Małgorzata Liszyk-Kozłowska

Małgorzata Liszyk-Kozłowska Strona zawodowa i publiczna psychoterapeutki Małgorzaty Liszyk-Kozłowskiej

❤️Uwaga:-). Dzisiaj SERCE  jest bliżej niż myślisz:-)❤️Dla tych wszystkich z nas, którym ❤️wyrywa się spod warstw swetró...
25/01/2026

❤️Uwaga:-). Dzisiaj SERCE jest bliżej niż myślisz:-)❤️
Dla tych wszystkich z nas, którym ❤️wyrywa się spod warstw swetrów 🙂, do pomocy WOŚP, ale których nieodśnieżony wyjazd z domu, auto przysypane śniegiem tak, że wystarczy odgarnąć reflektory, wsadzić marchewkę i mamy bałwana, albo przemoczone buty i skarpety, a w konsekwencji katar, skutecznie zatrzymały w łóżku — dobra wiadomość!

Pomagać można bez wstawania spod kołdry: online (przelew, BLIK).❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️

W komentarzu link do wsparcia tej cudownej, w tym roku uzdrawiającej brzuszki naszych dzieci Orkiestry — grającej czystym tonem dobra, nawet jeśli dziś gramy w kapciach.
W końcu to my jesteśmy tą Orkiestrą.

Uśmiechy 🙂❤️
Małgosia

Ps.grafika niezrównanej Matylda Damięcka . Okulary jako znak nieskończoności - zazdroszczę (życzliwie:)wrażliwości i talentu, by tak subtelnie a trafnie połączyć kropki:).

#

Kiedy rodziłam swoje dziecko, wokół mnie były serduszka.Na inkubatorze. Na sprzęcie. W szpitalu.Dlatego nie pozwolę, żeb...
23/01/2026

Kiedy rodziłam swoje dziecko, wokół mnie były serduszka.
Na inkubatorze. Na sprzęcie. W szpitalu.
Dlatego nie pozwolę, żeby dziś ktoś mi mówił, że WOŚP „nie ma sensu”.

W niedzielę gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
I ja- z całego serca i z całej mocy-deklaruję, że jak co roku biorę w niej udział. Tak jak brałam od pierwszej Orkiestry. To chyba była najmroźniejsza ze wszystkich Orkiestr ?:-)

Wtedy te serduszka nie były jeszcze brudzone polityką ani zawłaszczane przez pseudowiarę.
Nawet wielu księży nie myliło ambony z sejmową mównicą ani Kościoła z partią polityczną i potrafiło jasno mówić, że każda pomoc potrzebującym jest dobra i jest dobrem.

Nie było systemowego podważania autorytetu Jerzego Owsiaka ani pogardy wobec tysięcy ludzi – często bardzo młodych - którzy, marznąc stali z puszkami.
A dziś próbuje się im wmawiać, że nie uczestniczą w czymś WAŻNYM i DOBRYM !
Tym młodym, pełnym wiary ludziom odbiera się prawo do użycia słów, które we współczesnym świecie należą do rzadkości!

I kto to najczęściej robi ? Ludzie, którzy sami z ideą pomocy nie mają wiele wspólnego, za to chętnie handlują w swoim (często materialnym celu, bo władza to też i pieniądze) cudzym zaangażowaniem i cudzą uczciwością.

Dla mnie każdy dzień zbierania pieniędzy przez WOŚP, to zawsze była jakaś forma wzniosłości wspólnoty i solidarności.
Poczucie, że robimy coś razem.
Kiedy słyszę: „nie dam na Owsiaka, bo kupi sobie kolejną willę” – trafia mnie szlag.
Bo w tym jest obrzydliwość odbierania sensu ludziom zaangażowanym w Orkiestrę.

Od narodzin mojego syna – to było naprawdę dawno, jeszcze w ubiegłym tysiącleciu🫣 – przez całe życie wielokrotnie byłam w szpitalach. Operacje, oddziały, różne momenty.
I wszędzie, absolutnie zawsze widziałam serduszka!

