Spokojne Myśli

Spokojne Myśli Gabinet psychologiczny i seksuologiczny Terapia EMDR sprawdza się w leczeniu zaburzeń lękowych (m.in.

fobie, lęk społeczny, lęk uogólniony, kompulsje), depresji, zaburzeń emocjonalnych, zaburzeń odżywiania, przeżywania żałoby po stracie, zaburzeń stresowych pourazowych prostych i złożonych (PTSD, DESNOS), zaburzeń osobowości, zaburzeń seksualnych oraz uzależnień.

03/05/2026

🙋🏼‍♀️

02/05/2026

Wojna toczy się nie tylko o to, co najbardziej służy interesom pacjentów, lecz także o duży rynek – o to, kto będzie mógł prowadzić psychoterapię, szkolić i czerpać z tego największe zyski - mówi prof. Przemysław Bąbel z UJ.

Artykuł w komentarzu 📎

01/05/2026

01/05/2026

30/04/2026
30/04/2026

Najbardziej niebezpieczny narcyz to ten, którego wszyscy uważają za „wspaniałego rodzica”.
Narcyz nie wychowuje dziecka do miłości. Często wychowuje je do lojalności wobec siebie.

Narcyz nie kocha dzieci tak, jak mówi. Kocha to, co może przez nie kontrolować.

Mocne? To przeczytaj do końca.

Narcyz potrafi mówić o miłości godzinami.
Potrafi publicznie grać idealnego ojca. Idealną matkę.
Potrafi wzruszać ludzi opowieściami o poświęceniu dla dzieci.

Ale prawdziwa miłość nie jest tym, co rodzic mówi.
Tylko tym, co dziecko czuje przy nim każdego dnia.

Bo dziecko nie potrzebuje deklaracji.
Potrzebuje bezpieczeństwa.

Nie potrzebuje rodzica, który mówi: „Zrobiłbym dla ciebie wszystko”
i jednocześnie zastrasza, manipuluje, wzbudza poczucie winy, używa ciszy jak kary albo nastawia dziecko przeciw drugiemu rodzicowi.

To nie miłość.
To kontrola ubrana w czułe słowa.

Narcyz często nie wychowuje dziecka.
Wychowuje sobie lojalnego wyznawcę.

Ma nie zadawać pytań.
Ma wierzyć wersji narcystycznego rodzica.
Ma kochać „właściwego” rodzica.
Ma odrzucić tego, którego wskazano jako winnego.

I potem świat mówi:
„Ale on tak kocha swoje dzieci…”

Naprawdę?

Czy kocha ten, kto odbiera dziecku spokój?
Czy kocha ten, kto robi z dziecka narzędzie zemsty?
Czy kocha ten, kto niszczy drugiego rodzica kosztem psychiki dziecka?

Miłość nie zmusza dziecka do wybierania stron.
Miłość nie używa dziecka w wojnie ego.
Miłość nie zostawia pękniętego serca.

Najbardziej boli to, że dzieci długo wierzą, że problem jest w nich.

Że są „za trudne”.
„Za wrażliwe”.
„Nie dość wdzięczne”.

Nie.
Problemem nigdy nie było dziecko.

Czas powiedzieć głośno:
Rodzic może mówić o miłości… i jednocześnie krzywdzić.

A maska „kochającego rodzica” bywa najtrudniejsza do zdemaskowania.
za: Oczami Kobiety

„Badacze od lat zastanawiają się, co jest głównym czynnikiem leczącym w psychoterapii i pomimo złożoności problemu wciąż...
29/04/2026

„Badacze od lat zastanawiają się, co jest głównym czynnikiem leczącym w psychoterapii i pomimo złożoności problemu wciąż przeważa pogląd, że o wiele ważniejsza od techniki lub konkretnego podejścia jest jakość relacji z terapeutą. Tym, co ją umożliwia, nie są może słuszne rozpoznania i interpretacje, lecz doświadczenie współmyślenia i zaciekawienia innej osoby sobą.
Czujemy się potraktowani serio – bo terapeuta uznaje nasze uczucia, nie ocenia ich, nie koryguje, robi dla nich miejsce. A to klucz do zaufania. Psychologia opisuje to precyzyjniej: jako zaufanie epistemiczne. Nie chodzi tu o zaufanie rozumiane jako przekonanie, że inni będą przestrzegać reguł życia społecznego. Chodzi o gotowość przyjęcia, że to, co ktoś do mnie mówi, może mieć dla mnie osobisty sens. Że mogę – choćby na chwilę – obniżyć czujność i dopuścić możliwość uczenia się, czyli uznawania komunikatów do mnie płynących za wiarygodne.
Czujność i sceptycyzm są nam potrzebne. Chronią przed manipulacją. Kłopotliwe jest jednak to, kiedy postawa obronna zaczyna dominować i nie można jej osłabić. Jeśli domyślną reakcją wobec świata staje się podejrzenie, nie można czuć się bezpiecznie i polegać na innych. Zaufanie epistemiczne nie oznacza więc braku krytycyzmu, a gotowość do przyjęcia nowych treści. Aby otworzyć umysł na uczenie się, potrzebujemy czuć się rozpoznani jako odrębne podmioty, posiadające własne stany mentalne.”
„Zaufanie i uznanie. Co ich kryzys robi z nami i społeczeństwem”
Cveta Dimitrova. Tygodnik Powszechny nr. 10/26
Rysunek Pixabay, RosZie

