18/12/2025
Sensu sie nie odkrywa. Sens sie nadaje.
Sens sprawia, ze potrafimy przetrwac niewyobrażalne.
https://www.facebook.com/share/p/1FXcNeDgvd/
W obozie śmierci nadano mu numer: 119104.
Ale to, co próbowali zniszczyć, stało się tym, co uratowało miliony istnień.
1942. Wiedeń.
Viktor Frankl miał 37 lat — szanowany psychiatra, kwitnąca klinika, prawie ukończony rękopis i żona, Tilly, której śmiech mógł wypełnić cały świat.
Miał wizę do Ameryki — bilet do wolności.
Ale jego starzy rodzice nie mogli wyjechać.
Więc został.
Kilka miesięcy później przyszli naziści.
Theresienstadt. Potem Auschwitz. Potem Dachau.
Rękopis, nad którym pracował latami, ukryty w podszewce płaszcza, został mu odebrany zaledwie kilka godzin po przybyciu.
Dzieło jego życia. Jego cel. Zredukowane do popiołów.
Ubrania skonfiskowane. Włosy ogolone. Imię wymazane.
W rejestrze pozostał tylko numer: 119104.
Ale strażnicy nigdy tego nie zrozumieli:
Można odebrać człowiekowi wszystko — jego imię, majątek, wolność.
Ale nie można mu odebrać tego, co wie.
A Viktor Frankl wiedział coś, co miało zmienić ludzkość.
Zauważył przerażający schemat:
W obozach ludzie umierali nie tylko z głodu czy choroby.
Wielu umierało, bo się poddali.
Kiedy więzień tracił swoje "dlaczego" — powód do życia — ciało wkrótce podążało za tym.
Lekarze nazywali to "desistitis".
Ale ci, którzy mieli cel — żonę do odnalezienia, dziecko do przytulenia, książkę do ukończenia, obietnicę do spełnienia — ci przetrwali niemożliwe.
Różnica nie polegała na sile fizycznej.
To był sens.
Więc Frankl podjął eksperyment — nie w laboratorium, ale w piekle.
Podchodził do ludzi na skraju rozpaczy i pytał:
> "Kto na ciebie czeka na zewnątrz?"
"Jaką pracę musisz jeszcze wykonać?"
"Co powiedziałbyś swojemu synowi, aby przetrwać to wszystko?"
Nie mógł zaoferować ani chleba, ani wolności.
Ale oferował to, czego nawet strażnicy nie mogli skonfiskować:
Powód, by zobaczyć jutro.
Jeden przypomniał sobie o córce — przeżył, by ją zobaczyć.
Inny o swojej pracy naukowej — przeżył, by ją ukończyć.
Sam Frankl przeżył, odtwarzając w myślach swój utracony rękopis — linia po linii, noc po nocy, w ciemności baraku.
Kwiecień 1945. Wyzwolenie.
Ważył 38 kilogramów.
Tilly — zmarła.
Jego matka — zmarła.
Jego brat — zmarł.
Wszystko, co kochał, zniszczone.
Ale nie poddał się.
W ciągu dziewięciu dni napisał swój rękopis z pamięci.
Tym razem z dowodami.
Żywe dowody na to, że człowiek może znieść niewyobrażalne — jeśli ma "dlaczego".
Tak narodziła się logoterapia — terapia przez sens.
Jej podstawa:
> "Kto ma 'dlaczego' do życia, może znieść prawie każde 'jak'."
Książka ukazała się w 1946 roku:
Po niemiecku, …trotzdem Ja zum Leben sagen —
po angielsku, Man’s Search for Meaning (Człowiek w poszukiwaniu sensu).
Początkowo odrzucona, uznana za ponurą.
Ale prawda znalazła swoją drogę.
Terapeuci czytali ją i płakali.
Byli więźniowie czytali ją i wierzyli.
Miliony mężczyzn i kobiet znalazły w niej powód, by iść dalej.
Dziś W poszukiwaniu sensu jest jedną z najbardziej wpływowych książek w historii.
Przetłumaczona na ponad 50 języków.
Sprzedana w ponad 16 milionach egzemplarzy.
Ale jej prawdziwy wpływ nie mierzy się liczbami.
Znajduje się w tych żywotach uratowanych w ciszy — tych osób na krawędzi przepaści, które, czytając Frankla, zdecydowały się nie poddawać.
Bo udowodnił to, co naziści chcieli zaprzeczyć:
Można cię pozbawić wszystkiego — rodziny, wolności, nadziei.
Ale nigdy ostatniej z ludzkich wolności:
Wolności wyboru, co to wszystko znaczy.
Viktor Frankl odszedł, ale jego głos pozostaje:
> "Kiedy nie możemy już zmienić sytuacji, jesteśmy zmuszeni zmienić siebie."
"Można odebrać człowiekowi wszystko, z wyjątkiem jednej rzeczy — ostatniej z ludzkich wolności: wyboru postawy wobec każdej okoliczności."
Nadano mu numer.
Historia dała mu wieczność.
Bo człowiek, który stracił wszystko, nauczył świat, że sens jest jedyną rzeczą, której nikt nigdy nie będzie mógł nam odebrać.
Więzień 119104 nie tylko przeżył —
pokonał samą śmierć.