23/03/2026
Znakomity post o realiach opiekuna starszej osoby. To naprawdę trudna misja.
Drogi nie-opiekunie, droga nie-bliska osobo kogoś żyjącego z demencją — dziś ten wpis kieruję właśnie do Was. Do osób, dla których świat demencji, świat opieki 24/7, często w pojedynkę — jest obcy. I dobrze, że nie macie tego rodzaju doświadczeń.
Nie życzę Wam takich trudnych sytuacji w życiu, aczkolwiek wiem, jak życie bywa przewrotne.
Po prostu chcę, żebyście nas widzieli i wiedzieli o nas — Opiekunach i naszych Podopiecznych.
Dlaczego?
Bo coraz więcej jest takich osób jak my.
Nie tylko dlatego, że demencja nie odpuszcza i „włazi z buciorami” coraz częściej w życie rodzinne — zarówno starszych, jak i coraz młodszych osób.
Jest też coraz większa świadomość, która przekłada się na wcześniejsze diagnozy, leczenie, rehabilitację i towarzyszenie osobom dotkniętym demencją.
Z różnych przyczyn tak się zdarza, że demencja pojawia się w prawie każdej rodzinie.
Jednak nie o tym jest mój wpis.
Jest o tym, że zależy mi, byście pomyśleli o nas, Opiekunach, łagodniej.
Byście zauważyli też osoby żyjące z demencją.
Żebyście się zainteresowali — bo może ktoś taki jest w bliskim sąsiedztwie, w rodzinie?
My potrzebujemy Was. Waszej pomocy i obecności. Jakiejkolwiek — nawet jeśli o tym Wam nie powiemy.
I owszem — finansowo jest bardzo trudno w wielu domach z demencją (niech Was nie zmylą nagłówki niektórych artykułów, bo aby otrzymać świadczenia czy opiekę wytchnieniową, usługi opiekuńcze itd., trzeba najpierw zmierzyć się z biurokracją na poziomie „hard”, a potem miesiącami czekać i monitować).
Ale nie chodzi tylko o pieniądze.
Bardzo dobrze rozumiem, że każdy z nas ma swoje sprawy, problemy, ale nam Opiekunom czasami wystarczy po prostu Wasz uśmiech, albo jak pomachasz do nas ręką widząc nas gdzieś w przelocie.
Czasami wystarczy zapytać, jak się czujemy. Czy może potrzebujemy, żeby coś przynieść ze sklepu, załatwić „na mieście”. A może chcemy wyjść na spacer, ale nie mamy za co opłacić opiekunki. Różne są sytuacje.
Nam, Opiekunom, też — tak jak Wam — potrzeba czasu dla siebie. Tlenu. Towarzystwa innych ludzi.
Wiele zależy od stadium choroby.
Dopóki możemy aktywizować naszych Podopiecznych — wyjść na spacer, zakupy, do znajomych — jest inaczej.
Ale gdy opiekujemy się osobą leżącą (którą próbujmy aktywizować jak najdłużej, jakkolwiek) — nasz świat staje się znacznie trudniejszy.
Coraz bardziej zamknięty.
Coraz bardziej wymagający.
I chcę Wam powiedzieć jedno:
nie mamy do Was żalu, że nas nie rozumiecie czy nie zauważcie.
Nie o tym jest mój wpis.
Po prostu chcemy Was uczulić na to, że jesteśmy. I że też chcemy żyć — wyjść, pojechać gdzieś, poczuć swobodę choć przez chwilę.
Opieka to ogromny ciężar. Często zbyt duży. Odpowiedzialność za cudze życie, zdrowie, komfort i godność, mimo choroby i wszystkiego co jej towarzyszy.
Odpowiedzialność za siebie, by nie zatracić się w opiece, nie zgubić siebie.
A kiedy przychodzi moment, w którym odchodzi nasz Podopieczny — my często nie potrafimy wrócić do „normalnego” życia. Jesteśmy wyczerpani fizycznie i psychicznie. Zaniedbaliśmy siebie.
Zapomnieliśmy o sobie.
To trochę pułapka, w którą wpada wielu z nas.
I nie — to nie jest żalipost.
To nie jest pretensja.
To mój głos.
Bo ja po prostu... .. chcę, żebyście się rozejrzeli wokół.
Bo może tuż za rogiem jest ktoś taki jak moja Mama i ja.
Może wystarczy zapytać, czy czegoś nie potrzebujemy z apteki, ze sklepu.
Może pomóc napisać pismo do WZON, ZUS, PCPR — instytucji, od których jesteśmy tak bardzo zależni.
Może coś wydrukować, zrobić ksero, wysłać list czy odebrać paczkę.
Mój świat opieki trwa od kilkunastu lat.
Kiedyś opiekowałam się wspaniałą dziewczynką z niepełnosprawnością sprzężoną. Uczyłam się wszystkiego sama. Bywało bardzo trudno, ale po kilku czy kilkunastu godzinach wracałam do swojego życia.
Nie wiedziałam wtedy, czym tak naprawdę jest opieka 24/7 nad bliską osobą, która się zmienia (chociaż wiedziałam już całkiem sporo). Której choroba odbiera wszystko — po kolei, bez skrupułów.
Nasi bliscy byli kiedyś zupełnie innymi osobami.
A teraz — czasem stają się obcy. Bo takich Ich po prostu nie znamy.
Czasami latami, czasami miesiącami odchodzą za życia a my każdego dnia na to patrzymy i możemy zrobić coraz mniej by pomóc. To tak bardzo boli.
Dziś, gdy wiem, z jakim ciężarem mierzą się Opiekunowie, szczególnie Ci, którzy sprawują opiekę 24/7 piszę do Was.
To dlatego ten tekst.
Jeśli jesteś Opiekunką lub Opiekunem — napisz coś od siebie.
A jeśli jesteś osobą „z zewnątrz” — dziękuję, że dotrwałaś, dotrwałeś do końca.
Może odezwiesz się czasem?
Może zapytasz nie tylko o Podopiecznego — ale też o nas?
Bo czasem naprawdę wystarczy być obok.
I zostawiam coś jeszcze w komentarzu. Zerknij, proszę.
I też coś napisz. Napisz chociażby po to by ten wpis był widoczny.
Udostępnij.