Justyna Żukowska-Gołębiewska Psycholożka

Justyna Żukowska-Gołębiewska Psycholożka Psycholożka, psychotraumatolożka, terapeutka dzieci i rodzin, interwentka kryzysowa, badaczka

Zrobię dziś coś, co się w cyklu przemocy po cichu nie zdarzyło. Podzielę się swoim osobistym doświadczeniem 🫣Rzadko to r...
28/02/2026

Zrobię dziś coś, co się w cyklu przemocy po cichu nie zdarzyło. Podzielę się swoim osobistym doświadczeniem 🫣

Rzadko to robię, bo nie chcę kierować uwagi czytelnika na mnie, tylko na zjawisko, które opisuję, ale ten rodzaj przemocy jest tak bardzo w naszym społeczeństwie gloryfikowany, że na bank ten post uszczypnie nie jedno mamine lub tatusiowe serduszko 😎

Zatem chcę abyś czytelniku lub czytelniczko mógł(a) dostrzec te taktyki od strony praktycznej, życiowej. Musiałabym więc opisać doświadczenia pacjentów lub ludzi których znam, a tego robić nie chce. Zatem opiszę swoje - licząc na Twoją wyrozumiałość.

Zdarzało mi się być kiedyś w relacji, w której ktoś bardzo dużo dla mnie robił. Organizował sprawy, przejmował moje zadania, podejmował za mnie decyzje (choć wcale o to nie prosiłam), kontaktował się z innymi „w mojej sprawie”, załatwiał rzeczy szybciej i skuteczniej, niż ja bym to zrobiła sama. Brzmi cudownie? Przyznać się, kto z Was pomyślał: „I co tu narzekać! Też bym tak chciał/a”?

Często słyszałam, że ta osoba robi to z troski, że chce mnie odciążyć, że wie lepiej, co będzie dla mnie dobre. Gdy próbowałam coś zrobić samodzielnie albo odmówić, pojawiało się napięcie, urażenie, wycofanie albo przypominanie, ile już zostało dla mnie zrobione „To ja tu żyły dla Ciebie wypruwam, a Ty się tak odwdzięczasz?”. W praktyce oznaczało to, że moja przestrzeń decyzyjna się kurczyła, a moja autonomia była traktowana jak niewdzięczność. Z zewnątrz ta relacja wyglądała jak opiekuńcza i pełna zaangażowania, ale w środku doświadczałam ciężaru zobowiązania i presji dostosowania. Miałam ciągle uczucie balansowania między moją autonomią, a zrobieniem tej osobie przykrości i ryzykiem odrzucenia, a przecież zależało mi na tej relacji. W myślach stawiałam się do pionu mówiąc „Jesteś dorosła, masz prawo żyć po swojemu, a jeśli to komuś nie odpowiada to być może musisz pogodzić się z utratą tej relacji” no ale w praktyce moja odwaga do stawiania granic gdzieś się rozpływała jak miód w ciepłym mleku, które dostawałam gdy chorowałam.

Zaczęłam więc robić pewne rzeczy „po cichu” w tajemnicy, unikałam rozmów o problemach, aby nie uruchamiać „ratownika” u tej osoby. Gdy się jednak sprawa wydała, była złość, często agresja werbalna, szantaż emocjonalny, deprecjonowanie mnie i moich wyborów, obraza majestatu, obgadywanie mnie, foch na kilka tygodni. Od 11 lat nie mam z tą osobą kontaktu. Ufff…jak dobrze.

Psychologia (a jakże 😎) opisuje to zjawisko w kilku powiązanych ze sobą obszarach. Barbara Oakley w pracy o patologicznym altruizmie pokazuje, że pomaganie może służyć regulacji emocjonalnej i tożsamości „pomagającego” kosztem odbiorcy, zwłaszcza gdy ignoruje jego granice i potrzeby.

Badania nad narcyzmem kolektywnym wskazują, że część osób buduje obraz siebie jako wyjątkowo troskliwych i moralnych poprzez publiczne i nadmiarowe pomaganie, które ma utrwalać ich status w relacjach, a czasami to „pomaganie” jest tylko pozorne, aby ocieplić swój wizerunek, utrzymać pozycję zawodową lub społeczną czy zbijać kapitał społeczny lub polityczny (Gebauer i wsp., 2012). Aktywiści walczący o prawa kogokolwiek wiedzą o czym mówię 😉 (w naszych szeregach jest dużo takich osób podobnie wśród polityków i polityczek 🤷🏻‍♀️ którzy deklarowali się nam pomóc).

Z kolei w literaturze o kontroli koercyjnej Starka pojawia się wątek opieki używanej do podporządkowania, gdzie działania opiekuńcze organizują zależność i ograniczają autonomię partnera czy partnerki.

