28/09/2019
Sezon przeziębień okiem lekarza...
Czemu jest jak jest.
Zaczął się sezon przeziębień, nie jest to jeszcze najgorszy okres w roku, ale przychodnie już są niewydolne. Czemu tak jest ? Mam nadzieje, że nieco pomogę Wam zrozumieć co się dzieje, bo wiele osób zapewne się już w całym kraju denerwuje. Więc chciałem coś napisać z naszej perspektywy, jako lekarzy.
Poniedziałek – przyjętych pacjentów prawie 60, wymagających leczenia – 11
Wtorek – przyjętych pacjentów prawie 50, wymagających leczenia – 7
Środa – przyjętych pacjentów 40 kilku, wymagających leczenia – 6
Czwartek – nie liczyłem
Piątek czyli dziś, przyjętych na chorych chyba było 46, wymagających leczenia – 9
Suma = na 196 pacjentów 33 wymagało leczenia, czyli 17% / 83% pacjentów czyli 163 osób wymagało – jak to się ładnie nazywa „toalety nosa”.
To dość typowa statystyka w okresie wrzesień – grudzień, bo od stycznia się to wyraźnie zmienia, więcej jest osób wymagających leczenia i konkretnych infekcji.
Nie zamierzam oceniać tutaj zasadności kto z czym się zgłasza, a nawet gdyby zapytać czy każdemu się należy wizyta nawet bez powodu, to trudno zaprzeczyć. Każdy ubezpieczony odprowadza składkę i przysługuje mu wizyta, bez względu czy zasadna czy nie. System został tak stworzony, że każdemu się należy, problem w tym, że jest to system gdzie każdemu się należy, ale nie każdemu można to zapewnić. To tylko jeden z przykładów absurdów tego stanu rzeczywistości, gdzie mówi się ludziom, że dostaną wszystko co trzeba, że wszystkim wszystko przysługuje, ale nie ma jak tego wykonać. Ludzie którzy za ten stan rzeczy odpowiadają, lubią mówić, że skoro jakoś to działa od lat, to ma działać tak dalej.
Rodzice pytają regularnie czemu nie można się zapisać, że ciągle nie ma miejsc do lekarza, więc mam nadzieje, że trochę mój post pomoże zrozumieć problem. Kiedy zaczyna się jesień i wszyscy mają katar, i wszyscy chcą przyjść od razu ten katar skontrolować to się robi problem.
Problem mają szczególnie ci, którzy katar mają już jakiś czas, już się bardziej pochorowali i po kilku dniach gorączki chcą w końcu iść do lekarza i nie mogą, bo nie ma miejsc. Ja nie prowadzę przychodni, nie rządzę Polską, nie mam wpływu na przepisy, logistykę, kadry i ilość lekarzy w Polsce, ale za to wszystko regularnie jesteśmy jako lekarze w przychodni obwiniani, kiedy pacjent nie zostaje przyjęty i ma do nas pretensje, czasami słyszymy że jesteśmy złymi ludźmi, bo nie godzimy się przyjąć kolejnego dodatkowego pacjenta. A Nasza praca to nie tylko praca z pacjentem, to też praca w gabinecie bez pacjenta – wypisywanie recept, świstków, papierków, wniosków, poprawki L4 jak nie przejdzie bo się system popsuje, to często rzeczy na które nie mamy zarezerwowanego czasu na liście.
Myślę też, że wielu rodziców sfrustrowanych sytuacją trudności dostania się do lekarza z chorym dzieckiem, nie zdaje sobie sprawy, że bardzo wiele wizyt w gabinecie pediatrycznym, to wizyty z dzieckiem, które ma katar od 2-3 godzin, i wcale nie chodzi tylko o niemowlaki, o które wiadomo strach jest szczególny.
Wg wytycznych systemu – w tym NFZ, w czasie etatu przypada nam do przyjęcia 32 pacjentów dziennie, w rzeczywistości przyjmujemy ok 50 zapisanych już z góry, a 60 łącznie. Czasami więcej.
Ale nie chodzi tylko o pediatrię. Wizyty 30 latków z powodu drapania w gardle od rana - można liczyć w setki.
Warto pamiętać, że na przeziębienie nie ma leków, nie da się zrobić, żeby infekcja wirusowa tego typu minęła w ciągu dnia czy dwóch dzięki magicznym lekom, czego często się od nas wymaga. Neosine na wirusy to pic na wodę, objawy przeziębienia można tylko łagodzić, zbijać gorączkę, ogarniać katar i nos, nawadniać się. Tego się nie leczy.
Leczy się anginę, zapalenie ucha, ale nie przeziębienie.
A żeby to uwiarygodnić, to napiszę wam, że my jako lekarze, jak jesteśmy przeziębieni to nie stosujemy cudownych ukrytych terapii, chorujemy i czekamy aż przejdzie, z tą różnicą, że z powodu zapaści systemu chodzimy chorzy do pracy, bo często jest tak, że albo chory lekarz albo żaden. Problem w tym, że często jak się jest chorym i się nie zadba o to, to jest tylko gorzej.
Sytuacje gdzie lekarz jest już poważnie chory, ale pracodawcę to nie interesuje, byle dyżur był obstawiony, to jest polska norma w wielu szpitalach. Lekarz na dyżurze z zapaleniem płuc na 2 antybiotykach i 39C gorączki to naprawę nie jest w tym kraju coś super dziwnego.
Warto dla kontrastu wspomnieć, że są kraje, gdzie aby w ogóle dostać się do lekarza, to trzeba spełnić odpowiednie kryteria, a często pacjent nie jest zapisywany, bo ich nie spełnia. I wszystko jest ok. I nie są to biedne kraje w tropikach.
To tyle moich przemyśleń.
Aha – lewatywy z czosnku to naprawdę nie jest dobre rozwiązanie.