Dietetyk Aneta Strelau

Dietetyk Aneta Strelau Dietetyk kliniczny | 20 lat praktyki. Trudne przypadki jelit i przewodu pokarmowego, nawroty, niedobory. Bez dróg na skróty.

Szukam przyczyny, nie tylko objawu, i układam plan działania krok po kroku. Cześć, jestem Aneta, dietetyk kliniczny z 20 latami praktyki. Pracuję z trudnymi przypadkami jelitowymi: SIBO, IMO, IBS, nawroty po leczeniu, osoby po operacjach i resekcjach. Zamiast zgadywać i ciąć kolejne produkty, układamy strategię opartą na objawach, badaniach i realnym stylu życia. Z planem i prowadzeniem krok po kroku.

Nie wszystko, co czujesz w brzuchu, zaczyna się od jedzenia.Czasem zaczyna się dużo wcześniej.W tempie, w którym żyjesz....
03/04/2026

Nie wszystko, co czujesz w brzuchu, zaczyna się od jedzenia.

Czasem zaczyna się dużo wcześniej.
W tempie, w którym żyjesz.
W tym, że od dawna nie masz kiedy usiąść naprawdę spokojnie.
W tym, że jesz „przy okazji”, a nie dla siebie.

W gabinecie bardzo często widzę ten sam schemat.
Ktoś robi wszystko „dobrze”.
Czyta etykiety.
Stara się jeść zdrowo.
Ogranicza produkty, które mogą szkodzić.

A mimo to brzuch dalej boli.
Jest napięcie.
Wzdęcia.
Refluks.
Zmęczenie po jedzeniu.

I wtedy pojawia się myśl:
„to na pewno coś jeszcze powinnam wykluczyć”.

Nie.
Czasem problemem nie jest kolejna rzecz na talerzu.
Czasem problemem jest to, że organizm od dawna funkcjonuje w trybie przeciążenia.

Ciało nie rozróżnia, czy napięcie bierze się z jedzenia, czy z życia.
Dla niego to nadal napięcie.

Dlatego praca z jelitami bardzo rzadko zaczyna się od idealnej diety.
Zaczyna się od zatrzymania.
Od zauważenia, że nie da się regulować organizmu, kiedy cały czas jesteś „w gotowości”.

Dziś wieczorem nie musisz robić nic więcej.
Naprawdę.

Może wystarczy jeden spokojny posiłek.
Bez telefonu.
Bez pośpiechu.
Bez analizowania, czy jest „wystarczająco dobrze”.

To jest dużo więcej, niż się wydaje.

02/04/2026

To jeden z tych tematów, które od lat są upraszczane za bardzo.
Jajka same w sobie nie są problemem u większości osób.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy patrzymy na zdrowie przez pryzmat jednego produktu, zamiast całego obrazu.
A organizm tak po prostu nie działa.

Naprawdę czasem aż mnie ściska, kiedy patrzę, jak długo ludzie błądzą wokół jelit.I najgorsze jest to, że bardzo często ...
01/04/2026

Naprawdę czasem aż mnie ściska, kiedy patrzę, jak długo ludzie błądzą wokół jelit.

I najgorsze jest to, że bardzo często to nie wynika ze złej woli.
Ktoś chciał pomóc.
Ktoś coś doradził.
Ktoś „dał coś na jelita”.
Antybiotyk. Potem probiotyk. Potem kolejny probiotyk, bo przecież jelita trzeba odbudować. Do tego coś modnego z internetu, bo „podobno pomaga”.

I człowiek chodzi z tym wszystkim miesiącami, czasem latami, a zamiast lepiej, robi się tylko większy bałagan.

Ale jest jeszcze druga rzecz, która naprawdę potrafi wszystko rozwalić.

Moment, kiedy pacjent zaczyna się czuć zbyt pewnie i sam sobie składa terapię z kawałków zaleceń, internetu i własnych upodobań.

I ja to widzę bardzo często.

Na przykład ktoś ma refluks, przeciążony żołądek, wszystko jest podrażnione, a potem słyszę:
„ale to było tylko trochę pasaty”
„tylko trochę kukurydzy, przecież low FODMAP”
„nachosy też tylko trochę”
„czekolada też w odpowiedniej ilości”

Tylko że potem ten sam człowiek od trzech dni umiera i szuka winnego wszędzie, tylko nie tam, gdzie naprawdę rozwalił sobie cały kontekst.

Bo to nie działa tak, że jak każda rzecz osobno „jest dozwolona”, to razem organizm też sobie z tym poradzi.