W relacjach, o których piszę, pomoc pojawia się bez zaproszenia i poza zakresem realnej potrzeby, a odmowa uruchamia sankcje relacyjne. Osoba „pomagająca” wchodzi w kompetencje drugiej strony, np. przejmuje kontakt z instytucjami lub bliskimi, decyduje o sprawach osobistych, a następnie odwołuje się do poniesionych kosztów i poświęcenia. Powstaje dług wdzięczności, który reguluje zachowanie odbiorcy. Samodzielność bywa podważana poprzez komunikaty o niewystarczającej dojrzałości lub niesprawności: „on to jest jeszcze taki młody, głupiutki, co by bez tej matki zrobił”, zagubieniu lub rzekomej niezaradności: „no ta moja córka to taka sierota czasami, ciągle się w jakieś kłopoty wpakuje, ale dobrze że ma ojca, który ją z tych kłopotów wyciągnie”.

Granice są interpretowane jako odrzucenie lub brak lojalności: „a to tak traktujesz ojca/matke, co ci rękę podali gdy nikt nie chciał? Tak ci źle doradzamy tak? To radź sobie sam/a”. Pomoc znika w momentach, gdy odbiorca odzyskuje wpływ, i wraca, gdy ponownie się dostosowuje i ulega „pomagającemu”: „ja tylko chciałem(łam) ci pomóc kochanie, ale najwidoczniej wiesz lepiej to trudno, jutro musisz załatwić kogoś do opieki nad dziećmi bo ja sobie właśnie przypomniałem(łam) że mam ważne spotkanie”. Na poziomie funkcjonalnym rośnie zależność i maleje sprawczość.

Różnica między realnym wsparciem a przemocowym „pomaganiem” dotyczy sposobu, w jaki pomoc wpływa na autonomię i równowagę władzy. Wsparcie jest adekwatne do ZGŁOSZONEJ potrzeby, respektuje odmowę, pozostawia decyzję po stronie odbiorcy i wzmacnia jego kompetencje.

Przemoc przy użyciu pomagania rozszerza zakres działania poza potrzebę, nie pyta o zgodę lub ją „wyłudza”, używa szantażu, zwiększa zależność i pozwala regulować zachowanie drugiej osoby poprzez zobowiązanie. W ujęciu Starka przemoc relacyjna polega na trwałym ograniczaniu wolności i pola wyboru partnera. Gdy pomoc systematycznie zawęża to pole, staje się narzędziem kontroli.

To doświadczenie bywa trudne do nazwania, ponieważ społecznie wysoka wartość pomagania osłabia czujność na jego funkcję władzy.

Zastanów się chwilę. Co słyszy osoba, która doświadcza takiej przemocy? Że to szczęście mieć takich rodziców czy partnera/partnerkę, przyjaciela i że powinien/powinna czuć wdzięczności, co dodatkowo utrudnia rozpoznanie własnego dyskomfortu.

Tymczasem napięcie, poczucie długu i kurczenie się przestrzeni decyzyjnej są trafnymi wskaźnikami, że relacyjna równowaga została naruszona.

Jeśli w czyjejś pomocy stale pojawia się poczucie zobowiązania, a Twoja autonomia znika, masz prawo stawiać granice także wobec działań nazywanych troską.

26/02/2026
25/02/2026

Albo ta pogoda zmieni nastawienie do ludzkości, albo ja zmienię nastawienie do pogody i se kupię bilety na Sycylię 🤷🏻‍♀️

Szukam dobrych sposobów na szybkie odparowanie zatok 🫣

O tym się nie mówi zbyt często, ale dziś nadarza się okazja. Wiele czytacie u mnie postów o zjawisku przemocy po cichu. ...
23/02/2026

O tym się nie mówi zbyt często, ale dziś nadarza się okazja. Wiele czytacie u mnie postów o zjawisku przemocy po cichu. O taktykach i mechanizmach. Dziś, po za trybem (posty z cyklu „przemoc po cichu” publikuje w soboty) chce opowiedzieć Wam o jednym z jej skutków - depresji.

W latach 60 Martin Seligman opisał zjawisko nazwane później wyuczoną bezradnością. Zwierzęta poddawane nieprzewidywalnym bodźcom, na które nie miały wpływu, uczyły się jednego: że działanie nie zmienia wyniku. Gdy później pojawiała się realna możliwość ucieczki, część z nich już nie próbowała bo wcześniejsze doświadczenie nauczyło je świata, w którym wysiłek nie ma sensu.

Ten model przez lata bywał używany do opisu bierności osób doświadczających przemocy. Ale łatwo tu o skrót myślowy. To, co z zewnątrz wygląda jak bezradność, często jest spójną reakcją na środowisko, w którym inicjatywa była karana, a próby zmiany kończyły się eskalacją. Organizm uczy się wtedy minimalizować ryzyko: mniej się wychylać, mniej czuć, mniej potrzebować. To normalna strategia przetrwania.