Eksperyment dowiódł, że psychika, samopoczucie i postrzeganie samego siebie może nie tylko spowolnić, ale nawet i odwróc...
28/04/2026

Eksperyment dowiódł, że psychika, samopoczucie i postrzeganie samego siebie może nie tylko spowolnić, ale nawet i odwrócić proces starzenia. Ellen Langer nie opublikowała jednak wyników swoich badań od razu po ich przeprowadzeniu ze względu na lęk przed oceną środowiska naukowego.

Kliknij i zobacz więcej.

27/04/2026

Narcyzm, borderline i „toksyczni ludzie” – dlaczego internet przeszacowuje problem?

W ostatnich latach w internecie doszło do inflacji diagnoz psychologicznych.
Każda trudna relacja to „narcyz”, każda emocjonalność to „borderline”, każdy konflikt to „toksyczność”.

Problem w tym, że dane kliniczne tego nie potwierdzają.
Badania epidemiologiczne pokazują, że:
– borderline dotyczy ok. 1–2% populacji
– narcystyczne zaburzenie osobowości ok. 0,5–1%
– wszystkie zaburzenia osobowości łącznie ok. 9%
Rzeczywiste zaburzenia są więc rzadkie.
Jeśli ktoś twierdzi, że większość jego partnerów była „narcyzami”, statystycznie jest to mało prawdopodobne.
Często myli się cechy osobowości z zaburzeniem. Każdy człowiek ma pewien poziom narcyzmu, emocjonalności czy egoizmu – to normalne elementy psychiki.
Zaburzenie diagnozuje się dopiero wtedy, gdy wzorzec jest trwały, obejmuje wiele obszarów życia i realnie zaburza funkcjonowanie. Wymaga to oceny specjalisty, nie internetu.
W praktyce to, co ludzie nazywają „toksycznością”, często wynika z/ze:
– stylów przywiązania (lękowy, unikowy)
– traumy relacyjnej
– stresu lub obniżonego nastroju
– niedojrzałości emocjonalnej
– problemów z komunikacją
Szczególnie częsta jest dynamika lękowo-unikowa: jedna osoba dąży do bliskości, druga się wycofuje. To tworzy intensywne konflikty, które z zewnątrz bywają błędnie interpretowane jako zaburzenia osobowości.
Dlaczego internet wszędzie widzi narcyzów?
– bo upraszcza złożone relacje
– działa na emocje i algorytmy
– daje łatwą etykietę zamiast analizy
W efekcie rzadko mówi się o tym, co faktycznie najczęściej stoi za problemami, czyli:
– regulacje emocji
– style przywiązania
– traumy
– komunikacja
– dojrzałość psychiczna

Nie narcyzm.
Nie borderline.

Zapraszam do autorefleksji,
Mateusz Wierzbicki

Eksperyment Rosenhana – eksperyment amerykańskiego psychologa Davida Rosenhana z 1972 r. sprawdzający adekwatność i rzet...
26/04/2026

Eksperyment Rosenhana – eksperyment amerykańskiego psychologa Davida Rosenhana z 1972 r. sprawdzający adekwatność i rzetelność diagnoz medycznych psychiatrów. Został opublikowany w czasopiśmie Science w artykule On being sane in insane places (O byciu zdrowym umysłowo w niezdrowych miejscach).

Badanie składało się z dwóch części. W pierwszą część zaangażowani byli asystenci Rosenhana, którym polecono symulowanie halucynacji celem uzyskania dostępu do szpitali psychiatrycznych. Wykorzystano w tym celu różne szpitale w pięciu stanach USA. Druga część polegała na próbie wyszukiwania przez personel medyczny „fałszywych pacjentów”, którzy mieli zostać wysłani do placówek przez Rosenhana. W pierwszej części lekarze nie byli w stanie wykryć, że „pacjenci” są w rzeczywistości zdrowymi uczestnikami eksperymentu. W drugiej części personel uznał dużą liczbę prawdziwych pacjentów za symulantów. Badanie to jest uznawane za ważny głos w krytyce diagnozowania psychiatrycznego (zob. antypsychiatria). Zdaniem Rosenhana, różnica między stanem zdrowia i zaburzeniem psychicznym jest co najmniej bardzo trudna do ustalenia.
Badanie z fałszywymi pacjentami

