04/01/2026
Są takie straty, po których świat zewnętrzny idzie dalej,
a wewnątrz wszystko się zatrzymuje.
Śmierć kogoś bliskiego to nie tylko brak osoby.
To utrata rozmów, planów, codzienności
i wersji przyszłości, w której ta osoba miała być.
Jako terapeutka często towarzyszę ludziom w takich momentach
i wiem jedno: żałoba nie ma jednego scenariusza.
Jedni płaczą.
Inni zamierają.
Jedni mówią bez przerwy.
Inni milkną na długo.
Czasem ból przychodzi falami,
a czasem przez długi czas w ogóle go nie czuć.
Z perspektywy terapeutycznej chcę powiedzieć jasno:
to, co dzieje się po stracie, nie jest czymś do naprawienia.
To naturalna reakcja układu nerwowego
na przerwanie więzi, która dawała poczucie bezpieczeństwa i sensu.
Dlatego żałoba często zapisuje się w ciele.
W napięciu.
W bezsenności.
W lęku.
W zamrożeniu.
W poczuciu, że życie toczy się dalej - ale jakby obok Ciebie.
Wielu ludzi próbuje wtedy być „silnymi”.
Trzymać się dla innych.
Funkcjonować.
A wewnątrz wszystko się rozpada.
Jeśli kogoś straciłaś / straciłeś - to, co czujesz…
i to, czego nie czujesz - jest w porządku.
Nie musisz wiedzieć, jak dalej żyć.
Nie musisz się „pozbierać”.
Nie musisz mieć siły.
Czasem jedyne, co naprawdę jest potrzebne,
to zatrzymanie.
Oddychanie.
Pozwolenie sobie być w tym, co jest - bez presji czasu i oczekiwań.
A jeśli czujesz, że ta strata zamraża Cię na dłużej,
że odcina Cię od siebie, od życia, od czucia,
to nie znaczy, że coś z Tobą nie tak.
To znak, że ten ból potrzebuje bezpiecznej przestrzeni,
w której może zostać zauważony i pomieszczony.
Dla wszystkich, którzy kogoś stracili -
Wasze tempo jest właściwe.
Wasz sposób przeżywania jest wystarczający.
I nie jesteście w tym sami. 🖤