11/02/2023
LAS W MÓZGU
Wyobraźmy sobie, że nasz mózg to gęsty las. A każda umiejętność, każdy schemat działania, każda reakcja na to, co nas spotyka, każdy nawyk, każde przekonanie to ścieżka, droga jednopasmowa lub wielopasmowa autostrada. Wielkość/przepustowość trasy zależy od tego jak bardzo automatyczny / nieświadomy / dobrze wyćwiczony schemat działa. Powstają one w naszych głowach od urodzenia i funkcjonują przez całe życie.
A zatem każda nowa czynność to przejście po dziewiczym lesie. W dzieciństwie bieganie po lesie było łatwe i przyjemne – wszystko przyjmowaliśmy bezkrytycznie takim, jakim było. Niezauważalnie powstało wiele ścieżek, którymi podążamy codziennie. Jako dorośli – mamy w głowie plątaninę tras i rzadko dostrzegamy, że mamy jeszcze połacie dziewiczego lasu. Wydaje nam się, że niełatwo jest zejść ze swoich doskonale znanych traktów (=nauczyć się nowych umiejętności, zmienić przekonania). Poza tym jakież wygodne jest poruszanie się szerokimi, utwardzonymi i dobrze oświetlonymi drogami! Któżby chciał wbijać się w ciemny nieznany las, kiedy obok ma do dyspozycji autostradę?
Ktoś mi kiedyś powiedział: „starych drzew się nie przesadza”. Jak to dobrze, że jesteśmy ludźmi i możemy sami przesadzić się na inne miejsce, z którego będziemy mieć inną perspektywę na swoje własne życie! :)
Czasem zdarzy nam się, że życie nas wykopie z naszej autostrady: umrze mąż, żona, dziecko lub rodzic, nastąpi rozwód, pojawi się poważna choroba, stracimy dom, pracę, zdarzy się jakiś wypadek lub spotka nas inne duże „nieszczęście/krzywda”. Są to doświadczenia bardzo bolesne i zmuszają nas do niespodziewanego przedzierania się przez las: zadania wielce trudnego, bo ranią nas rosnące nisko rośliny, gęste korony drzew rzucają cień i słabo widzimy dokąd idziemy, nie wiemy jak mamy to robić, dokąd dotrzemy i jak tam będzie. Jednak zawsze, po naszym przejściu pozostaje ślad. Za każdym razem, kiedy powtarzamy daną rzecz – jest łatwiej, bo ścieżka jest już odrobinkę wydeptana, już wiemy co będzie na końcu, jest coraz lepiej doświetlona i tak, za każdym razem robi się coraz łatwiej i docieramy do celu coraz szybciej, a to, co było ledwie widoczną ścieżką zamienia się w szerszą i szerszą drogę, aż w końcu staje się autostradą. Te autostrady wyżej porównałam do naszych automatycznych reakcji na różne zdarzenia lub bodźce. Korzystamy z nich bez zastanowienia i – często niestety – świadomości. Czasem jesteśmy zmuszeni do stworzenia nowych tras, jak wspomniałam powyżej, ale możemy też podjąć świadomą decyzję o tym, żeby porzucić tę mapę, którą znamy i stworzyć sobie zupełnie nową. I ja teraz zachęcam wszystkich do przyjrzenia się temu, co macie w swoim życiu. Co jest autostradą, która Was podnosi, a która wbija Was w ziemię.
Wszystkie połączenia-ścieżki tworzą się kiedy jesteśmy dziećmi pod wpływem naszych doświadczeń. W związku z tym, że pewne rzeczy w naszym życiu się powtarzają, a my nigdy ich nie weryfikujemy (bo dzieciom – wiem to z własnego doświadczenia – rzadko przychodzi do głowy, żeby o pewne rzeczy pytać), to te ścieżki rozrastają się do autostrad. Czasem to są zwykłe automatyczne reakcje – ktoś sypie na mnie piaskiem w piaskownicy – idę na huśtawkę, a do piaskownicy wrócę później, przyjeżdża babcia – szaleję z radości, coś mnie boli – idę do mamy po pomoc, jest mi smutno – płaczę itd. A bywa i tak, że te autostrady prowadzą do bólu, bo jesteśmy przekonani o tym, że nie zasługujemy na miłość, że jesteśmy niewystarczający, że jesteśmy niewidzialni, że nieustannie jesteśmy krzywdzeni przez innych ludzi, los, świat (mentalność ofiary), że jak ładna, to głupia i trzeba ciągle coś udowadniać sobie i innym, że inni wiedzą wszystko lepiej i są zawsze mądrzejsi, a ja nie jestem nic wart(a) i jeszcze milion innych bolesnych przekonań. Nie umiemy z nich zejść, bo to jest jedyne, co widzimy. Czasem to, co widzimy jest tak bolesne, że tworzą się objazdy, czyli dysocjacje. O nich też słyszę od coraz większej liczby ludzi (np. Kasia Sawicka, Women of Impact: Nicole LePera). Zasadniczo chodzi tu o reakcję zastępczą, czyli wyparcie tego, co się rzeczywiście dzieje i skupienie na jakimś temacie-protezie, żeby dać upust emocjom lub udawanie, że jest się poza swoim ciałem. To taki rodzaj ucieczki – jeśli zadzieje się coś, co uznam za krzywdzące, to wybuchnę złością, albo wycofam się tylko dlatego, żeby niczego nie czuć, bo „jedyne, co się pojawi to ból, a on mnie zabije!”