W takich warunkach układ nerwowy działa miesiącami lub latami w trybie zagrożenia. Wysoka czujność, tłumienie emocji, szybkie skanowanie relacji pod kątem bezpieczeństwa. Smutek, zmęczenie czy żałoba schodzą na dalszy plan, bo priorytetem jest unikanie kolejnego uderzenia. Wiele osób uczy się być „niezniszczalnymi”, bo taka była cena bezpieczeństwa 🤷🏻‍♀️

A potem zagrożenie słabnie albo relacja się kończy. I dopiero wtedy u części osób pojawia się depresję: spadek energii, odrętwienie, poczucie bezwartościowości, bezsens. I słyszę pytanie: „Ale jak to! Przecież to już dawno minęło”. Tymczasem objawy mogą mieć charakter odroczony. Gdy system przestaje być stale mobilizowany, ujawnia się koszt długotrwałej adaptacji. Irganizm nie jest zaprojektowany do życia w permanentnym alarmie.

Bessel van der Kolk pisze, że ciało zachowuje ślady doświadczeń, których nie dało się w pełni przetworzyć w czasie ich trwania. Dziś wiemy, że przewlekła przemoc i zagrożenie zmieniają regulację układu stresu, pobudzenie autonomiczne, pamięć emocjonalną. Myślisz, że to tylko taka metafora o „tkankach przechowujących emocje”, a tak naprawdę to neurobiologia uczenia się zagrożenia.

Dlatego depresja po doświadczeniu przemocy często jest momentem, w którym zasoby się wyczerpały, a tłumione przez lata stany zaczynają być odczuwalne. To może boleć nieproporcjonalnie do „tu i teraz”, bo dotyczy także „tam i wtedy”.

W gabinecie często słyszę: „E tam! Pójdę pobiegać, wyśpię się i mi przejdzie”. To zdanie niesie ślad dawnej strategii: minimalizowania własnego bólu, żeby przetrwać. Ta sama strategia bywa stosowana wobec własnej depresji.

Tylko, że depresja nie jest dowodem ani siły ani słabości. Jest stanem zdrowia, który wymaga wsparcia i w kontekście przemocy ma sens rozwojowy. Pokazuje, ile kosztowało życie w środowisku, gdzie trzeba było stale regulować innych kosztem siebie.

Czasem używam metafory odmrożenia. Tkanka, która była długo w zimnie nie czuję aż tak silnego bólu, po przywróceniu krążenia boli bardziej. Nie dlatego, że się psuje. Dlatego, że wraca czucie. W psychice bywa podobnie: gdy po latach nieczucia pojawia się czucie, ból jest ostry i łatwo go pomylić z rozpadem. A to bywa początek integracji.

Jeśli jesteś w tym miejscu zapamiętaj, że Twoja depresja nie jest definicją ciebie. Może być śladem tego, co było zbyt trudne, by czuć w czasie, gdy się działo. I sygnałem, że dziś można to czuć już bezpiecznie i się tą częścią siebie zaopiekować, a nie z nią walczyć w samotności.

Dziś przeczytacie o depresji wiele. O tym, że co roku zbiera żniwo. O liczbach samobójstw. O skali. Dane i statystyki. I...
23/02/2026

Dziś przeczytacie o depresji wiele. O tym, że co roku zbiera żniwo. O liczbach samobójstw. O skali. Dane i statystyki. I pewnie niejeden taki post przewiniesz bez zatrzymania, bo ile razy można czytać, że w Polsce mamy epidemię kryzysu psychicznego? To już wszyscy wiemy. Co dalej?

Ja dziś przychodzę do Was z czymś innym. Z konkretem.

Jeśli w Twoim otoczeniu jest ktoś, kto zachowuje się jak osoba w kryzysie i kompletnie nie wiesz, co zrobić - zapamiętaj trzy kroki pierwszej pomocy dla zdrowia psychicznego:

1. Popatrz
Weź głęboki oddech i otwórz się aby zobaczyć to, co ktoś próbuje ukrywać. Zauważ zmianę. Wycofanie, rezygnację, spadek energii, izolowanie się, nagłe milczenie, i przeciwnie - nadmierne pobudzenie albo drażliwość. Nazwij to. Kryzys rzadko zaczyna się spektakularnie. Najczęściej zaczyna się cicho.

2. Posłuchaj
Bądź obok i pozwól mówić. Bez oceniania, bez rad w stylu „weź się w garść”. Pytania, które pomagają: „Co się dzieje?”, „Jak się z tym czujesz?”, „Od kiedy tak masz?”, „Pamiętaj, że nie jesteś w tym sam/sama. Jestem z Tobą. Jak mogę pomóc?”. Czasem samo doświadczenie bycia wysłuchanym obniża napięcie i poczucie samotności.

3. Połącz
Nie zostawiaj tej osoby samej z problemem. Pomóż zrobić kolejny krok: może to być telefon do bliskiej osoby, umówienie wizyty u specjalisty, kontakt z zaufaną instytucją, linią wsparcia. W kryzysie zdolność organizowania pomocy samemu sobie, jest obniżona wtedy ktoś obok bywa kluczowy.

Jeśli mimo to masz wątpliwości i chcesz wiedzieć, jak reagować mądrze i bezpiecznie - możesz realnie pomóc.

