30/03/2026
🤔 Obrażanie się to manipulacja?
• Kamila Drężek: – Bywa nią, gdy jest używane jako część strategii, która ma na celu wpędzenie nas w poczucie winy, wymuszenie określonego zachowania, na przykład przeprosin. Osoby o cechach narcystycznych mają skłonność do takich zachowań, określanych jako karanie ciszą.
Ale takie zachowanie nie musi być zawsze wyrachowaną metodą cynicznego gracza. Czasem zamiast stawić czoła trudnej sytuacji, uciekamy się do schematu, który jest prostszy w realizacji niż otwarta komunikacja, ale też mniej dojrzały. To reakcja typu: zabieram swoje zabawki i idę do innej piaskownicy. Albo wręcz: siadam na ławce i płaczę, a ty patrz, jak cierpię! To sposób na to, by pokazać, że w relacji zdarzyło się coś, co nas zezłościło, sprawiło nam przykrość… Druga strona nie do końca wie co, ale widzi pewną demonstrację, że nie jest tak jak dawniej.
• Ma się domyślić. A potem pokajać się i przeprosić.
– Niekiedy na pewno tak. Nawet badania pokazują, że osoby ignorowane często internalizują winę. Biorą ją na siebie, mimo że jej nie ponoszą. Milczenie jest bierną agresją. Nie daje szansy na obronę, bo nie ma konkretnego zarzutu, na który można odpowiedzieć.
• Może by padł, gdybyśmy usiedli i porozmawiali o tym, co się zdarzyło, ale z tym w relacjach mamy największy problem.
– Do tego trzeba mieć zdolność rozumienia, co się z nami dzieje, obserwowania swoich emocji i adekwatnego reagowania. Obrażanie się to sięganie do niedojrzałego kawałka siebie, który dużo o nas mówi. Pokazuje, że brak nam umiejętności radzenia sobie z emocjami, co może się wiązać z niepewnością czy niską samooceną. A czasem brakuje nam umiejętności związanych z asertywnością, stawianiem granic. Uciekamy się do formy pośredniej, obrażenia się, bo to chroni nas przed konfrontacją.
• Może to dobry moment, by się sobie przyjrzeć i dowiedzieć, co się kryje za taką reakcją?
– Zdecydowanie. Zadać sobie pytanie: dlaczego tak reaguję, wybieram obrażanie się? Czego mi brakuje, że nie mogę inaczej zareagować na tę sytuację? Czy nie umiem poradzić sobie z ogromem emocji, jakie przeżywam? Może wtedy lepiej poczekać chwilę, nabrać oddechu. Uporządkować to, co pochodzi ze mnie, a co naprawdę zrobiła druga osoba. Bywa, że reagujemy tak naprawdę na naszą interpretację sytuacji, a nie na to, co w istocie zrobiła druga osoba. Takie reakcje wypływają z naszej kruchej samooceny, ale też wzorców. Mogliśmy zaobserwować w dzieciństwie, że takie metody są skuteczne. Kiedy mama obrażała się na ojca, to ten przynosił kwiaty i próbował ją udobruchać. Kiedy siostra się obrażała, to rodzice próbowali wyciągnąć, o co jej chodzi. Mogliśmy nabrać przekonania, że obrażanie się to skuteczna strategia.
• Na co?
– Czasem chodzi o to, by wywalczyć lepszą pozycję. Wymusić na drugim, by to on wyciągnął rękę, zabiegał. Trudniej wyznać wprost: potrzebuję twojej uwagi. Zależy mi, żebyś zauważył moje emocje, mnie, potrzebuję ciebie. A dokładnie tego chcemy od drugiej osoby, jeśli się obrażamy, tylko źle to demonstrujemy. Co więcej, niewłaściwa reakcja może płynąć z całkiem mylnych założeń.
• To znaczy?
– To nie czyjeś zachowanie musi być raniące, tylko nasza jego interpretacja. Warto zastanowić się, czy przypadkiem sami nie nadaliśmy czemuś negatywnego, krzywdzącego nas wymiaru. Milcząc, nie pozwalamy też drugiej osobie na to, by nauczyła się naszej wrażliwości i potrzeb, zrozumiała, że pewne tematy mogą na nas działać jak płachta na byka. Chcemy o nich rozmawiać inaczej albo wolimy ich nie poruszać. Wiedząc, jaki kto jest, możemy być bardziej uważni na coś w kontakcie z tą osobą, a jednocześnie zachować autentyczność. Bo to właśnie ją tracimy, obrażając się. W relacji zostaje zaburzony przepływ. Czujemy, że coś się stało po drugiej stronie, ale nie wiemy co.
• Kiedy tak na to popatrzymy, obrażanie się przestaje być zwykłym strzeleniem focha. Staje się poważną przeszkodą w rozwoju relacji, czymś, co nie pozwala nam się poznawać.
– Może w ogóle ją pogrzebać, bo nie wiadomo, jak ktoś na nasze obrażanie się zareaguje. Niektórzy mogą mieć uraz do milknących osób, bo byli już tak traktowani w przeszłości i sama taka reakcja doprowadzi do tego, że skończą relację. Możemy też trafić na osobę, która będzie uległa i dążyła do tego, aby było miło. Cisza może w niej z kolei wywołać nieautentyczność, próby przywrócenia dobrej atmosfery, ale to będzie pozorne, bo nie dojdzie do prawdziwej rozmowy.
• A ci, którzy chowają urazę latami? Bywają osoby, które potrafią wypominać partnerowi coś, co się zdarzyło dwadzieścia lat wcześniej, nieustannie i z ogromnym dramatyzmem. Trwanie w urazie wydaje się częścią ich konstrukcji psychicznej, a może i strategii.
– Ile razy byśmy takiego kogoś przepraszali, to i tak ta rana jest nadal żywa. Trzeba by było sprawdzić, na ile chodzi o tę ranę, a na ile o coś, co się przeżywa w danym momencie i co uruchamia stare zatargi. Pielęgnowanie urazy to zgubny mechanizm, i też mamy wybór, czy w nim tkwić. Zadałabym takiej osobie pytanie: czego potrzebujesz, aby ta rana się zabliźniła? Może się okazać, że ktoś wcale tego nie chce, bo chodzi mu o to, by wiecznie używać tego jako argumentu i gnębić drugą stronę albo nie zajmować się innymi problemami w relacji, bo gdy wychodzą, zawsze w takiej chwili może wyciągnąć swojego asa z rękawa i wbić drugą stronę w poczucie winy, zamknąć jej usta.
• Czy to nie jest strategia, jaką lubią też osoby narcystyczne? Pokazać drugiej stronie, że zawiniła, ukarać ją, postawić się w pozycji wyższości?
– Tak, za narcyzmem stoi bardzo niska samoocena, więc te osoby muszą wiecznie reżyserować sytuacje, w których zyskują przewagę, pokazują siebie jako ofiarę czyichś złych zachowań, manifestują to, że coś poszło nie tak z czyjejś winy, by uzyskać kontrolę nad sytuacją i wymusić przeprosiny, narzucić podporządkowanie, potwierdzenie swojej wyższości. To wszystko nosi cechy manipulacji.
WO 10.03.2026
Obraz by Chat GPT