Nie poradzi sobie.
Nie wtedy, kiedy żołądek jest przeciążony.
Nie wtedy, kiedy jelita są rozregulowane.
Nie wtedy, kiedy leczenie jest w konkretnym momencie i ciało potrzebuje czegoś zupełnie innego niż „jeszcze trochę, ale przecież wolno”.

I właśnie tego nie da się prowadzić z internetu.
Nie da się tego robić na zasadzie:
✔️to sobie dołożę
✔️to sobie sprawdzę
✔️to przecież też mogę

Bo organizm to nie jest tabelka.
To nie jest lista produktów z zielonym światłem.
To jest całość.
Moment leczenia.
Objawy.
Stan żołądka.
Stan jelit.
To, co dzieje się w tle.

I dlatego czasem naprawdę większą krzywdę robi nie brak działania.
Tylko działanie na pół wiedzy.

Za szybki probiotyk.
Za modny suplement.
Za dużo pewności.
Za mało zrozumienia, co tu jest przyczyną, a co już tylko skutkiem.

I może właśnie to mnie w tej pracy rusza najmocniej.

Że tak łatwo coś dolać.
Coś dołożyć.
Coś „spróbować”.

A tak trudno usiąść i naprawdę się zastanowić, czy to jest dobry moment, dobra rzecz i dobry kierunek.

Bo można poprawić jeden wynik.
Można uciszyć jeden objaw.
Można odhaczyć, że „coś jest wdrożone”.

Tylko co z tego, jeśli to, co naprawdę szkodzi najbardziej, dalej siedzi nietknięte.

Najbardziej męczą mnie nie trudne przypadki.Najbardziej męczy mnie wieczne:„to jeszcze tylko chwilkę…”„To jeszcze jedno ...
31/03/2026

Najbardziej męczą mnie nie trudne przypadki.
Najbardziej męczy mnie wieczne:
„to jeszcze tylko chwilkę…”

„To jeszcze jedno pytanie…”
„Jak będzie Pani miała moment…”
„To tylko zerknąć…”

Kiedyś bardzo łatwo w to wchodziłam.

Czytałam wyniki wieczorem.
Odpisywałam w niedzielę.
Oddzwaniałam, bo przecież ktoś się martwił, ktoś czekał, ktoś potrzebował odpowiedzi.

I ja naprawdę to rozumiem. Nadal rozumiem.

Tylko dziś wiem już też coś, czego kiedyś nie umiałam nazwać.

Że za każdym takim „to jeszcze tylko chwilkę” stoi mój realny czas, moje skupienie i moja odpowiedzialność.
Bo ja nie umiem „rzucić okiem”.
Ja od razu zaczynam myśleć, łączyć fakty, analizować, brać to do głowy.

I problem nie jest w tym, że ktoś pisze w niedzielę.
Naprawdę nie.

Czasem poświęcam komuś niedzielę i nie mam z tym problemu.
Ale czym innym jest czyjaś potrzeba, a czym innym oczekiwanie, że odpowiedź ma być natychmiast, najlepiej już, teraz, między moim życiem a cudzym niepokojem.

A przecież ja też potrzebuję momentu, żeby usiąść, przeczytać, pomyśleć.
Nie odpowiedzieć byle jak.
Tylko odpowiedzialnie.

I jest jeszcze druga rzecz, chyba równie trudna.

Najpierw jest:
„to jeszcze tylko chwilka”
„to tylko jedno pytanie”
„to jeszcze zerknie Pani na wyniki mamy?”
„to jeszcze co by Pani dała na te niedobory?”

A potem przychodzi moment płatności i nagle słyszę:
„aż tyle?”
„tak drogo za kontrolę?”
„ale przecież Pani tylko zerknęła”
„to tylko jedno pytanie było”

Nie.
To nie było „tylko”.

To było moje myślenie.
Moja wiedza.
Moje lata nauki.
Moja odpowiedzialność za to, co mówię.

Najłatwiej pomniejszyć cudzą pracę wtedy, kiedy nie widać jej gołym okiem.
Bo ktoś nie widzi, ile trwa przeczytanie wyników.
Nie widzi, ile kosztuje skupienie.
Nie widzi, że za spokojną odpowiedzią stoi bardzo konkretna praca w głowie.

Dzisiaj jestem już mądrzejsza niż kilka lat temu.
Kiedyś dużo częściej płaciły za to moje dzieci.
Moja obecność była podzielona.
Ciałem byłam z nimi, ale głową jeszcze w cudzych wynikach, wiadomościach, pytaniach „na szybko”.

Dziś już na to nie pozwalam tak łatwo.

Nie dlatego, że mniej mi zależy.
Właśnie odwrotnie.
Dlatego, że zależy mi nadal robić tę pracę dobrze.
A dobrze nie znaczy: zawsze, natychmiast, bez granic.

Dobrze znaczy: uważnie, odpowiedzialnie i z miejscem na życie poza pracą.

Bo specjalista to nie jest człowiek „na zawołanie”.
To nie jest prywatny numer dostępny bez końca.
To nie jest szybka odpowiedź między niedzielnym obiadem a wieczorem z rodziną.

I może właśnie to warto w końcu powiedzieć głośno:
to, że ktoś pomaga z serca, nie znaczy, że jego czas, wiedza i uważność są za darmo.

Dziękuję za zaproszenie i zaufanie.Zawsze robi na mnie wrażenie, jak szybko młodzi ludzie łapią sens tego, co naprawdę w...
30/03/2026

Dziękuję za zaproszenie i zaufanie.
Zawsze robi na mnie wrażenie, jak szybko młodzi ludzie łapią sens tego, co naprawdę wpływa na ich ciało i głowę.

To nie były zajęcia o „zdrowym jedzeniu”.
To była rozmowa o tym, jak żyć, żeby organizm w ogóle chciał współpracować.

Masz refluks i znowu myślisz, że to przez jedzenie?To jest zwykle pierwszy odruch.Pomidor. Kawa. Czekolada. Cytrusy.Pote...
27/03/2026

Masz refluks i znowu myślisz, że to przez jedzenie?

To jest zwykle pierwszy odruch.
Pomidor. Kawa. Czekolada. Cytrusy.
Potem kolejne rzeczy zaczynają trafiać na listę „zakazanych”.

I nagle jesz coraz ostrożniej, coraz mniej, a problem dalej siedzi tam, gdzie siedział.

Bo prawda jest taka, że refluks bardzo często nie zaczyna się od samego jedzenia.

Czasem zaczyna się dużo wcześniej.
Od napięcia.
Od jedzenia w biegu.
Od zmęczenia, które ciągnie się tygodniami.
Od organizmu, który już od dawna działa na rezerwie.

I wtedy człowiek szuka winnego na talerzu, zamiast zobaczyć, że cały przewód pokarmowy od dawna nie ma dobrych warunków do pracy.

To nie znaczy, że jedzenie nie ma znaczenia.
Ma. I czasem naprawdę nasila objawy.

Ale jeśli patrzysz tylko na produkty, bardzo łatwo zgubić to, co napędza problem najmocniej.

A potem zostajesz z refluksem i coraz krótszą listą rzeczy, które „wolno”.

I właśnie dlatego przy refluksie nie zawsze trzeba zaczynać od kolejnych zakazów.
Czasem trzeba zacząć od pytania, w jakim stanie w ogóle jest Twój organizm.

Wczoraj prowadziłam w Legionowie otwarty wykład o tarczycy, objęty patronatem Prezydenta Miasta.I znowu zobaczyłam to sa...
26/03/2026

Wczoraj prowadziłam w Legionowie otwarty wykład o tarczycy, objęty patronatem Prezydenta Miasta.
I znowu zobaczyłam to samo.

Jak tylko coś zaczyna się dziać z ciałem, bardzo wiele osób od razu idzie w jedną stronę: to pewnie tarczyca.

Bo jesteś zmęczona.
Bo wypadają włosy.
Bo waga stoi albo rośnie.
Bo głowa nie pracuje tak, jak powinna.

I jasne, czasem to naprawdę jest tarczyca.

Ale bardzo często nie tylko ona.

Bardzo często pod tym samym obrazem siedzą niedobory, jelita, stres, sen rozwalony od miesięcy, przeciążenie, za mało jedzenia albo po prostu organizm, który już od dawna próbuje coś powiedzieć.

I właśnie tu zaczyna się problem.

Bo człowiek bardzo chce jednej odpowiedzi.
Jednego winnego.
Jednej nazwy, która wreszcie wszystko wyjaśni.

A organizm tak nie działa.

On nie jest prostym równaniem.
I nie daje się zamknąć w jednej etykiecie tylko dlatego, że objawy do niej „pasują”.

Ten wykład nie był o tym, żeby straszyć tarczycą.
Był o tym, żeby w końcu przestać patrzeć na zdrowie jak na jeden parametr i jedną nazwę.

Bo czasem nie trzeba szukać dalej.
Czasem trzeba po prostu zacząć patrzeć szerzej.

Dziękuję za obecność i za rozmowy po spotkaniu.
To one zostają ze mną najmocniej.

25/03/2026

Wokół białka zrobiło się sporo hałasu.
A prawda jest taka, że ono nie jest „modne”. Ono jest po prostu potrzebne.
Zostawiam tę krótką rolkę, bo to temat, który warto zrozumieć bez przekombinowania.

To, że lekarz jeszcze niczego nie znalazł… nie znaczy, że nic Ci nie jest.I wiem, jak to potrafi namieszać w głowie.Wrac...
24/03/2026

To, że lekarz jeszcze niczego nie znalazł… nie znaczy, że nic Ci nie jest.

I wiem, jak to potrafi namieszać w głowie.

Wracasz z wizyty.
Słyszysz, że wszystko wygląda w porządku.
A Ty dalej czujesz, że coś jest nie tak.

Brzuch daje o sobie znać.
Po jedzeniu znowu reakcja.
Nie masz energii.
I zaczynasz się zastanawiać… czy może to faktycznie „nic takiego”.

W pewnym momencie człowiek już nie tylko szuka odpowiedzi.
Zaczyna podważać samego siebie.

I to jest najtrudniejsze.

Bo to, że na tym etapie nie ma jeszcze konkretnej odpowiedzi, nie znaczy, że problemu nie ma.
Czasem to po prostu znaczy, że nikt jeszcze nie spojrzał na to tak, jak trzeba.

Nie połączył tego, co się działo wcześniej.
Nie zestawił objawów.
Nie zatrzymał się na chwilę, tylko poszedł dalej.

A organizm naprawdę rzadko daje sygnały bez powodu.

I ja to widzę bardzo często.

Ludzi, którzy długo chodzą z poczuciem, że coś jest nie tak, ale trochę już się do tego przyzwyczaili, trochę przestali o to walczyć, trochę zaczęli wierzyć, że „może tak już mają”.

Nie.

Jeśli czujesz, że coś jest nie tak, to warto się przy tym zatrzymać.
Na spokojnie. Bez paniki, ale też bez zamiatania tego pod dywan.

Bo czasem największą ulgą nie jest jeszcze diagnoza.
Tylko moment, kiedy ktoś w końcu mówi:

dobra, przyjrzyjmy się temu jeszcze raz, ale porządnie.

Najgorsze, co można zrobić z niektórymi objawami, to próbować je zagłodzić dietą.Powiem to wprost.Nie każdy problem zdro...
23/03/2026

Najgorsze, co można zrobić z niektórymi objawami, to próbować je zagłodzić dietą.

Powiem to wprost.

Nie każdy problem zdrowotny da się wyciszyć jadłospisem.
Nie każdy brzuch potrzebuje kolejnych restrykcji.
I nie każdy nawrót oznacza, że trzeba znowu zabrać dziecku pół talerza.

Dzisiaj miałam przypadek, który tylko mnie w tym utwierdził.

Dziecko, u którego przez jakiś czas było spokojniej.
A teraz objawy wracają. Mocniej. Wyraźniej. Już nie tak, że „może przejdzie”.

I właśnie w takich momentach bardzo łatwo pójść w złą stronę.

Jeszcze coś odstawić.
Jeszcze bardziej uważać.
Jeszcze mocniej przycisnąć dietę.

Tylko że to często nie prowadzi do odpowiedzi.
To prowadzi tylko do większego chaosu.

Bo problem nie zawsze siedzi w jedzeniu.
Czasem siedzi dużo głębiej.
W tym, co wydarzyło się wcześniej.
W historii leczenia.
W zapaleniu.
W rzeczach, których nikt dotąd nie połączył.

I wtedy naprawdę nie trzeba robić więcej.

Trzeba się zatrzymać i zadać sobie jedno uczciwe pytanie:

czy my w ogóle patrzymy we właściwe miejsce?

Dieta ma znaczenie. Ogromne.
Ale są momenty, w których sama dieta nie rozwiąże tego, co naprawdę napędza problem.

I właśnie dlatego w trudnych przypadkach nie wystarczy „co wykluczyć”.
Trzeba jeszcze wiedzieć, co się tu naprawdę dzieje.