Przekaż 1,5% swojego podatku na Fundację UNAWEZA i projekt MŁODE GŁOWY (nr KRS 0000 800 698). Dzięki temu przeszkolimy ludzi w całej Polsce z pierwszej pomocy dla zdrowia psychicznego - tak, żeby każdy wiedział, jak zauważyć, wysłuchać i połączyć osobę w kryzysie z pomocą.

Dzięki Waszemu wsparciu w poprzednich latach mogliśmy zrealizować wiele inicjatyw min. program profilaktyczny w szkołach, który objął swoim zasięgiem ponad milion uczniów. Przez ostatnie trzy lata współtworzyłam ten program i go koordynowałam 💪

Czy mogę na Ciebie liczyć i tym razem? 🙏

22/02/2026

Ech! Co to był za dzień! Odwiedziła mnie dziś ekipa francusko-niemieckiej telewizji publicznej .tv Przeczytali wywiad ze mną w .pl o samotności i postanowili, że zrobimy razem o tym reportaż.

4 godziny nagrań 🫣 Rozmawialiśmy o tym czym samotność jest i o tym, jak próbujemy sobie z nią poradzić w Polsce, w Warszawie 😎

Najpierw
Muzyka, taniec, rozmowy z ludźmi, którzy przyszli tu dokładnie z tym samym: żeby nie siedzieć w niedzielę samemu. Potańczyłam. Pogadałam. Poznałam nowe osoby 😎

I po raz kolejny zobaczyłam, jak bardzo wystarcza czasem zwykłe wyjście z domu do ludzi!

Potem mój gabinet.
To miejsce, gdzie samotność rzadko nazywa się samotnością. Częściej: „mam znajomych, ale nie mam relacji”,
„wszyscy mają swoje grupy”, „boję się pokazać jaki jestem naprawdę, że jestem przeciętny, bo dziś każdy musi być przecież wyjątkowy” 😔

Opowiadałam o o programie profilaktycznym, który współtworzę i koordynuję, o Pierwszej Pomocy Przedpsychologicznej. O tym, że samotność często milczy, a nie krzyczy. I dlatego wspieramy takie inicjatywy jak Niedzielni, które przeciwdziałają samotności.

Reportaż ARTE w połowie marca.
A ja dziś mam dużo wdzięczności: za zaufanie ekipy i za ludzi, których dziś poznałam ❤️

Dziś jest Międzynarodowy Dzień Ofiar Przestępstw.W kraju, w którym tak dużo mówi się o ochronie życia dziecka poczętego,...
22/02/2026

Dziś jest Międzynarodowy Dzień Ofiar Przestępstw.

W kraju, w którym tak dużo mówi się o ochronie życia dziecka poczętego, nadal jakoś nie potrafimy skutecznie ochronić życia dziecka już urodzonego.

W Polsce co roku ginie w wyniku zabójstw kilkadziesiąt dzieci. Tak po prostu, ktoś postanawia pozbawić życia bezbronne dziecko.

25 723 dzieci - tyle oficjalnie małoletnich w 2024 roku zostało objętych procedurą Niebieskiej Karty jako osoby pokrzywdzone.

Oficjalnie ponad 3 300 przestępstw seksualnych wobec dzieci stwierdziła policja w 2024 roku (wykorzystanie poniżej 15 r.ż., por🤑nografia dziecięca, grooming). Tylko w jednym roku! Wykrytych przestępstw! Oburzamy się sprawą Epstaina, a na naszym własnym podwórku mamy swój własny s*f 🤷🏻‍♀️

A potem jest coś, o czym mówi się najmniej, choć dotyczy największej liczby dzieci: niealimentacja. Tak! Zgodnie z oficjalnymi danymi MS niealimentacja to najczęściej stosowane przestępstwo wobec małoletnich i stanowi blisko 60% wszystkich przestępstw.

Szacunki organizacji społecznych i analiz rynku alimentacyjnego mówią, że blisko milion dzieci w Polsce żyje bez należnych alimentów - bez pieniędzy na jedzenie, leczenie, ubrania, mieszkanie.

Tymczasem w oficjalnych danych wymiaru sprawiedliwości w latach 2020–2024 odnotowano tylko ok. 150 000 dzieci pokrzywdzonych przestępstwem niealimentacji. Co oznacza, że gro takich przestępstw nie zostaje wykrytych wcale.

Skala doświadczenia i skala ujawnienia to w Polsce dwie różne rzeczywistości.

Podobnie jest z innymi formami krzywdzenia. Badania pokazują, że rzeczywiste rozpowszechnienie przemocy fizycznej, seksualnej psychicznej i ekonomicznej wobec dzieci jest wielokrotnie wyższe niż liczby spraw karnych.

To pokazuje jak system faktycznie widzi (a raczej nie widzi) krzywdy dzieci. przemoc wobec dziecka rzadko jest jednorazowym zdarzeniem. To powtarzalne zadawanie bólu, strachu, upokorzenia, zaniedbania przez osobę, od której dziecko jest całkowicie zależne.