I cholera – nie dam sobie tego odebrać.
Nie pozwolę, żeby ktoś mi wmówił, że to nie ma sensu.

Tak długo, jak żyję, i tak długo, jak będzie Orkiestra, będę się dzielić tym, co mam.
Bo te pieniądze wróciły do mnie wielokrotnie.
I do ludzi, którzy są dla mnie ważni.
Uśmiechy :)
Małgosia

Ps.jeśli podzielasz moje zdanie - daj tu proszę znać i zachęć jak największą liczbę ludzi, by dołożyli się do puszki z sercem :).
W tym roku w WOŚP zbieramy na wsparcie diagnostyki i leczenia chorób przewodu pokarmowego u dzieci, pod hasłem „Zdrowe brzuszki naszych dzieci”.

Chat gpt zna wiele słów, tylko nie ma serca. Tak,  to mój popis intelektu, odkrycie stulecia, godne nagrody😂.Np . liczę ...
16/01/2026

Chat gpt zna wiele słów, tylko nie ma serca. Tak, to mój popis intelektu, odkrycie stulecia, godne nagrody😂.
Np . liczę na talon na balon lub order z kaloryfera ( o tym ostatnim usłyszałam u stomatologa 🤔).
Do rzeczy:
Coraz częściej widząc czyj wpis, już automatycznie go pomijam. Dlaczego ? Bo coraz szybciej rozróżniam, że to dzieło maszyny. Emotikony, strzałki, wyróżnienia, kropki, słoneczka i takie tam podobne do siebie esy- floresy. Trochę jak ze szlaczków w zeszytach pierwszoklasisty ( nie wiem, czy nadal robi się szlaczki?).
Do tego okrągły, toczący się lekko i często o niczym, tekst. Nie jest osobisty, ale długi jest jak diabli.
Gdyby był napisany po ludzku czyli przez człowieka, być może by mnie wciągnął , ale on mnie wypluwa, bo jest jak taka duża, kolorowa i pusta piłka.
Nie mam problemu z używaniem Chata czy innych narzędzi. To dobre wsparcie przy redakcji i porządkowaniu myśli.
Problem zaczyna się wtedy, gdy narzędzie zaczyna mówić zamiast człowieka.
Coraz częściej widzę to także w swojej pracy. Ktoś opowiada mi o mailu, który dostał. Od męża. Od ojca, który odezwał się po latach. Czy od ukochanej osoby.
Tylko to nie jest list od człowieka do człowieka, a zapis czata. Forma poprawna, emocje nazwane, zdania ułożone. Ale bez obecności, charakteru.
I na ogół pełne patosu graniczącego z egzaltacją nastolatka.
Mam wrażenie, że zaczynamy korespondować nie jako ludzie, tylko jako pośrednicy między narzędziami. Dwie maszyny wymieniają się treścią, a my stoimy obok i płacimy abonament.

Zastanawiam się, dokąd to nas prowadzi.
Bo wygląda na to, że zaczynamy tworzyć relacje bez relacji. Poprawne, wygładzone, ale pozbawione ludzkiej nieporadności, ryzyka i napięcia.
Czy w konsekwencji za jakiś czas przestaniemy rozmawiać, bo nie umiemy wyrażać myśli jak chat ?
Chryste, to przecież dramat!
Zabawiłam się i wrzuciłam w chat gpt zwykle zdania oczekując, że zamieni je w „ literackie”.
Ja pisałam w imieniu „zwykłego człowieka”.
Oto przykłady :):

1.Zwyczajny człowiek:
Zrobiłem dużo głupich rzeczy. Żałuję. ( w wersji mniej eleganckiej: Spiep…. sporo rzeczy. Żałuję.”)

Czat – wersja „monolog wewnętrzny w stylu Hamleta” :
Patrząc wstecz na swoje decyzje, widzę wyraźnie, jak wiele błędów popełniłem. Niosę w sobie ciężar refleksji i żalu, który skłania mnie dziś do szczerego wyznania.

