24/11/2025
Dlaczego akceptacja jest fundamentem zmiany?
Poniższy tekst jest dla mnie bardzo ważny i po prostu bardzo go lubię, ukazał się także jakiś czas temu na stronie Fundacji Spiral Coaching, a ja pozwalam sobie go tutaj przypomnieć 🙂
Pewnie zdarza Ci się czuć, że to, co z siebie dajesz, nie wystarcza. Że zawodzisz. Nie spełniasz oczekiwań swoich ani tym bardziej oczekiwań innych. Pewnie bywasz zły i sfrustrowany, pełen samokrytyki albo nie masz już sił, by dalej walczyć... Czujesz smutek i rozczarowanie. Być może wtedy właśnie najbardziej chcesz, by było inaczej - "lepiej". Najlepiej natychmiast. Już. Teraz. Być może uważasz, że jest jakiś ideał, jakaś konkretna jedna ścieżka do szczęścia, spełnienia, spokoju czy po prostu życia, takiego, jakiego chcesz i oczekujesz.
Widzisz... Takie założenie powoduje poważny wewnętrzny konflikt, co najmniej między tym jaki jesteś, a jaki chcesz być. Ba - w swej najbardziej bezpośredniej formie jest to konflikt między tym, co rzeczywiste a tym, co wyobrażone. I w zasadzie nie ma nic złego w wyobrażeniu, jakiejś wizji czy marzeniu. Nie ma... jeśli wiesz, że to nie zadzieje się w magiczny sposób, ale jest rezultatem pewnego procesu, a niekiedy procesem samym w sobie. Kiedy żyjesz jednak oczekiwaniem - głodny gonisz za marchewką na kiju, która wisi przed Tobą i nigdy jej nie dosięgasz, bo zawsze jest coś jeszcze do zrobienia, zawsze jesteś niewystarczający, w braku akceptacji, odrzucając to, jaki jesteś TERAZ w pogoni za tym, jaki chciałbyś być JUŻ.
Z drugiej strony pojawia się perspektywa akceptacji. Nie chcę sprzedawać jej tu jako kolejnej, jedynej i właściwej ścieżki do szczęścia. W konwencjonalnym pojmowaniu może się okazać, że wcale z tego szczęścia nie ma. Przynajmniej nie natychmiast. Z samej akceptacji miłość, spokój czy pieniądze się nie urodzą. Akceptacja, w tym jak ją rozumiem, to przyzwolenie na to, co jest. Na pozostanie tu i teraz. Z tym właśnie smutkiem, z tą właśnie złością, ale bez wewnętrznego konfliktu i napięcia - oczekiwania, że to musi się teraz zmienić i myśli, że "coś ze mną nie tak".
Widzisz... Kiedy akceptujesz, to nie znaczy, że się poddajesz. Potrzeba i chęć zmiany też jest naturalną częścią Twojego aktualnego stanu. Ba, dzięki akceptacji dopiero tak naprawdę możesz zacząć zmieniać. Nie marnujesz już energii na wyobrażenia, na zatrzymywanie pewnych nieakceptowanych przez Ciebie zachowań, uczuć czy myśli. Jeśli zaakceptujesz swój stan teraz, być może zaakceptujesz też proces, który jest konieczny i nie zawsze łatwy - nikt nie jest idealny - będziesz upadać. Czasem popełnisz błąd... I to jest okej. Nie musisz już teraz wszystkiego potrafić, być ponad to i reagować tylko z poziomu miłości czy współczucia... twardości, spokoju czy mocy. Wszelkie reakcje, uczucia, zachowania są naturalne, są być moze Twoim najlepszym sposobem bycia w tej chwili. Nawet jeśli stworzyłeś już nowe strategie - nie ma nic złego w tym, żeby wrócić do starych (może nawet chwilowo regresywnych) schematów - widocznie w tej właśnie chwili są najlepszym, co możesz zrobić... Z naprawdę przeróżnych względów.
Być może teraz czujesz napięcie, dyskomfort, kolejny konflikt... Być może znowu pojawia się myśl, że powinieneś albo nawet musisz zaakceptować to jak jest, a z jakiegoś powodu jest Ci trudno. Jest okej - brak akceptacji też zasługuje na akceptację. Jeśli na dziś to jedyny krok, który możesz zrobić, to jest on wystarczający. Jeśli na dziś nie możesz zrobić nawet tego kroku, to też jest wystarczające - po prostu jesteś, taki jak jesteś - wystarczający. I uczysz się akceptacji. Jak motyl - rozpościerasz swoje piękne, choć może delikatne skrzydła i rośniesz - powoli, we własnym tempie, by kiedyś choćby spróbować objąć akceptacją i współczuciem cały znany Ci świat.