Z perspektywy psychotraumatologii wiele z tych doświadczeń ma charakter traumy rozwojowej i wpływa na całe późniejsze życie: regulację emocji, zdrowie psychiczne i somatyczne, relacje, zdolność do nauki i pracy.

Przemoc wobec dzieci nigdy nie kończy się w dzieciństwie. Jej skutki przenoszą się w dorosłość i do systemów, które później muszą je dźwigać: ochrony zdrowia, pomocy społecznej, edukacji, wymiaru sprawiedliwości, rynku pracy.

To oznacza realne koszty. Koszty leczenia, terapii, rent, absencji zawodowej, obniżonej produktywności, interwencji instytucji. Koszty utraconego potencjału rozwojowego i kapitału ludzkiego, którego państwo już nie odzyska.

Szacunki oparte na badaniach ACE (Adverse Childhood Experiences) pokazują, że łączne koszty przemocy i zaniedbania dzieci sięgają kilku procent PKB w skali kraju (w Europie szacunkowo ok. 3–4% PKB rocznie).

Dlatego pytanie o skuteczność przeciwdziałania przestępstwom wobec dzieci jest także pytaniem o racjonalność państwa. Czy stać nas na niewykrywanie sprawców i sprawczyń oraz brak skutecznej ochrony? Czy stać nas na wieloletnie koszty zdrowotne, społeczne i ekonomiczne, które są konsekwencją krzywdzenia dzieci?

Bo przemoc po prostu się nie opłaca. Ani osobom, które jej doświadczają, ani tym, którzy przemoc stosują. Ani społeczeństwu. A przede wszystkim państwu.

Część tych strat ma jeszcze jeden wymiar - demograficzny. Wiele osób, które doświadczyły ciężkiej przemocy w dzieciństwie, nie decyduje się później na posiadanie dzieci lub ma poważne trudności w tworzeniu bezpiecznych relacji rodzinnych.

Siłę danego państwa mierzy się nie tym, jak chroni deklarowane wartości, ale tym, jak chroni najsłabszych. A dzieci krzywdzone przestępstwem są najsłabsze ze wszystkich. Dzieci nie mają armii, budżetu ani głosu wyborczego.
Mają tylko nas. I to od jakości naszej reakcji zależy, czy przemoc wobec dzieci w tym kraju będzie się opłacać 🤷🏻‍♀️

Pisząc książkę „Przemoc po cichu” uświadomiłam sobie, jak wiele przemocowych zachowań dzieje się w relacjach pozornie zd...
21/02/2026

Pisząc książkę „Przemoc po cichu” uświadomiłam sobie, jak wiele przemocowych zachowań dzieje się w relacjach pozornie zdrowych i uznanych za wzór do naśladowania. Jak wiele taktyk zdarza się już od początku związku, a których nikt wcześniej nie uznałby za przemoc. I właśnie dlatego z czasem eskaluje ona do przemocy o silniejszym polu rażenia. Problem w tym, że gdy specjaliści dane zachowanie nazywają przemocą, to społeczeństwo się oburza stwierdzając, że „wszystko niedługo będzie przemocą” lub „Niedługo to już nic nie będzie można człowiekowi powiedzieć bo zostanie uznany za sprawcę przemocy”. 🤷🏻‍♀️

No cóż, mówią tak zazwyczaj osoby, w życiu których przemoc odegrała lub odgrywa pierwsze skrzypce. I czy to się komuś podoba czy nie dołożę dziś kolejny kamyczek do nowych standardów tworzenia relacji.

Niektórzy pytają mnie po co tak się produkuje. Powód jest banalny. Po pierwsze bo się na tym znam, a po drugie bo mam 3 dzieci i dwoje wnucząt. Chce współtworzyć dla nich lepszy świat! Świat w którym ludzie po prostu się szanują, wybierają życzliwość zamiast przemocy. Bo wierzę w psychoedukację i wierzę, że świadomość czym przemoc jest a czym nie jest to połowa sukcesu.

No to dziś w cyklu „przemoc po cichu” porozmawiajmy o wektorowaniu 😎

Wyobraź sobie, że jedziecie autem, a on/ona nagle przyspiesza, wyprzedza na trzeciego lub hamuje tuż przed maską innego samochodu? Nie dlatego, że się spieszycie do porodu 😉 Nakręca go/ją twój lęk, bawi twoje „zatrzymaj się”, a ty czujesz się tak, jakby ktoś cię porwał i uniemożliwił ucieczkę.

W innych okolicznościach np. staje w drzwiach, kiedy chcesz wyjść. Blokuje ciałem przejście. W kłótni „przypadkowo” uderza w ścianę tuż obok twojej głowy (pięścią, puszką z piwem, talerzem z jedzeniem). Na spacerze idzie tak szybko, że ledwo nadążasz i nie reaguje na twoje „zwolnij”. Zmienia kierunek bez słowa. Zostawia cię za sobą. A w tłumie ściska ramię tak mocno, że prowadzi jak przedmiot. Kieruje tobą bez pytania o zgodę. Kiedy prosisz, żeby cię puścił/a żartuje, że bez niego czy bez niej się zgubisz, albo ignoruje twoje prośby. Na wakacjach jest jedyną osobą znającą trasę, mającą bilet, trzymającą dokumenty i pieniądze. Decyduje kiedy i jak wracacie i czy w ogóle. Orientujesz się, że gdybyście się np pokłócili, to nie masz jak wrócić.