2.Zwyczajny człowiek
Nie było mnie. Wiem, że to bolało.( w wersji między bliskimi sobie, mogłoby to nawet brzmieć: „wiem, że dałem d…”)

Czat – wersja „tragizm postaci”
Moja nieobecność była wyborem, który dziś widzę w zupełnie innym świetle. Uświadomiłem sobie, jak bardzo mogła ona zranić i jak wiele pozostawiła po sobie niedopowiedzeń.

3.Zwyczajny człowiek
Brakuje mi Ciebie, choć nie wiem, co z tym zrobić.

Czat – wersja „Hamlet w kryzysie” lub Hamlet i Romeo w jednym ( to dopiero czad 😂)
Pomiędzy tym, co było, a tym, co jest, pojawiła się we mnie przestrzeń pełna tęsknoty i pytań bez odpowiedzi. Brak Twojej obecności stał się czymś, czego nie potrafię już ignorować.

Itp, itd…

Już kiedyś o tym pisałam- bardzo lubię stare przedmioty, bawiłam się nawet trochę w renowację mebli 🙂, i zachwyca mnie wabi- sabi czyli japońska koncepcja zauważania niedoskonałości jako przejawu natury.
Czyli prawdy, prawdziwości.
Po prostu piszę teraz sobie i Wam: doskonałość każdego z nas jest możliwa. Kiedy? Gdy zgodzimy się na naszą niedoskonałość.
Bo prawda i prawdziwość to sztuka życia. Jedyna doskonała 🙂

Uśmiechy 🙂
Małgosia


Kilka lat temu czytałam wszystko, co mogłam znaleźć o życiu w Korei Północnej. Robiłam to z autentycznego niedowierzania...
10/01/2026

Kilka lat temu czytałam wszystko, co mogłam znaleźć o życiu w Korei Północnej.
Robiłam to z autentycznego niedowierzania – nie mieściło mi się w głowie, że w czasie rzeczywistym, równoległym do naszego, mogą żyć ludzie, którzy kradną sobie psie odchody po to, by móc wykazać się ich posiadaniem, a następnie oddać je państwu jako nawóz dla rolnictwa. Za ich brak groziły wysokie sankcje. Brzmiało to jednocześnie strasznie, okrutnie i absurdalnie. Jak współczesne science fiction. A jednak było opisywane jako codzienność.

O zbieraniu i oddawaniu odchodów jako „nawozów organicznych” czytałam m.in. w książce „Dziewczyna o siedmiu imionach” Hyeonseo Lee (w polskim wydaniu często z podtytułem: Uciekłam z Korei Północnej), w której autorka opisuje swoje dzieciństwo i młodość w Korei Północnej oraz codzienne absurdy wynikające z chronicznych niedoborów i państwowego przymusu. W latach długotrwałych kryzysów żywnościowych władze rzeczywiście narzucały obywatelom obowiązek dostarczania tzw. nawozów organicznych – w tym ludzkich i zwierzęcych odchodów – co potwierdzają także relacje uciekinierów oraz raporty organizacji międzynarodowych.

Złapałam się na myśli, że żeby mną wstrząsnąć, potrzeba już skrajności. Że muszą to być historie o kradzionych odchodach, o donoszeniu na własne dziecko albo na własnego rodzica – tak jak ma to miejsce w systemach totalitarnych. A przecież moją i Waszą codziennością równie „nie do wiary” jest to, że znajomi zostali pobici tylko dlatego, że są gejami. Albo że musieli zrezygnować z wynajmowanego mieszkania, bo komuś nie spodobała się ich miłość. Innym przeszkadza to, że ludzie bez ślubu chcą zagwarantować sobie pewne prawa itd., itp.
Lgbt, związki partnerskie, ludzie, którzy nie chcą dzieci, ludzie, którzy chcą mieć ich wiele, chodzący i niechodzący do kościoła itd, itd.
Gorsi, lepsi.
A kategoria : INNY ?
Inny ode mnie. Nie gorszy ani lepszy . Inny ! Gdzie się podziała ?

