31/01/2026
Po całym tygodniu intensywniej pracy dociera do mnie, że podstawowym problemem w związkach są trudności komunikacyjne.
Czasem komunikacja dotyczy wyłącznie spraw bieżących czyli tzw. logistyki rodzinnej, czasem jest tak szczątkowa, że zupełnie nie ma miejsca na rozmowy o emocjach i potrzebach, a czasem jej zwyczajnie brak, za to jest wycofanie, a często karanie, bo kiedy jedna strona milczy dla drugiej osoby często zaczyna się koszmar.
Bo choć nie padły żadne słowa to niewerbalnie pojawia się cała moc domniemanych komunikatów, najczęściej negatywnych.
I myślenie: A o co chodzi? Co się stało? Dlaczego mnie to znowu spotyka? Nic z tego nie rozumiem. Pewnie to przeze mnie...
No i się zaczyna...
A wystarczy odrobina szacunku i słowa np. potrzebuję chwili dla siebie..., teraz jestem smutna i chcę posiedzieć sama..., miałem trudny dzień i potrzebuję odpocząć..., porozmawiajmy gdy wrócę za 20 minut... czy inne podobne słowa - informacje.
Druga strona w tym czasie nie musi się domyślać o co chodzi, przeżywać frustracji oraz poczucia odrzucenia...nie mówiąc o innych znacznie mocniejszych kwestiach, które poddaje pod wątpliwość np. sens funkcjonowania własnego czy w związku...
I tak sobie myślę, że choć może wydawać się, że przecież potrafimy mówić, to mamy kłopoty aby zrozumieć się... choć nie tylko, jednak to już temat na kolejne dociekania.
A na koniec cytat:
Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym.
~ George Orwell
Dobrego weekendu i chwili zastanowienia życzę. 🌞