26/03/2026
To, co u Merleau-Ponty’ego pojawia się jako krytyka empiryzmu i racjonalizmu, można – w perspektywie jungowskiej i w dialogu z Bergsonem oraz Whiteheadem – odczytać jako znacznie głębszą intuicję: percepcja nie jest operacją poznawczą na gotowej rzeczywistości, lecz wydarzeniem, w którym rzeczywistość i psyche współ-ujawniają się jako sens.
Empiryzm i racjonalizm – mimo swoich różnic – zakładają podobny model: istnieje świat jako zbiór elementarnych danych, a następnie podmiot (umysł, ego) organizuje je, nadaje im formę, znaczenie, strukturę. W tym sensie poznanie jest czymś wtórnym wobec bytu. Merleau-Ponty rozbija ten model, pokazując, że to, co nazywamy „danymi”, nigdy nie jest dane jako czyste, atomowe – zawsze już pojawia się jako znacząca całość, jako figura na tle.
W języku jungowskim powiedzielibyśmy: nie istnieje percepcja pozbawiona sensu, ponieważ psyche nie jest dodatkiem do świata, lecz jego współkonstytutywnym wymiarem. To, co widzimy, od początku jest już uformowane przez głębsze struktury – archetypowe, kompleksowe, symboliczne. Ego nie „dodaje” znaczenia do rzeczywistości – ono raczej wchodzi w już istniejące pole znaczeń i próbuje się w nim zorientować.
Tu pojawia się niezwykle ważne przesunięcie: projekcja nie jest jedynie zniekształceniem percepcji (jak często bywa rozumiana w psychologii), lecz warunkiem jej możliwości. Świat może przyjąć projekcję tylko dlatego, że sam jest już strukturalnie „otwarty” na znaczenie. Można powiedzieć: psyche rozpoznaje w świecie coś, co już jest z nią współbrzmiące. To spotkanie nie jest przypadkowe – ma charakter niemal archetypowy.
W tym miejscu bardzo subtelnie widać zbieżność z myśleniem Bergsona. Jeśli czas (durée) jest pierwotnym ruchem rzeczywistości, to przestrzenne „rozkładanie” świata na elementy jest wtórną operacją intelektu. Analogicznie: jeśli percepcja jest żywym przepływem znaczenia, to rozbijanie jej na „piksele” doznań jest sztucznym zatrzymaniem tego przepływu. To co żywe, zostaje „zamrożone” w strukturze, która daje złudzenie kontroli.
Whitehead poszedłby jeszcze dalej: nie ma „rzeczy”, są tylko zdarzenia – momenty aktualizacji, w których rzeczywistość się wydarza. W tym sensie percepcja nie jest odbiorem świata, lecz jego aktualnym stawaniem się w relacji. Każdy akt percepcji jest więc mikroskopijnym wydarzeniem ontologicznym – czymś, co dzieje się pomiędzy, a nie tylko „w” podmiocie.
Jeśli potraktujemy poważnie tę linię myślenia, to Jaźń nie może być już rozumiana jako „centrum psychiki”, które organizuje doświadczenie. Bardziej adekwatne byłoby ujęcie Jaźni jako zasady relacyjnej, jako pola, w którym możliwe staje się pojawienie sensu. Jaźń nie tyle „jest czymś”, ile wydarza się w akcie znaczenia, w spotkaniu psyche i świata.
W tym świetle percepcja staje się czymś znacznie bardziej radykalnym: jest miejscem, w którym bycie ujawnia się jako sensowność. To, co widzimy, nie jest ani czysto obiektywne, ani czysto subiektywne – jest symbolem, w pierwotnym, jungowskim sensie: czymś, co jednoczy to, co rozdzielone.
Figurę i tło – o których pisze Merleau-Ponty – można więc odczytać jako dynamiczną relację świadomości i nieświadomości. To, co wyłania się jako figura (obiekt, obraz, symptom, sen), zawsze niesie ze sobą niewidzialne tło – pole sensu, które umożliwia jego pojawienie się. I nigdy nie mamy dostępu do figury w oderwaniu od tego tła. Każde „widzenie” jest już interpretacją, choć nie w sensie intelektualnym, lecz ontologicznym.
Z tej perspektywy iluzją okazuje się przekonanie, że możemy dotrzeć do „czystych danych” albo „czystego poznania”. Zawsze już jesteśmy zanurzeni w sensie. Ego, które chce być autonomicznym podmiotem poznania, odkrywa raczej swoją wtórność – jest jednym z momentów w większym procesie, który je przekracza.
Można więc powiedzieć, że percepcja jest pierwszym miejscem indywiduacji świata i psyche.
Nie zaczyna się ona w analizie, ani w refleksji, lecz w samym akcie widzenia, słyszenia, bycia. To tam dokonuje się pierwotne „coniunctio” – nie jako idea, lecz jako doświadczenie. I być może właśnie dlatego każde autentyczne spotkanie ze światem – nawet najprostsze – niesie w sobie potencjał przemiany.