W ramach badania ośmiu „pseudopacjentów” (wybranych przez Rosenhana jako zróżnicowaną grupę zdrowych osób) próbowało uzyskać dostęp do szpitali psychiatrycznych. W fazie diagnozowania medycznego stwierdzili (niezgodnie z prawdą), że słyszą wewnętrzne głosy, najczęściej niezrozumiałe, a czasem interpretowane jako słowa „pusty”, „dziurawy”. Były to jedyne symptomy na jakie „pacjenci” skarżyli się lekarzom. Oprócz fałszywych imion i nazwisk oraz szczegółów dotyczących zatrudnienia, wszystkie personalne informacje ujawnione psychiatrom były prawdziwe. W przypadku hospitalizacji, pseudopacjenci mieli „zachowywać się normalnie” i twierdzić, że czują się dobrze i nie słyszą już żadnych głosów.

Pseudopacjentami byli: student psychologii, trzech psychologów, pediatra, psychiatra, malarz i gospodyni domowa. Żadne z nich nigdy nie przejawiało problemów ze zdrowiem psychicznym. Zostali poproszeni, by przez cały czas zachowywali się normalnie, nie zdradzając żadnych objawów psychopatologicznych (nie licząc zeznania o słyszeniu głosów podczas fazy diagnozowania). „Pacjenci” mieli pozostać w szpitalu do czasu, aż psychiatrzy uznają ich za zdrowych.

Okazało się, że cała grupa została zakwalifikowana do leczenia szpitalnego, siedmiu z diagnozą schizofrenii, jeden z diagnozą zaburzeń maniakalno-depresyjnych. W trakcie hospitalizacji żaden członek personelu medycznego nie zorientował się, że są oni „fałszywymi pacjentami”, chociaż takie podejrzenia przejawiali inni, prawdziwi, pacjenci: trzydziestu pięciu z ogólnej liczby stu osiemnastu pacjentów wyraziło podejrzenie, że uczestnicy eksperymentu są w rzeczywistości zdrowi psychicznie.

W przypadku wszystkich uczestników uznano, że zostali oni wyleczeni wskutek hospitalizacji. Ich pobyt w szpitalu trwał od siedmiu do pięćdziesięciu dwóch dni, ze średnią dziewiętnastu dni.

Personel medyczny opisywał zachowanie pacjentów w kategoriach psychopatologicznych. Przykładem jest sporządzanie notatek w ramach badania, co psychiatrzy zinterpretowali jako „kompulsywne pisanie” ze źródłem patologicznym. Jednocześnie prawdziwi pacjenci interpretowali to samo zachowanie jako dowód na to, że pseudopacjenci prowadzą badania lub są dziennikarzami. Psychiatrzy nie zgodzili się na wypuszczenie ze szpitala „pacjentów” przed stwierdzeniem, że są oni wyleczeni. Warunkiem dokonania takiego stwierdzenia było przyjęcie do wiadomości przez „pacjentów”, że są chorzy psychicznie. Podawano im także leki antypsychotyczne.
Błędne wykrywanie nieistniejących pseudopacjentów

Po opublikowaniu przez Rosenhana wyników badania, pracownicy pewnego znanego szpitala psychiatrycznego stwierdzili, że w ich placówce taka błędna diagnoza byłaby niemożliwa. Celem udowodnienia, Rosenhan uzgodnił z nimi, że podczas 3-miesięcznego okresu wyśle swoich kolejnych pseudopacjentów, którzy będą starali się uzyskać dostęp do szpitala. W wyniku eksperymentu z ogólnej liczby 193 nowych pacjentów za uczestników badania Rosenhana uznano 41, natomiast 42 następnych uznano za „podejrzanych”. W rzeczywistości Rosenhan nie wysłał żadnego pseudopacjenta i wszystkie przypadki „wykrycia” symulantów były nieadekwatne.

David L. Rosenhan O ludziach normalnych w nienormalnym otoczeniu, [w:] Przełom w psychologii (red.), K. Jankowski, Czytelnik, Warszawa 1978.
Lauren Slater: Opening Skinner’s box: great psychological experiments of the twentieth century. New York: W.W. Norton, 2004, s. 64–94. ISBN 0-393-05095-5.
Spitzer RL. On pseudoscience in science, logic in remission, and psychiatric diagnosis: a critique of Rosenhan’s „On being sane in insane places”. „Journal of abnormal psychology”. 5 (84), s. 442–452, październik 1975. PMID: 1194504.

Czy osoba zdrowa psychicznie może zostać zdiagnozowana i leczona na poważne choroby umysłowe? Oczywiście! Dowiódł tego eksperyment Rosenhana.

Adres

Ulica Karola Szymanowskiego 5a Lok. 42
Warsaw
03-477

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 11:00 - 20:00
Czwartek 11:00 - 20:00
Piątek 11:00 - 20:00

Telefon

+48508454280

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Spokojne Myśli umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Spokojne Myśli:

Udostępnij

Kategoria