Tak ogromny poziom nietolerancji stał się tak powszechny, że przestał się wyróżniać. Stał się częścią codzienności. Czymś, obok czego się przechodzi.

Postanowiłam o tym napisać, bo nie chcę, żebyśmy tego nie widzieli i przechodzili obok takich historii obojętnie. Obojętność jest formą zgody. Jest zobojętnieniem, które wygładza to, co powinno nas poruszać, i spłaszcza to, co domaga się sprzeciwu, reakcji i realnej pomocy.

Dla mnie jedynym sensownym kryterium oceny tego, co dzieje się wokół, jest jedno pytanie: czy czyjeś działanie krzywdzi drugiego człowieka.
Jeśli tak – wymaga sprzeciwu i reakcji.
Jeśli nie – jeśli są to jedynie zachowania niewygodne, obce czy czyimś zdaniem „nie do przyjęcia”, ale nikogo nie ranią, nikogo nie upokarzają i nikomu nie odbierają praw – to nie wchodźmy z butami w cudze życie, bo ingerowanie w nie jest zwykłą przemocą.
Nie moralnością. Przemocą. I dorabianie do przemocy ideologii, używanie wielkich słów, jest zawijaniem w zloty papierek …
Tak, właśnie tego.

Małgosia

06/01/2026
Czy czujesz się czasami Czarną Owcą ? 🙂W mojej pracy zawodowej bardzo często spotykam się z osobami, które mówią o sobie...
30/12/2025

Czy czujesz się czasami Czarną Owcą ? 🙂

W mojej pracy zawodowej bardzo często spotykam się z osobami, które mówią o sobie wprost: jestem czarną owcą.
Czasem pada to zdanie z ironią, czasem z bezradnością, czasem z bólem.
Często pojawia się też inne słowo: odszczepieniec. Ktoś, kto nie mieści się w swoim stadzie — rodzinnym, zawodowym, społecznym.

Jednocześnie wiem, że doświadczenie bycia czarną owcą nie jest całkowicie obce nikomu z nas.
Każdy choć przez chwilę bywał poza stadem — kiedy się rozwodził, kiedy odchodził z pracy, kiedy zmieniał decyzję, kierunek, dotychczasowy porządek.
Za każdym razem było to naruszenie jakiegoś systemu.
Za każdym razem ponosiliśmy jakiś koszt: w relacjach, w obrazie siebie, w poczuciu przynależności.

Różnica polega na tym, że dla niektórych jest to epizod, a dla innych sposób istnienia.

Gdybym miała spróbować uogólnić to, co najczęściej słyszę, znaleźć wspólne słowa dla wielu osób, z którymi pracuję, to mogłoby to zabrzmieć właśnie tak.

Oto wyznanie czarnej owcy, które szczególnie „nazwało” mi się, po jednej z wczorajszych sesji:

„Nie wiem, kiedy dokładnie stałam się czarną owcą.
Myślę, że bardzo wcześnie.Od dziecka czułam się inna. Jak obserwatorka stada, a nie jego część.
Byłam blisko — ale nie byłam w środku.
Stałam na brzegu, nigdy w centrum. Patrzyłam, słuchałam, rozumiałam.
Z zewnątrz mogłam wyglądać jak inni.
W środku nie czułam się jak oni.
I to mi zostało.
Z czasem zrozumiałam, że do mnie po prostu więcej dociera.
Mam "cienką skórę". Rejestruję pęknięcia, niespójności, drobne przesunięcia, które inni potrafią ominąć albo zagadać. To, co raz zobaczę i zrozumiem, nie daje mi się się już „odzobaczyć”.
Dla mnie słowa takie jak uczciwość, sprawiedliwość, moralność, etyka, prawda ,nie są ozdobą języka ani czymś z innej epoki. One są codzienne. Obecne.
Kiedy coś się nie zgadza, czuję to bardzo wyraźnie. I wiem, że mogłabym to zracjonalizować. Głupia nie jestem. i mogłabym sobie to poukładać, wytłumaczyć, dopasować.
Tylko, i to jest moje „przekleństwo”, że w tej racjonalizacji zawsze widziałabym moment, w którym siebie oszukuję.
A tego kosztu nie potrafię ponieść. Po prostu nie potrafię i już.
I dlatego nie umiem, nie mogę się przefarbować - zbyt źle bym się czuła.
Wiele razy słyszałam, że przesadzam.
Że jestem nadwrażliwa.
Że robię problem tam, gdzie go nie ma.
Że powinnam się dostosować, przymknąć oczy, żyć „jak inni”.
Kiedy nic to nie dawało, zaczęto tłumaczyć mnie mną samą. Moimi emocjami. Moją rzekomą niestabilnością. Pojawiały się sugestie, że coś jest ze mną nie tak. Że może depresja. Że może brak równowagi. Że może po prostu nie do końca normalna.
Zrozumiałam wtedy coś ważnego:
nie chodzi o to, że moje argumenty są nietrafne.
One nawet nie muszą zostać nazwane nietrafnymi.
Wystarczy, że przestanę być traktowana jak ktoś „w pełni wiarygodny”. Jak ktoś normalny. Wtedy nie trzeba już mierzyć się z tym, co mówię.
Widzę też, jak działa większość.
Nie musi być uczciwsza ani bardziej moralna.
Wystarczy, że jest większością. Że jest do siebie podobna. Że się nawzajem utwierdza. To podobieństwo daje jej siłę i poczucie racji.

Ja też chcę przynależeć.
Bardzo.
Ale wiem, że w moim przypadku przynależność miałaby swoją cenę. A tą ceną byłaby rezygnacja z siebie. Z mojego widzenia świata.
Z mojego wewnętrznego kompasu.

Nie szukam litości ani współczucia - to mnie wręcz drażni i wkurza!.
Potrzebuję szacunku, ale tego raczej, to już wiem, w tym stadzie „białych”nie dostanę, bo naruszam ich porządek. Wystaję i niewygodnie mnie widać i słychać.
Uczę się więc szukać go gdzie indziej. W swojej niezależności. W relacjach, które dopiero buduję. W nowym stadzie, które nie wymaga ode mnie, żebym udawała białą.”

W mojej pracy spotykam wiele czarnych owiec i coraz wyraźniej widzę, że bycie czarną owcą nie mówi tylko tym o człowieku — mówi też sporo o stadzie, w którym przyszło mu żyć czy pracować .
I że każdy potrzebuje stada o jego prawdziwym kolorze 🙂
Czego sobie i Państwu życzę na Nowy Rok i na zawsze 🙂

Uśmiechy 🙂
Małgosia

Ps. te trzy owce wiem, że są paskudne, ale nie udało mi się nic innego wygenerować, a sama za czarną owcę nie byłam w stanie się przebrać, gdyż mam ją w sobie 🙂

Dawno, dawno temu – nie za górami, nie za lasami, tylko nad polskim morzem, w Gdańsku – urodziłam się metodą urwania się...
26/12/2025

Dawno, dawno temu – nie za górami, nie za lasami, tylko nad polskim morzem, w Gdańsku – urodziłam się metodą urwania się z choinki. W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Czyli -bombkowo.

I tak sobie wymyśliłam, ze ta data upoważnia mnie do sporej dawki życia „inaczej”:)
I dlatego dziś, na oczach Państwa, bezczelnie, jawnie i wprost, życzę wszystkiego najlepszego… sobie.
Nie oznacza to, że innym nie życzę:).
Po prostu uczę się wreszcie myśleć o sobie częściej — bez tłumaczeń i bez poczucia winy.

I jeszcze jedno: Szanowna Opatrzności Wyższa — cokolwiek przez to rozumieć i cokolwiek ja przez to rozumiem — mam do Ciebie bardzo krótką, ale konkretną prośbę.
Pozwól mi w swojej łaskawości uczyć się już dalej życia z książek, a nie wyłącznie na własnej skórze. Naprawdę, już mi wystarczy. Dziękuję uprzejmie za każdą lekcję, ale chętnie zacznę korzystać z wystarczającej wiedzy:-).