We wszystkich tych przypadkach twoje ciało nie należy do ciebie. Jest zarządzane przez wektor zagrożenia.

W fizyce wektor to wielkość mająca kierunek, zwrot i wartość. Osoba stosująca wektorowanie bierze w swoje ręce kontrolę nad twoim bezpieczeństwem i możliwością wycofania się, a potem zaczyna tą kontrolą operować. Zwiększa zagrożenie. Przedłuża je. Ignoruje sygnały „stop”. Twoje ciało wchodzi w stan alarmu, a on/ona zarządza sytuacją, w której jesteś zależny/zależna. Wektorowanie to taktyka przemocy polegająca na psychicznym i często fizycznym sterowaniu ciałem osoby pokrzywdzonej w przestrzeni w taki sposób, by wywołać terror, bezradność i absolutną zależność bez pozostawienia śladów przemocy.

W literaturze przemocowej nie ma jednej nazwy dla tej mikro-taktyki. Opisywana jest w ramach koercji i zastraszania przez narażanie na ryzyko. Nazwałam ją wektorowaniem bo porządkuje doświadczenie wielu osób.

Wracając do używania samochodu jako elementu zastraszania. Emma Rose jako jedyna zajmowała się wyłącznie przemocą za ponocą jazdy samochodem. W publikacji z 2020 r pt. The Abuser in the Car wyróżnia kilka wariantów tej taktyki:

👉 Brawurowa jazda pomimo sprzeciwu - celowa niebezpieczna jazda w celu utrzymania pozycji dominacji. Osoba stosująca przemoc może ją stosować jako karę (np. za spóźnienie), jako odpowiedź na prośby osoby pokrzywdzonej o zwolnienie (efekt odwrotny do zamierzonego - przyspieszenie), a nawet intens*fikuje ją, gdy w samochodzie są dzieci, bo wie, że lęk osoby doświadczającej przemocy będzie wtedy większy.

👉 Umyślne narażanie na niebezpieczeństwo - celowe stwarzanie realnego zagrożenia życia: otwarte drzwi przy gwałtownym wjeździe na rondo, gwałtowne hamowanie po odpiętym pasie, celowe zjazdy z drogi na jakieś zadupie, bez możliwości powrotu.

👉 Ciągła krytyka podczas prowadzenia (samochodu) - osoba stosująca przemoc przejmuje kontrolę, gdy to osoba przemocy doświadcza prowadzi: krytykuje każdy jej ruch, wywołuje kłótnie za kierownicą, podwyższając ryzyko wypadku.

👉 Jazda w celu wywołania dyskomfortu - celowe ignorowanie potrzeb medycznych pasażera (choroba lokomocyjna, ból kręgosłupa, ciąża).

Kluczowa obserwacja kliniczna tej autorki jest taka: jeśli powiesz coś, co jej/jemu się nie spodoba, jazda staje się jeszcze bardziej niebezpieczna. Siedzisz wtedy w samochodzie z ekstremalnym lękiem o życie i lękiem przed utratą głosu próbując nie zrobić nic, co zaogniłoby sytuację.

Pamiętaj! Granice obowiązują także w ruchu, w podróży, nad wodą, na wysokości. Bliskość nie powinna polegać na tym, że ktoś trzyma kierownicę twojego bezpieczeństwa i w ten sposób kieruje Twoim lękiem w celu podporządkowania się.

Hejtujecie czy krytykujecie? 10 pytań, które warto sobie zadać zanim napiszecie komentarz.Ostatnie dni pokazały, że wiel...
18/02/2026

Hejtujecie czy krytykujecie? 10 pytań, które warto sobie zadać zanim napiszecie komentarz.

Ostatnie dni pokazały, że wielu z nas nie widzi granicy między krytyką a hejtem. A ta granica istnieje i jest bardzo wyraźna. Oto 10 różnic:

1. Cel: zranić vs. pomóc

Hejt ma upokarzać i zaboleć. Krytyka ma coś poprawić albo zwrócić uwagę na problem. Zanim napiszesz komentarz, zapytaj siebie po co to piszę? Żeby komuś pomóc? Czy żeby się wyładować, ulżyć swojej frustracji i komuś udowodnić, że jest idiotą?

2. Treść: atak na osobę vs. opis zachowania

„Jest beznadziejna” to hejt. Uderza w człowieka. „Ten wywiad był nieprzygotowany” to krytyka. Mówi o konkretnej sytuacji. Hejt wymierzony jest w człowieka, krytyka dotyczy konkretnego zachowania. Czujesz różnicę?

