05/02/2026
Ostatni czas zatrzymał mnie… dosłownie.
Choroba zamknęła mnie w domu i choć początkowo było w tym sporo bezsilności, dziś czuję coś zupełnie innego.
Wracam do zdrowia. Powoli. Czułe. Z uważnością.
I jestem ogromnie wdzięczna za ten czas zatrzymania.
Dzięki niemu miałam przestrzeń, by sięgnąć po doświadczenia, na które wcześniej „nie było czasu”. Jednym z nich było wyjątkowe kakao ceremonialne – coś, co przyszło do mnie dokładnie wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowałam.
Jego historia, rytuał, intencja… wszystko to poruszyło mnie głębiej, niż się spodziewałam.
Ten przymusowy postój okazał się delikatnym resetem, który zmusił mnie też nieco do refleksji. Nie jestem niezniszczalna, nie wystarczy tylko zacisnąć zęby i przeć dalej, ciało wystawi rachunek kiedy najmniej się spodziewasz. Przecież miał być nowy rok z nową energią, początkiem. Tym czasem styczeń to był miesiąc wizyt na sorze, w kolejkach lekarskich, aptekach kilka razy w tygodniu...i łóżku.
Dziękuję za Wam za cierpliwość.
Wracam – może trochę ciszej, może wolniej.
Z nową jakością, którą chcę się z Wami dzielić ✨
Kakao ceremonialne to teraz mój ulubiony napój, kiedy chce dać chwilę tylko sobie 🧘♀️