A jeśli mogę mieć jeszcze jedno marzenie — takie na kiedyś, nie że za chwilę 🙂 - chciałabym zostawić po sobie ślad w pamięciach ludzi.
Taki, po którym zostaje porządek w czyichś sercach. I poczucie, że było trochę lżej.
To takie marzenie, które daje mi poczucie sensu w tym jak staram się żyć prywatnie i daje sens mojej pracy.

A na koniec — zupełnie prywatnie — to zamierzam dalej wisieć w swoim życiu, po swojemu.

PS. Zdjęcie stare, z zeszłego roku.
W tym roku w święta choruję, więc się nie pokazuję.
PS 1. Ha, pojawił się rym -okazało się, że jestem wiejską poetką😂
Ps2.Jak odpowiadać na pytanie, które to urodziny ? Niezmiennie : kolejne 🙂

Uśmiechy 🙂
Małgosia

Prowadziłam kiedyś szkolenia dla nauczycieli o tym, jak mądrze pomagać dzieciom doświadczającym przemocy. Jednym z najtr...
12/12/2025

Prowadziłam kiedyś szkolenia dla nauczycieli o tym, jak mądrze pomagać dzieciom doświadczającym przemocy.
Jednym z najtrudniejszych tematów była rola matki.
Dlaczego?
Bo gdy dziecko przychodzi do szkoły z siniakami, to od niej najczęściej oczekuje się natychmiastowej reakcji. Jakby strach, wstyd i poczucie winy nie miały prawa jej dotyczyć.

A przecież bywa tak, że ona sama jest ofiarą przemocy i jest przerażona.
Bywa, że czuje się bezradna emocjonalnie, prawnie, finansowo.
To jej nie usprawiedliwia. Absolutnie. I nie o tym piszę.
Piszę o tym, że jeśli naprawdę chcemy pomóc dziecku, czasem trzeba najpierw zobaczyć właśnie ją.

Bo matka jest jak gałąź, na której stoi dziecko.
Bywa, że jest jedyną gałęzią, na której ono jeszcze może stać.
Jeśli ta gałąź już pękła i jeszcze ją dociążymy — złamie się szybciej.
A wtedy dziecko spada. I nie ma gdzie stanąć.

Drugim tematem była przemoc między dziećmi.
I pytanie, które wciąż wraca:
kto tu właściwie jest ofiarą?
Czy zawsze tylko ten, kto „oberwał”?

Pamiętam chłopca, który przez długi czas obrażał większego kolegę.
Słowami, ironią, drobnymi ukłuciami, których dorośli często nie widzieli. Umiał celnie trafić w czułe punkty.
Aż w końcu tamten nie wytrzymał i uderzył. I nagle wszystko stało się proste: sprawca i ofiara. Cała wcześniejsza historia zniknęła.

A przecież przemoc rzadko zaczyna się w jednym momencie.
Czasem ten, który krzyczy, robi to z bezradności.
A ten, który wygląda na słabszego, potrafi ranić po cichu — długo i skutecznie.

I tu pojawia się pytanie, którego zwykle nie chcemy sobie zadać:
czy my, dorośli, naprawdę nigdy nie mieliśmy momentu, w którym mieliśmy dość?
Tak bardzo dość, że przez głowę przeszła myśl, by kogoś uderzyć — choć tego nie zrobiliśmy.
Ja mówię wprost: miałam i pewnie jeszcze nie raz będę mieć. Jednak nie idę za emocją, jestem w stanie ją zahamować, bo my, dorośli, mamy hamulce.
Dziecko jeszcze nie.
Ono jest zalane emocjami, których nie umie rozładować inaczej.
Dlatego nie wystarczy je ukarać. Trzeba mu pomóc nauczyć się innego sposobu reagowania.