3. Język: obelgi vs. konkrety

„Kobita o szemranej przeszłości.” „Pałac to za wysokie progi dla takich ludzi.” To nie są konkrety. To wyzwiska, ironia i pogarda. Krytyka podaje konkret, mówi o tym co nie działa i dlaczego.

4. Dowody: „bo tak” vs. uzasadnienie

Hejt jest ogólny i bez faktów. Krytyka opiera się na przykładach, danych, obserwacjach. „Nie umie mówić” - to hejt. „Na pytanie o przesłanki aborcyjne nie padła odpowiedź” to krytyka.

5. Ton: agresja vs. szacunek

Krytyka może być trudna do przyjęcia, ale nie poniża. Hejt jest wrogi, napastliwy, ma sprawić, że komuś pójdzie w pięty, ma być formą kary za coś tam „a trzeba było namówić męża na podpisanie ustawy zakazującej hejtu, to teraz niech nie płacze” lub „jak sama hejtowała, to dobrze było? To niech teraz poczuje jak to jest”. Przeczytaj swój komentarz na głos. Powiedziałbyś to tej osobie prosto w twarz? W świetle reflektorów w programie na żywo? I poddałbyś się/poddałabyś się bez wstydu ocenie publicznej za to co nówisz?

6. Forma: publiczne zawstydzanie vs. rozmowa

Hejt robi show przy innych. Krytyka z kolei wybiera bezpieczne miejsce i czas. Komentarz pod postem, w którym piszesz, że ktoś „nie ma klasy” to publiczne zawstydzanie. Nie rozmowa.

7. Zakres: „zawsze/nigdy” vs. „tu i teraz”

„Nigdy nie będzie dobrą pierwszą damą.” to generalizacja. To hejt. „W tym wywiadzie zabrakło przygotowania.” to konkret. To krytyka.

8. Rozwiązania: zero vs. propozycja

Hejt nie daje szansy na rozwój, tylko rani, dobija. Krytyka sugeruje, co można zrobić lepiej. Jeśli Twój komentarz kończy się na „jest beznadziejna” i nie ma w nim ani jednej konstruktywnej myśli to nie jest krytyka.

9. Efekt: wstyd vs. motywacja

Hejt zostawia poczucie winy, wstyd i złość. Krytyka może powodować dyskomfort, ale pomaga się rozwijać. Po Twoim komentarzu ktoś chce się poprawić czy chce się zapaść pod ziemię, zasnąć i się nie obudzić, cierpi? I nie, nie tłumacz się czyimś przewrażliwieniem.

10. Twoja reakcja: blokuj vs. dopytaj

Na hejt reaguj nie karmiąc trolla, nie tłumacz się, blokuj profil takiej osoby, zgłaszaj, szukaj wsparcia.

Gdy pojawia się krytyka - dopytaj o konkret, weź to, co przydatne, resztę odłóż.

Ostatnie dni w polskim internecie były testem. I wielu z nas go zwyczajnie oblało. Wielu pisało o pierwszej damie z pogardą, agresją, sarkazmem, poniżając ją, wyśmiewając, tłumacząc to przy tym własną opinią. Zachodzę w głowę skąd u ludzi przekonanie, że wszystko, co mają w myślach i swoich przekonaniach wymaga publicznego ujawnienia?

A wystarczyło zadać sobie jedno pytanie: czy to co piszę, ma komuś pomóc czy zranić? Ani jedno ani drugie? Jesteś pewny/a? 😎

16/02/2026

Odzyskałam dostęp do FB i zastanawiam się czy nie napisać do moderatorów, żeby mi ten ban przedłużyli jeszcze na miesiąc 😎 Jakoś tak żyło mi się spokojniej czytając komentarze, na które nie mogłam odpowiedzieć 😂

Boszeee…nie wiedziałam ilu jest w Polsce agresywnych ludzi, do póki nie dostali dostępu do Internetu 🤦🏻‍♀️

37 milionów specjalistów od tego, jak powinna wyglądać i mówić pierwsza dama.Cała Polska recenzuje wywiad Marty Nawrocki...
16/02/2026

37 milionów specjalistów od tego, jak powinna wyglądać i mówić pierwsza dama.

Cała Polska recenzuje wywiad Marty Nawrockiej. Garnitur nie ten. Mowa ciała zdradza stres. Głos za cichy, brak pewności siebie. Brak pasji. Odpowiada? Nie tak jak chcielibyście usłyszeć. Nie odpowiada? Wymowne milczenie, brak zdania.

Czytam „Pałac Prezydencki to za wysokie progi dla ludzi takich jak państwo Nawroccy.” i myślę sobie - DOŚĆ!

Zastanówcie się przez chwilę. Naprawdę, na moment przestańcie scrollować.

Wyobraź sobie, że z dnia na dzień ktoś odrywa cię od twojego życia - od pomidorówki na obiad, od wożenia dzieci do szkoły, od twojej pracy, od bliskich i znajomych i sadza w Pałacu Prezydenckim. Miliony oczu patrzą na ciebie. Każde słowo rozkładane jest na czynniki pierwsze. Każdy gest pod lupą ekspertów od mowy ciała. Każdy oddech oceniany. Nie ma obycia? A Ty byś miała? A Ty byś miał? A Wałęsowa miała gdy odbierała nagrodę Nobla dla męża? Latami komentowano jej podstawowe wykształcenie. Może dlatego trzymała się w cieniu kamer?

