13/03/2026
Znasz to uczucie, kiedy jesteś zmęczony, ale mimo to trudno naprawdę odpocząć?
Ciało jest napięte, głowa pełna myśli, a nawet sen nie przynosi prawdziwej regeneracji.
Właśnie dlatego tak uwielbiam jogę nidrę.
Kiedy pierwszy raz jej doświadczyłam, poczułam coś, czego bardzo brakowało mi w codziennym pędzie – głęboki spokój i prawdziwy odpoczynek. Taki, który nie polega na „nicnierobieniu”, ale na świadomym wejściu w stan regeneracji.
Joga nidra nazywana jest często „jogicznym snem”. Podczas praktyki ciało pozostaje w bezruchu, a umysł stopniowo wchodzi w przestrzeń pomiędzy snem a jawą.
Z perspektywy neurofizjologii to moment, w którym układ nerwowy zaczyna się naprawdę resetować. Aktywuje się układ przywspółczulny odpowiedzialny za regenerację, oddech zwalnia, napięcia w ciele zaczynają się rozpuszczać, a mózg przechodzi w spokojniejsze fale alfa i theta.
To właśnie wtedy organizm najłatwiej się regeneruje.
Dlatego wiele osób po godzinnej praktyce mówi, że czuje się tak, jakby przespało kilka bardzo dobrych godzin.
Joga nidra to jednak coś więcej niż tylko relaks.
W tej głębokiej ciszy pojawia się również przestrzeń na sankalpę – osobistą intencję.
To krótkie zdanie, które wypowiadamy z poziomu serca. W stanie głębokiego odprężenia umysł jest szczególnie otwarty, dlatego taka intencja działa jak ziarno zasiane bardzo głęboko.
I właśnie dlatego ta praktyka potrafi być tak transformująca.
Ciało odpoczywa.
Umysł się uspokaja.
A my powoli wracamy do siebie.
Jeśli kiedykolwiek praktykowałeś lub praktykowałaś jogę nidrę – napisz w komentarzu, jakie było Twoje doświadczenie.
A jeśli jeszcze nie – być może to właśnie jest moment, żeby jej spróbować. ✨
W drugi piątek miesiąca
Ostatni dzień miesiąca
Zapraszam i pozdrawiam
K 💚