Ale jeśli ktoś doświadcza ciągłego naruszania swojego bezpieczeństwa emocjonalnego i godności, to czy naprawdę nie wymaga to zrozumienia?
Czy naprawdę wystarczy wskazać jednego winnego tego, co się stało, i zamknąć sprawę?

Rzeczywistość nie jest czarno-biała — a pomoc ?
Ta prawdziwa zaczyna się tam, gdzie nie uciekamy od złożoności:).

Uśmiechy:)

Małgosia

Sławetne „stawianie granic”.Ten moment, gdy ktoś mówi: „Zmień terapeutę, bo odkąd chodzisz na terapię, bardzo się zmieni...
09/12/2025

Sławetne „stawianie granic”.
Ten moment, gdy ktoś mówi: „Zmień terapeutę, bo odkąd chodzisz na terapię, bardzo się zmieniłaś. Na gorsze!”

Krzyczą, krzyczą, krzyczą…
Najczęściej ci, którzy na Twoim „nie” najwięcej stracili.

A w rzeczywistości wygląda to tak:
dźwigasz swoje symboliczne 100 kilogramów przez lata. I nagle siada na tym wszystkim np. mała mucha — gram więcej. Niby nic, a jednak ten gram sprawia, że ciężar wypada Ci z rąk. Masz dosyć. Idziesz na terapię.

Zaczynasz rozumieć, że jeśli nie zaczniesz stawiać granic, będzie tylko ciężej.
I tu właśnie zaczyna się zmiana — Twoja.
Ale! Uwaga! I tu się zaczyna!
Bowiem zaraz za ową zmianą, pojawia się opór tych, którzy dotąd korzystali z Twojej ciszy, uległości i dostępności.

Bo przed terapią byłaś wygodniejsza — dla innych.
A teraz wychodzisz z kąta ( to miejsce na miotłę a nie Ciebie !), wyrastają Ci skrzydła i chcesz być wygodniejsza dla siebie. Hurra! 🙂
I masz decyzję i odwagę nazywać rzeczy wprost, czarno na białym.
W końcu 🙂
Gratuluję 🙂

Uśmiechy 😉
Małgosia


Emocjami i myślami nie mogę wyjść z kina. Obejrzałam  film „Norymberga”, opowiadający o procesie norymberskim. Niesamowi...
07/12/2025

Emocjami i myślami nie mogę wyjść z kina. Obejrzałam film „Norymberga”, opowiadający o procesie norymberskim. Niesamowity film. Wybitny. Bardzo polecam. W tym filmie jedną z głównych postaci jest Hermann Göring, a to, jak został pokazany — prawdziwy w swoim zachowaniu, niewykreowany, nieudawany — niesie ciężar, który trudno jest mi strząsnąć z pamięci.

Na tej samej fali obejrzałam również film „Hannah Arendt”, pokazujący jej obecność i refleksje z procesu Adolfa Eichmanna w Jerozolimie. Eichmann był jednym z głównych organizatorów Zagłady — urzędnikiem odpowiedzialnym za logistykę deportacji milionów Żydów do obozów śmierci. Jeśli filmu jeszcze nie znacie, poszukajcie go na którejś z platform. Obejrzenie obu tych historii — Göringa w Norymberdze i Eichmanna w Jerozolimie — to wyjątkowa dawka refleksji nad dobrem, złem i naturą ludzką, pokazana z dwóch zupełnie różnych perspektyw.

Arendt twierdziła, że zło nie ma głębi. Nie jest mroczną otchłanią ludzkiej natury ani tajemniczą siłą, którą trzeba zgłębiać. Uważała, że zło jest płytkie, powierzchowne i rodzi się raczej z bezmyślności, konformizmu i braku refleksji.

Jej słynne określenie „banalność zła” — często mylnie rozumiane — nie oznacza, że zło jest zwyczajne. Oznacza, że powstaje z myślowej pustki. Człowiek czyni zło nie dlatego, że intensywnie nad nim rozmyśla, ale dlatego, że nie myśli wcale. Nie zadaje pytań moralnych, unika odpowiedzialności, dopasowuje się do systemu, wykonuje polecenia, a potem racjonalizuje swoje działania.

Dlatego Arendt mówiła, że zło jest „płaskie” i „bez korzeni”.
To dobro ma korzenie.
Dobro może wyrastać z refleksji, z myślenia, z odwagi cywilnej i z wewnętrznego zobowiązania moralnego. Może sięgać głęboko, przemieniać świat u podstaw, wywracać istniejący porządek. Rodzi się z decyzji wymagających odwagi, często z gotowości poniesienia konsekwencji — zwłaszcza w systemach, które nagradzają posłuszeństwo, a karzą za niezależność.

Na koniec zostawiam Was z jednym z najistotniejszych i najmocniejszych dla mnie zdań Arendt, szczególnie mi ostatnio bliskiego i ważnego:

„Działanie jest jedynym sposobem, w jaki ludzie ujawniają, kim są.”

Małgosia

Na zdjęciu : Hannah Arendt- jedna z najważniejszych filozofek XX wieku, zajmująca się naturą władzy, totalitaryzmu i odpowiedzialności moralnej. Sama była pochodzenia żydowskiego i trafiła do obozu internowania dla Żydów we Francji, skąd udało jej się uciec.

Słowa.Niby tylko dźwięk.A jednak potrafią unieść — albo z hukiem rzucić na ziemię.Ktoś coś mówi. Obiecuje.Czasem po to, ...
01/12/2025

Słowa.
Niby tylko dźwięk.
A jednak potrafią unieść — albo z hukiem rzucić na ziemię.

Ktoś coś mówi. Obiecuje.
Czasem po to, żeby poczuć się ważnym.
Czasem, żeby przez chwilę zobaczyć siebie w lepszej wersji.
Czasem — zupełnie bezmyślnie.

A my te słowa bierzemy serio.
Bardziej serio niż ten ktoś, kto je wypowiedział.
Układamy je w sobie, traktujemy jak zapowiedź, jak kierunek naszego życia czy działań.
I wtedy, kiedy te słowa nie mają ciągu dalszego, kiedy zostają nam odebrane…
to nie jest tylko brak spełnionej obietnicy.
To pęknięcie w miejscu, które miało być bezpieczne.

Najtrudniej jest wtedy, gdy ktoś zabiera swoje słowo bez słów.
Bez odwagi powiedzenia: „Przepraszam, zmieniłam zdanie”.
Kiedy zamiast szczerości dostajemy milczenie, unik, zaskoczenie.
Albo przerzucenie odpowiedzialności na nas — jakbyśmy to my czegoś nie zrozumieli.
Wtedy tracimy nie tylko obietnicę.
Tracimy wiarę, że relacja opiera się na uczciwości, a my w niej jesteśmy WAŻNI — godni szacunku dla nas i naszego życia.

Bo co w relacji waży więcej niż słowo wypowiedziane odpowiedzialnie?
Słowo, które nie jest zabawą, tylko wyborem.
Słowo, które ktoś naprawdę unosi — aż do końca.

Ja nie widzę nic ważniejszego.
Słowa są czasem jak grunt pod nogami drugiego człowieka.

Dlaczego o tym piszę?
Bo mając swoje lata — wiem z doświadczenia, o czym piszę.
Ale też dlatego, że „zdrada wartości słów” to jeden z najczęściej powracających wątków w mojej pracy.
Uważajmy na wypowiadane słowa. Ważmy je.
Bo to nieprawda, że liczą się tylko czyny.
Słowa również są czynami — bo niosą skutek.
W sercu. I w naszym życiu.

Uśmiechy 🙂
Małgosia

Ps. To zdjęcie ze spaceru po jednym z warszawskich parków (nie pamiętam jego nazwy:-( ) .
Rzeźba o nadanym przez mnie tytule: "wiara czyni cuda:-) - nawet drzewa mają skrzydła 🙂."

Adres

Warsaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Małgorzata Liszyk-Kozłowska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Małgorzata Liszyk-Kozłowska:

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria