08/11/2025
Zostaliśmy błędnie uwarunkowani, by zamarcie mylić ze spokojem.
Z ciszą, z opanowaniem, z „radzeniem sobie”.
A tymczasem ciało, które zamarło — nie odpoczywa.
Ono walczy, tylko po cichu.
To stan, w którym energia jest uwięziona pomiędzy „ucieczką” a „walką”.
Zatrzymana w napięciu mięśni, w spłyconym oddechu, w bezruchu,
który udaje kontrolę.
Zamarcie nie jest słabością.
To strategia przetrwania.
Mądry mechanizm, który chroni, kiedy nic innego nie było możliwe.
Jednak, gdy utrzymuje się długo po tym, gdy realne zagrożenie minęło, utrzymuje nas w życiu "na pół gwizdka", ogranicza naszą żywotność, powoduje liczne dolegliwości somatyczne...
Jako ssaki nie jesteśmy zaprogramowani do życia w ciągłym trybie zamarcia, oszczędzaniu energii. Tryb zamarcia to wentyl bezpieczeństwa na warunki skrajne, ochrona ciała i psychiki, gdy nie można uciekać ani walczyć.
Niestety z powodu uwarunkowań kulturowych, które za "normalne" uważają rzeczy biologicznie skrajne - np. pozostawianie niemowlęcia by się wypłakiwało, znaczna część populacji krajów rozwiniętych nosi w sobie głębokie doświadczenia skrajnego zagrożenia (jak niemowlę, które myśli, że zostało pozostawione w samotności na pewną śmierć - nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że opiekunowie są w pokoju obok, ponieważ nie wykształciło jeszcze stałości reprezentacji obiektu - jeśli nie widzi figury przywiązania, myśli że jej nie ma).
Każdy z nas ma swoje „okno tolerancji” – przestrzeń, w której nasz układ nerwowy czuje się bezpiecznie.
Jeśli chcesz zobaczyć, gdzie znajduje się Twoje – napisz w komentarzu „OGRÓD”, a wyślę Ci bezpłatnie materiał z Ogrodów Myślenia.
Dzięki niemu:
🔹 lepiej zrozumiesz, dlaczego reagujesz stresem lub odcięciem,
🔹 nauczysz się rozpoznawać sygnały przeciążenia,
🔹 i poznasz pierwsze kroki, by wrócić do równowagi
Skomentuj „OGRÓD”, by pobrać bezpłatnie tą wiedzę