet i dzieci, to rozwiązaniem nie jest wypychanie porodów do SOR-ów ani walka z położnymi prowadzącymi porody domowe, lecz: włączenie porodów domowych do systemu.
Mam na myśli jasne kryteria kwalifikacji,
ścisłą współpracę z oddziałami,
szybki transport,
brak karania personelu za transfer.
Domy narodzin przy szpitalach są jednym z dobrych rozwiązań – ale nie jedynym. Dla wielu kobiet dom jest najbezpieczniejszym środowiskiem neurobiologicznym porodu, co obniża poziom stresu, a tym samym ryzyko komplikacji.
Trzeba pamiętać, że poród nie jest tylko wydarzeniem medycznym. Jest wydarzeniem fizjologicznym, hormonalnym i psychicznym, a system, który tego nie uwzględnia, sam generuje patologie, które potem musi leczyć.
Dlatego po mojemu prawdziwa ewolucja nie polega na tym, by wszystkie kobiety rodziły w największych ośrodkach. Polega na tym, by: każda kobieta rodziła w miejscu adekwatnym do jej ryzyka.
Najlepsza opieka nie jest najbliższa ani najbardziej technologiczna.
Najlepsza opieka jest NAJBARDZIEJ DOPASOWANA
I to jest wedlug mnie istota bezpiecznego, nowoczesnego położnictwa.
Piszę to jako medyk pracujący od wielu lat w szpitalnym systemie opieki zdrowotnej, w którym
doświadczam fizjologii, patologii, szacunku, ale i nadużyć, czułości w opiece wobec kobiet i bezduszności.
Najpierw musimy jako środowisko zrobić porządek u siebie, wtedy przynajmniej może zniknie powód, dla którego kobiety omijają szpitale.
Na tę chwilę cześć z nich robi to z lęku.
I to my, medycy jesteśmy za to odpowiedzialni.
Obecnie w debacie publicznej dotyczącej organizacji opieki nad kobietą rodzącą pojawiają się dwa zagadnienia do których chciałbym się odnieść
👉 tzw „porody na SOR”
👉 porody domowe
Polskie położnictwo przechodzi ciągłą korzystną, metamorfozę dzięki coraz większej świadomości naszych pacjentek, organizacjom w rodzaju Fundacja Rodzić po Ludzku, tworzonemu prawu w postaci standardów okołoporodowych, zmianie w mentalności personelu, a także konkurencji, wynikającej z nadmiernej liczby oddziałów położniczo-ginekologicznych przy znacznie spadającej liczbie porodów.
Ważne aby obecny moment został właściwie wykorzystany do udoskonalenia i poprawy bezpieczeństwa istniejących rozwiązań, ale również przy ograniczeniach finansowych, wzrostu efektywności.
W średnim ośrodku położniczym w Wielkiej Brytanii odbywa się ok 4000 porodów. Nasze największe szpitale nieznacznie przekraczają te liczby. Odpowiednia liczba zapewnia doświadczenie personelu, dostępność sprzętu i leków, gdyż amortyzacja jest możliwa, a przede wszystkim bezpieczeństwo.
👉Zamysłem „porodów na SOR” jest przygotowanie na incydentalne sytuacje, których system może nie przewidzieć, ale to znaczy, że obecnie pacjentka trafia do słabo przygotowanego szpitala, który mógłby niekorzystnie dla niej nie przekazać, a pozostawić do leczenia patologicznej sytuacji do której byłby nieprzygotowany. Dzięki zaproponowanemu rozwiązaniu, rozpoznanie nagłej patologii będzie skutkować natychmiastowym transportem do ośrodka, który dysponuje właściwym zapleczem. Natomiast nagłe porody, przebiegające bardzo szybko, jak uczyły mnie położne, kiedy zaczynałem swoją pracę, powinny charakteryzować się podejściem „nie przeszkadzać”, dziecko „urodzi się samo”. Słuchając i czytając wypowiedzi na ten temat, mam głębokie przekonanie, że przeciwnikom nie chodzi bynajmniej o bezpieczeństwo kobiet. A podnoszenie kwestii niekonstytucyjności dla medycznych, położniczych stanów nagłych jest mówiąc najkrócej, nieracjonalne.
👉odnoszę wrażenie jednocześnie, podobne gremia obawiające się porodów w obecności jedynie położnej są pełne entuzjazmu dla „porodów domowych”. Powiem tak, Holendrzy u których jest to dominująca forma porodu jeśliby tylko by mogli chętnie by się z nich wycofali. Z moich rozmów z kolegami z Niderlandów wynika jasno, najtrudniejsze i najbardziej niebezpieczne powikłania pochodzą właśnie z porodów domowych. Jeśli życzeniem kobiet jest pełna naturalność, bez jakiejkolwiek interwencji medycznej twórzmy tzw. „domy narodzin” w obrębie szpitali aby w sytuacjach zagrożenia życia kobiety lub jej dziecka móc im udzielić szybkiej pomocy.
Szum medialny jest naprawdę ostatnim właściwym doradcą. Starajmy się ewoluować w dobrym kierunku, wybierając rozsądne rozwiązania zapewniające najlepszą możliwą opiekę, najlepszą nie znaczy najbliższą.
Zdjęcie : będąc na łodzi , warto zapytać dokąd płyniemy.