Każdy z nas ma jakieś zasoby, a jakichś nie ma. Każdy musi się czegoś nauczyć. To jest normalne. To jest ludzkie. I niektórzy potrzebują na to więcej czasu.

A teraz popatrzcie, co robimy. Kobiety, które mówią o oddawaniu głosu kobietom - radzą innej kobiecie, żeby zamilkła. Feministki recenzują, czy pierwsza dama ma „wystarczającą klasę” na Pałac Prezydencki. To jest ta wasza walka o kobiety? Powiedzieć kobiecie, żeby się zamknęła, bo mówi nie tak jak chcecie? Wstyd!

Teraz powiedzcie mi, czym to się różni od tego, co słyszę w gabinecie od kobiet, które latami milczały, bo ktoś im wmówił, że nie mają kompetencji, żeby zabierać głos?

A skoro mowa o milczeniu. Mówicie, że Nawrocka nie ma zdania w kwestii prawa aborcjnego i finansowania in vitro? Ja je usłyszałam. Usłyszałam je w tym milczeniu właśnie. Bo mogła powiedzieć: „Nie zgadzam się na finansowanie in vitro z budżetu państwa.” Nie powiedziała. Mogła powiedzieć: „Aktualne rozwiązania prawne w sprawie aborcji są wystarczające.” Nie powiedziała. Jej milczenie nie było brakiem zdania. Jej milczenie BYŁO zdaniem. Nie znacie takiego momentu w swoim życiu, że nie zawsze mogliście powiedzieć to, co naprawdę uważaliście na dany temat? Po prostu wybraliście wtedy milczeć. Może dla własnego dobra, może dla dobra rodziny czy ze względu na pracę męża?

Wymagacie od niej heroizmu. Takiego samego, jakiego wymagacie od każdej jednej kobiety w Polsce - żeby się sprzeciwiła mężowi, żeby wyszła z szafy, żeby stanęła na barykadach i walczyła o wasze przekonania. Na waszych warunkach. W waszym tempie. Znacie to? Ja znam. Widzę to codziennie w swojej pracy i działalności aktywistycznej, nawet tu to często widzę.

Owszem, jest żoną prezydenta, osobą publiczną, ma swoje obowiązki i zadania. To trudna rola, szczególnie teraz. Wymaga przygotowania i pracy. To niech do licha pracują ci, którym się płaci za to, żeby ją do tych ról przygotować.

Doceniam, że odważyła się udzielić tego wywiadu. Doceniam jej pracę i doświadczenie sprzed prezydentury męża, bo wybrała zawód trudny i wymagający, wchodziła siłowo do punktów z nielegalnym hazardem, ścigała przestępców. Nie leżała tam z pępkiem do góry. Mówiła o tym z dumą i pasją. Gdyby choć połowa policjantów i prokuratorów z podobną determinacją chroniła krzywdzone dzieci, dziś spałabym spokojniej. Szanuję, że nie milczy jak zaklęta. Że chce być blisko kobiet. Może nie wszystkich kobiet, ale jak czytam niektóre komentarze, to ja też blisko wszystkich kobiet nie chcę być.

I jedno musi wybrzmieć bardzo głośno: To wstyd, że zespół ekspertów nie przygotował pierwszej damy do tego wywiadu. To jest prawdziwy skandal, a nie jej stres, milczenie czy garnitur, tylko to, że ktoś posadził ją przed kamerami bez odpowiedniego wsparcia. Że nie było nikogo, kto by powiedział, co zrobić, kiedy nie chce odpowiedzieć na pytanie. Jak zgrabnie wybrnąć z impasu. I teraz zamiast rozliczać tych, którzy powinni ją do tego przygotować - rozliczacie ją?

A jeśli myślisz, że wystarczy pójść na szkolenie z wystąpień publicznych i po temacie, to chyba nigdy w mediach nie byłeś.

Jestem zażenowana tą dyskusją. Bo można się zgadzać lub nie z poglądami pierwszej damy i jej męża. Możemy się spierać na argumenty merytoryczne i powinniśmy. Ale nie ma we mnie zgody na hejt i dehumanizację jaka się rozlewa w komentarzach pod różnymi artykułami. Nie ma we mnie zgody na klasizm. Nie ma we mnie zgody na brak szacunku.

Marta Nawrocka jest pierwszą damą. Jej mąż został wybrany w demokratycznych wyborach na prezydenta. I czas zacząć wymagać od siebie choćby ułamka tej klasy i odwagi, której wymagamy od niej.

Adres

Warsaw

Telefon

+48571347575

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Justyna Żukowska-Gołębiewska Psycholożka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Justyna Żukowska-Gołębiewska Psycholożka:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria