29/01/2026
Wirtuoz metafor & Bosco Boso
Uwielbiam takie eliksiry💎dziękuję Bartek Fetysz 🩵
PRZESTRZEŃ WOŁA.
Tekst: Bartek Fetysz
Jest rok 1995. Z radiowych głośników w Polsce wydobywa się głos Ani Zalewskiej, wokalistki zespołu Big Day, który wydaje album "Kalejdoskop". Piosenka "Przestrzeń" staje się natychmiast hitem. Leciała tak: "Jest nadzieja wokoło nas i kawałki małych gwiazd. Jaskrawe tło w oczach mam, trzy wymiary tysiąc barw. Przestrzeń woła woła woła nas". Była w jakiś sposób hipnotyzująca. Uzależniała. W 1995 roku miałem wtedy dwanaście lat. Obiecałem sobie w pamiętniku, że zawsze będę szukać przestrzeni, w których czuć się będę bezpieczny, otoczony spokojem utkanym z gwiazd.
W życiu lubię równowagę. Czasami wskakuję w odmęty rejwowego szału na parkiecie, który uśmierza mnie elektryzującym basem, a potem uciekam do higieniczności ciszy. Wyłączam głośniki i dźwięki. Nurkuję w szeptach swojego jestestwa. Jako dwudziestolatek uprawiałem w każdą niedzielę długie kąpiele w wannie. Zabierałem do niej miskę z rosołem, sobotnie wydanie "Wysokich Obcasów" z Wyborczej i istniałem tylko dla siebie. Balsamowałem mózg szumem wody i nacierałem go olejkami cudzych słów. Karmiłem go miodem metafor. Robiłem peeling kory mózgowej, delikatnie złuszczając z niej osiadły po całym tygodniu przebodźcowania brud. Kładłem czule maseczkę nawilżającą jak całun na skórę, dryfując w wydobywających się mantrach z szumiącej wody. Potem, pozwalałem sobie na wczesny sen.
Woda jest życiem. Płynie energią. Ma w sobie olbrzymie pokłady magii. W wielu wierzeniach oczyszcza i zmywa grzechy. Jej odgłos koi. Jest jak medytacja. W Bosco Boso, przestrzeni wręcz magicznej, którą stworzyła Kasia, pozwala wręcz lewitować. Urodzić się na nowo. Pozwolić wodnemu żywiołowi na odrodzenie w ciele spokoju, wyhodowanie w nim kwiatów i cofnięcie do miejsca swojego powstania - kapsuły brzucha kochającej Matki.
Wyobraź sobie, że dryfujesz we Wszechświecie przed-istnienia. Że świata, który znasz, jeszcze nie ma. Jesteś Ty, nie znasz bólu, napięć, nie znasz zmęczenia. Nie ma social mediów. Nie ma stresu. Nie ma przebodźcowania. Wracasz do domu. Domu, którego nie pamiętasz, ale z którego wszyscy pochodzimy. Z hamaku wiecznego ukołysania. Dryfujesz. Grawitacja nie istnieje. Jesteś jak piórko w kapsule układu planetarnego. Na żadnej z nich nie mieszkasz. Pomiędzy wszystkimi jednak lewitujesz. Patrząc na patchwork gwiazd, leżąc w oceanie solnych łez stworzonych z endorfin, cieleśnie w nim szybujesz. Uprawiasz floating. Jedną z propozycji odzyskania wewnętrznego spokoju, które w Bosco Boso u Kasi się oferuje.
Tysiąc lat tradycji. Zupełnie jak nocy w arabskich baśniach. Tyle lat ma Ganbanyoku. To sauna wulkaniczna, która DNA ma w Japonii, kraju kwitnącej wiśni, która wiśnią w żarze nie kwitnie, ale do utraty zmysłów rozgrzewa czarną krzemionkę. Wytwarza z niej promieniowanie podczerwone, które zbawia jak rozgrzeszenie ciało z toksyn i sprawia, że staje się krew wodospadem w żyłach. Płynie jak rwący potok i dotlenia przeciążony codziennością byt. Jest rozżarzonym ukojeniem, absolutem namiętności, w którego ramiona możesz oddać swój organizm. Dla ciała to akt bezgranicznej poddańczości żywiołowi jakim jest ogień kuszący iskrami między skałami.
Bosco Boso to przestrzeń, którą chciał zamknąć kilkakrotnie czas, kiedy świat pogrążony był w pladze Covidu, ale dryfująca w niej woda nie dała na to zgody. Tak samo jak jej klienci. Uciekali do niej jak do lepszego świata, do miejsca analogowego, w którym cielesny i umysłowy dobrostan są największym darem. Przekroczeniem mety w pędzie skomercjalizowanego dzisiejszego świata, w którym króluje konsumpcjonizm. W Bosco Boso, miejscu niezwykłym, miejscu mocy - wartościami są cisza, ukojenie i spokój. Królują tam niepokonane. Lśnią na podeście ludzkich pragnień, są punktami na mapie podróży w głąb siebie.
Pomiędzy wodną lewitacją, a kamiennym uziemieniem w Bosco Boso można zaliczyć też stymulację elektronów głowy. W trakcie techniki Access Bars, manualnego dotyku głowy w zupełnej ciszy zredukujesz gonitwę myśli, wyczyścisz przegrzany dysk. Zresetujesz ustawienia w matrycy mózgu. Skumulujesz w nim pliki relaksujące. Wyślesz do chmury istnienia. Będą tętnić nowym życiem, natchnione, ochrzczone dotykiem.
Gdyby w przestrzeni Bosco Boso, komuś brakowało doznań, to Kaśka jest autorką terapii flow - psychoterapii połączonej z floatingiem. Na swoim koncie ma nagrane autorskie medytacje, które, jak mówi, "stworzyła jak tort, ale zamiast masy z cukru, jest w nim uleczająca mieszanka dźwięków". Kiedy lewitujesz w wodnej kapsule - ona prowadzi Cię poprzez fale teta swoim głosem.
Bosco Boso to niesamowity koncept, franczyza, której możesz być częścią. Jest holistycznym brzuchem, w którym odzyskasz rytmiczny puls, wyznacznik cielesnego luksusu. Możesz zostać partnerem stworzonej przez niej marki albo przyjechać do Turawy. Uprawiać może też na Tobie masaże, ale przede wszystkim pozwoli Ci zanurzyć się w wodnym lub wulkanicznym dobrobycie. To przestrzeń, która woła. Poddałem się jej szeptom. Zaklęte w niej żywioły urodziły mnie od nowa i "jaskrawe tło w oczach mam".
Na zdjęciu: Kaśka