Czasem problem z jelitami… w ogóle nie zaczyna się w jelitach.I wiem, że to może brzmieć dziwnie.Bo wszystko wskazuje na...
21/03/2026

Czasem problem z jelitami… w ogóle nie zaczyna się w jelitach.

I wiem, że to może brzmieć dziwnie.

Bo wszystko wskazuje na brzuch.
Wzdęcia, ból, reakcje po jedzeniu.

Więc całe skupienie idzie tam.

Dieta.
Eliminacje.
Kolejne „uważanie”.

Tylko że ja bardzo często widzę coś innego.

Że to, co dzieje się teraz, jest tylko końcówką historii.

Wcześniejsze leczenie.
Leki.
Infekcje.
Stres, który trwał miesiącami.

I nikt tego nie połączył.

Pacjent robi naprawdę dużo.
Często aż za dużo.

A efekt dalej jest taki sobie.

I to jest moment, w którym trzeba się zatrzymać.

Nie dokładać kolejnej diety.
Nie zabierać kolejnych produktów.

Tylko cofnąć się krok wcześniej i zobaczyć,
gdzie to się tak naprawdę zaczęło.

Bo jelita bardzo często są tylko miejscem,
w którym problem się pokazuje.

A nie miejscem, w którym się zaczął.

To, że po jedzeniu wyglądasz jak w ciąży, nie jest normalne.I nie, nie mówię tego po to, żeby Cię przestraszyć.Mówię to ...
19/03/2026

To, że po jedzeniu wyglądasz jak w ciąży, nie jest normalne.

I nie, nie mówię tego po to, żeby Cię przestraszyć.
Mówię to dlatego, że zbyt wiele kobiet latami próbuje to sobie tłumaczyć.

„Taka uroda.”
„Mam wrażliwy brzuch.”
„Pewnie zjadłam coś nie tak.”
„Muszę bardziej uważać.”

A potem mija kolejny miesiąc, kolejny rok i dalej jest to samo.

Brzuch rośnie po posiłku.
Jest ciężkość.
Jest napięcie.
Jest dyskomfort.
Coraz mniej produktów wydaje się bezpiecznych.

I z czasem człowiek zaczyna już nie tylko bać się jedzenia.
Zaczyna nie ufać własnemu organizmowi.

To nie jest normalne.

To jest objaw.
A objaw nie bierze się znikąd.

Czasem w tle są jelita.
Czasem motoryka.
Czasem nadmiar restrykcji.
Czasem stres, który rozwala cały układ trawienny.
A czasem kilka rzeczy naraz.

Ale naprawdę najgorsze, co można wtedy zrobić, to przyzwyczaić się do tego i uznać, że „widocznie tak już mam”.

Nie.
Nie masz tak mieć.

Jeśli po jedzeniu regularnie czujesz się, jakby organizm przestawał sobie radzić, to nie potrzebujesz kolejnej zgadywanki.
Potrzebujesz dobrze przeczytanego problemu.

Adres

Światowida 47 Lok 32
Warsaw

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00
Sobota 09:00 - 13:00

Telefon

+48513838830

Strona Internetowa

https://strelmedica.v.1cart.eu/pl/product/XD6q3/sibo-i-imo-kompleksowy-przewodnik, https://s

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dietetyk Aneta Strelau umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Dietetyk Aneta Strelau:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria

Our Story

Aneta Strelau mgr dietetyki klinicznej, certyfikowany europejski specjalista leczenia otyłości (cert. SCOPE), Członkini Europejskiej Federacji Stowarzyszeń Dietetyków DIETS/ EFAD, Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i Na Diecie Bezglutenowej, Polskiego Towarzystwa Dietetyki, Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, wiceprezes Fundacji promującej sport wśród dzieci i młodzieży „Warszawska Asocjacja Rugby.

Właścicielka Poradni ,,Dietetyki Klinicznej Strelau”, Autorka ,,Poradnika dietetycznego dla Pacjenta z cukrzyca 2 cz. I” Poradnika dietetycznego dla Pacjentów z cukrzyca 2 cz. II”, “Dieta dla Dziecka”, ‘’Żywienie osób starszych w praktyce”.

Specjalista w zakresie leczenia otyłości oraz dietoterapii chorób autoimmunologicznych dzieci i dorosłych. Zajmuje się również poradnictwem dla dzieci objętymi opieką specjalistycznych poradni zaburzeń neurorozwojowych na terenie Warszawy.

Wykładowca, uczestniczka licznych kongresów dotyczących żywienia klinicznego i chorób metabolicznych.