18/11/2025
Od dłuższego czasu jestem na drodze poznawania swojego ciała - szczególnie brzucha.
Od lat dostaję od niego różne sygnały - czasem ciche, a czasem bardzo głośne.
Wzdęcia, napięcie, ból, uczucie ciężaru…
Nie zawsze rozumiałam, o czym one są.
Z czasem zobaczyłam, że za każdym takim dyskomfortem stoi jakaś historia.
Że ciało w ten sposób chce zwrócić moją uwagę.
A jednak, nawet dziś, mimo że dbam o siebie wielowymiarowo - zdarzają się dni, kiedy mam po prostu dość.
Kiedy brzuch puchnie, boli, a we mnie pojawia się frustracja, złość, bezsilność.
I wtedy najłatwiej wejść w zamknięte koło: ciało woła, ja się frustruję, ono zaciska się jeszcze bardziej.
Ale kiedy choć na chwilę się zatrzymam, widzę, że ono nie robi tego przeciwko mnie.
Ono próbuje mówić.
O emocjach, które nie zostały wyrażone.
O historiach, które trzymam w środku.
O tym, że pędzę, połykam życie, robię coś wbrew sobie.
O tym, że brakuje mi przestrzeni i czułości.
I uczę się, że te trudniejsze momenty też są częścią procesu.
Że mają prawo być.
Że właśnie wtedy mogę być dla siebie najdelikatniejsza.
Bo to, że czasem się gubię czy frustruję - też jest formą kontaktu ze sobą.
Często nawet głębszą niż ta „idealna”.
Dlatego coraz częściej wracam do prostego gestu:
położyć dłonie na brzuchu i powiedzieć:
„Widzę cię. Akceptuję cię. Słucham.”
I ciało zaczyna ufać.
W swoim tempie. Powoli.
A jeśli czujesz, że Twój brzuch też potrzebuje przestrzeni, zatrzymania i czułej uwagi - zapraszam Cię na rytuał powrotu do siebie, refleksologię jelita grubego.
To moment, w którym możesz naprawdę spotkać się ze swoim ciałem… spokojnie, delikatnie, w uważności. 🤍