Nasze autostrady zajmują dużo miejsca, więc ich utrzymanie konsumuje mnóstwo energii! Wydaje nam się, że mamy niewiele miejsca i siły na szukanie czy tworzenie nowych dróg. Jest nam bardzo wygodnie na tych szerokich, szybkich traktach i wcale nie chcemy nic zmieniać. I nawet jeśli ciągła jazda tymi samymi trasami nieuchronnie nas krzywdzi, to i tak się ich trzymamy, bo las jest straszny, nieznany, a postawienie choćby stopy w chaszczach jest po prostu przerażające albo zwyczajnie nie chcemy widzieć lasu.
Niemniej jednak, jeśli z premedytacją użyjemy naszej wolnej woli i podejmiemy decyzję, że chcemy zauważyć, że być może jeździmy po autostradach, to może nas doprowadzić do tego, że zapytamy się o zasadność istnienia danego połączenia. Należy pamiętać, że nie wszystkie istniejące połączenia są dla nas niekorzystne. Jest wiele, które zostawimy – chodzi o to, żeby uzmysłowić sobie, że używamy autostrad i zadać sobie pytanie: czy to przekonanie, które odkrywam służy do budowania mnie, wzmacniania czy mnie niszczy? To otwiera drogę do zmiany perspektywy na inną, a tym samym zbaczamy z autostrady i wchodzimy w gęsty, nieprzebyty las. Nie potrzebujemy już utrzymywać autostrady prowadzącej nas prosto do bólu, bo nią nie jeździmy, a to daje nam miejsce i energię, którą możemy zainwestować w utworzenie nowej drogi.
Przykład: jeśli dojdziemy do wniosku, że mamy autostradę „Route Jestem Niewystarczający / Niewystarczająca” to możemy podjąć decyzję – „przestaję ją zasilać, bo ona mi szkodzi”. Tym samym nurkujemy w gąszcz: nie wiemy jakie tam są rośliny, nie wiemy jak z nimi postępować, co robić, żeby wydeptać nową drogą. Przy czym nie ma do pomocy żadnych maszyn czy urządzeń. Każdą ścieżkę trzeba wykonać od podstaw swoimi własnymi nogami i każdą decyzję trzeba podjąć samodzielnie. A ludzie, którzy są wokół nas pomagają tylko w tym, aby pokazać nam miejsce, w którym jesteśmy, czasem pokazać kierunek, ale pracy nie pomogą nam wykonywać. To zadanie tylko i wyłącznie osoby, która nową ścieżkę sobie buduje. Wiadomo, że jest obawa, niepewność i ogólnie jest to ogromne wyzwanie, ale ewentualne laury zbiera też tylko budowniczy i tylko on korzysta ze wszystkich darów, które dzięki nowej trasie będą do niego docierać. Tu zahaczam o temat odpowiedzialności za własne życie, o którym napiszę innym razem.
Sądzę, że każdy człowiek słyszał o tym, że najłatwiej jest uczyć się dzieciom, bo ich mózgi są najbardziej chłonne. Często mówi się o połączeniach nerwowych w mózgu, które się tworzy lub się rozpadają kiedy jesteśmy noworodkami i niemowlakami. Mówi nam się, że dzieci uczą się najszybciej.
Ostatnio coraz częściej słyszę o neuroplastyczności mózgu. Trafiło mi się obejrzeć kilka wywiadów z dr Andrew Hubermanem, który jest neurochirurgiem i opowiadał, że fakt, iż tylko dzieci z łatwością się uczą jest mitem. Każdy jest w stanie nauczyć się wielu rzeczy w każdym wieku. Chodzi o to, żeby tworzyć nowe połączenia nerwowe. W nawiązaniu do całej mojej opowieści o lesie – jeśli mamy głowę zaśmieconą różnymi połączeniami, to oczywiście, że dorosłym trudniej jest tworzyć nowe połączenia niż dzieciom. Młodzi ludzie patrzą na świat bez tylu przekonań i wierzeń. Jeśli wyłączymy to wszystko, co nas blokuje, to staniemy się chłonni jak dzieci – bez względu na wiek, bo możliwości naszego mózgu są nieograniczone.
Na koniec napiszę jeszcze jak zejść z tych autostrad: przede wszystkim każdy musi sobie uświadomić, że musi tę pracę wykonać zupełnie samodzielnie, bez niczyjej pomocy i powziąć decyzję – „idę w nieznane i to sam(a)”. To jedyny sposób. Kolejna rzecz, to uważność (mindfulness) na to, co się z nami dzieje – obserwowanie tego, co czujemy, co myślimy, jak reagujemy. Często samo dostrzeżenie tych reakcji już dużo daje. Potem każdy będzie w stanie sam podjąć dalsze kroki, bowiem wierzę w to, że każdy z nas ma w sobie taki cichutki, subtelny głos, który mieszka w naszym lesie w mózgu i ciągle nas nawołuje. Jeżdżąc po naszych autostradach nie słyszymy go, a nawet często celowo go zagłuszamy i lekceważymy (stawiamy ekrany dźwiękochłonne). Jednak kiedy zaczniemy być uważni na siebie samych, to stworzymy ciszę, w której ten głos do nas przemówi i nas poprowadzi, bo każdy z nas ma swój niepowtarzalny głos, który mówi tylko do niego i tylko to, co jest dla niego przeznaczone. Sztuką jest usłyszeć ten głos i zbudować ścieżki, które sprawią, że ten głos głęboko w nas stanie się głosem, który prowadzi nas przez życie.