04/12/2025
❤ ❤ ❤
Szukasz motywacji do długotrwałej medytacji? To mam dla Ciebie coś dobrego.
Nie ma sensu medytować, żeby się rozwijać. Nie ma sensu medytować, żeby osiągnąć oświecenie czy duchowe wyżyny. Zero jest sensu w tym, żeby medytować by odnaleźć spokój. Chcesz nawiązać kontakt ze swoim ciałem? Spoko, ale po co, tak na dłuższą metę? Po co miałbyś siedzieć i patrzeć w ścianę skoro możesz robić tyle wciągających rzeczy, którymi k**i Cię świat? Bo w mądrej książce są >statystyki< na to że medytacja umożliwia "redukcję stresu"? To wydaje się tak kontr-intuicyjne, że na swój sposób oburza. Nawet jak coś znajdziesz, spokój czy głębie, co dalej? Osiągniesz ósmą gęstość i będą Cię muskać skrzydła aniołów; i co z tym zrobisz? Po co rezygnować z pięknej letniej pogody i magicznych wieczorów, zostać w domu i poświęcać swój wolny czas na medytację albo inne duchowe techniki? Jak pisał Remarque: "medytacja, joga, kontemplacja pępka...chce pan zostać fakirem?"
Powiem Ci.
Medytujesz dla pani pracującej w żabce, która za dwa dni będzie miała akurat gorszy dzień; wtedy Ty będziesz kupować piwko i bułki i życzysz jej dobrego dnia. Medytujesz dla swoich rodziców, którzy są tak pomieszani swoją przeszłością i tak zagubieni w rozpędzonej teraźniejszości. Medytujesz dla swojej rodziny, która dorastała w hardym PRLu i nie miała szansy natknąć się na cokolwiek co umożliwiłoby im poznanie siebie. Medytujesz dla tych nieodzywających się i wytrwale próbujących zniknąć ludzi-cieni, którzy w tym roku jadą już na trzecim antydepresancie i nic im nie pomaga. Medytujesz dla gburowatej babci w oknie w najgorszej dzielnicy miasta, która dobrze wie, że nic jej w życiu nie zostało. Medytujesz nawet dla swojego psa i tuzina obcych, zatwardziałych w nieszczęściu ludzi, których spotkasz na poczcie, na ulicy i w kawiarni. Medytujesz dla swoich bliskich, którzy już odeszli. Trudno w to uwierzyć, ale medytujesz nawet dla dzieci swoich dzieci - wtedy jesteś/będziesz/byłeś z nimi w trudnych chwilach gdy wydaje im się, że są całkowicie opuszczeni (bo linearny czas nie istnieje). Medytujesz dla najdroższych przyjaciół, których jeszcze nie poznałaś i dla swojej drugiej połówki, której odnalezienie teraz może wydawać się Tobie abstrakcją (będziesz gotowy). Medytujesz dla pana sąsiada któremu jutro powiesz dzień dobry i dla tej obcej kobiecy w parku, która za tydzień będzie spędzać swój dzień w cichej bezradności i rozpaczy. I medytujesz dla swojego szefa, który za dwa miesiące będzie zmuszony Ciebie zwolnić z pracy. Medytujesz dla wszystkich zdruzgotanych ludzi, którzy dostali kosza po miesiącu czułej relacji, w której pozwolili sobie (w końcu) na trochę nadziei. I dla tych "ofiar", o których czytasz w głośnej prasie publicystycznej; medytujesz właśnie po to, aby oni obudzili się pewnego dnia rano i wraz z otwarciem oczu poczuli, że nie są już ofiarami; nie będą nimi nigdy więcej. Medytujesz dla tych wszystkich ludzi, których nigdy nie poznasz i którzy nigdy nie uświadomią sobie, że jakaś błaha rozmowa z Tobą odmieniła ich życie, niepostrzeżenie zainicjowała proces, który uchronił ich od zguby, nudy i wysuszenia serca. Nigdy Tobie nie podziękują, bo po prostu nikt nie dowie się, co się stało.
Kiedy naprawdę medytujesz, masz tych ludzi w dłoniach; zmarłych i nienarodzonych, przypadkowych i bliskich. Jedno spojrzenie w oczy równa się wspólnie przeżytemu życiu, a współczujące słowo, które wydostało się przypadkowo z głębi Ciebie zasieje ziarna, z których wyrosną strzeliste lasy. Będą rosły latami. Dzięki jakieś przypadkowej chwili.
Właśnie dlatego. I życzę Ci dobrej praktyki.
(Tekst pochodzi z archiwum mojej strony)