09/11/2025
UWAŻAJ NA SŁOWA.
Dziś opowiem Wam historię o tym, jak łatwo może zmaterializować się to, co wypowiadamy
na głos, czyli o sile słów i myśli.
Pewnego pięknego dnia, a dokładnie był to sierpniowy poranek, zadzwoniła do mnie moja
klientka z prośbą, czy przyjąłbym jej męża na cito. Sprawa pilna. Co prawda miałem już
komplet tego dnia, ale za jej namową zgodziłem się zostać godzinę dłużej. Przyznam
szczerze, że sam byłem ciekaw, co takiego się stało, że mąż mojej klientki, niezwykły
pragmatyk, człowiek, który ufał tylko nauce stosowanej, a do wszelkich
niekonwencjonalnych metod podchodził z daleko posuniętą ostrożnością, a wręcz
sceptycyzmem, zdecydował się na rozmowę ze mną. Kiedy późnym wieczorem przekroczył
próg mojego gabinetu, to aż mnie zamurowało. Pamiętam, jak kiedyś przywiózł do mnie
swoją żonę na sesję i mieliśmy się wtedy okazję poznać i dokładnie też pamiętam wrażenie,
jakie na mnie zrobił – spokojny, wyważony, znający swoją wartość, niezwykle skupiony na
rozmówcy, ale stwarzający jednak pewien dystans. Teraz stał przede mną człowiek z
przerażeniem w oczach, rozdygotany, jakby mu się grunt pod nogami usunął. Zapytałem w
naturalnym odruchu, co się stało i w czym mógłbym mu pomóc. Widać było, że nie wie, jak
zacząć, więc zrobiłem nam obojgu herbatę, żeby trochę rozluźnić atmosferę. Jak już opadł
tzw. „pierwszy kurz” i emocje trochę osiadły, mój klient zaczął opowiadać. Otóż dzisiaj rano,
jak wychodził z domu do pracy po dwutygodniowym urlopie, dopadła go sąsiadka z domu
naprzeciwko i przekazała mu mrożące krew w żyłach informacje, a mianowicie, że od
tygodnia jest na niego robiona obława przez policję. Codziennie w okolicach południa i
godziny 18:00 przejeżdża patrol policji, a wokół domu cały czas się kręci jakiś facet w
cywilnym ubraniu, i że więcej wie na ten temat sąsiadka, która mieszka w domu obok.
Niewiele myśląc mój klient od razu poszedł do sąsiadki, ale niestety nikogo nie zastał.
Przestraszył się tak bardzo, że od razu zadzwonił do żony, która namówiła go, żeby przyszedł
do mnie, bo ja pomogę mu oczyścić tę sytuację. Zanim do mnie przyjechał, udało mu się
skontaktować z sąsiadką, która przekazała mu numer telefonu na komisariat policji
zostawiony jej przez policjantkę. Mężczyzna zadzwonił pod wskazany numer i dowiedział
się, że nazajutrz ma się stawić na komisariacie, celem udzielenia wyjaśnień. Wyobraźnia
zaczęła mu pracować na wysokich obrotach, jak to zwykle bywa w tak niejasnych i pełnych
niedopowiedzeń sytuacjach. Szukał w myślach, czy w ostatnim czasie wydarzyło się coś, co
mogło skutkować aż tak poważnymi konsekwencjami, ale kompletnie nie nic mu nie
przychodziło do głowy. Zrobiłem mu pieśń serca, żeby uspokoić emocje i uzdrowić sytuację.
Pod koniec sesji widać było, że lęk i stres już trochę opadły. Umówiliśmy się, że przyjdzie do
mnie po wizycie na komisariacie, żeby przepracować to, co się wydarzyło. I faktycznie kilka
dni później zadzwonił do mnie z prośbą o podanie terminu. Kiedy przyszedł na drugą sesję,
był już dużo spokojniejszy i mogliśmy przystąpić do pracy. Na komisariacie okazało się, że
był poszukiwany jako właściciel samochodu, którego użyczył kuzynowi na rok. Kuzyn wrócił
z Anglii i poprosił go o pomoc, bo chciał sobie dorobić jeżdżąc taksówką, a nie stać go było
na kupno własnego samochodu. Akurat, kiedy mój klient był na wakacjach, kuzyn
spowodował drobną kolizję, którą nagrał miejski monitoring i policja musiała, namierzyć
właściciela pojazdu, żeby móc wystawić mandat, stąd te „gorączkowe” poszukiwania. Post
factum okazało się, że tak naprawdę była to błaha sytuacja, która przez nadgorliwość policji
została rozdmuchana do rozmiarów afery. Na sesji pracowaliśmy nad tym, dlaczego w ogóle
coś takiego się wydarzyło w życiu klienta. Dopiero jak weszliśmy w stan theta, mężczyzna
przypomniał sobie, że nie dalej jak miesiąc temu zaczepił go sąsiad mówiąc, że go nie poznał,
bo mężczyzna zapuścił brodę i wąsy. Mój klient zażartował sobie głupio i powiedział, że
musiał zmienić wizerunek, ponieważ ściga go policja. Był w tym tak przekonujący, że sąsiad
prawie mu uwierzył. Oczywiście po chwili zaczął się śmiać, mówiąc, że to żart i że zmiana
wizerunku wynikła z potrzeby jakiejś odmiany. Jak się później okazało ten niewinny żart tak
się zamanifestował, że przyciągnął do niego właśnie takie, a nie inne zdarzenie. W stanie
theta uzdrowiłem tę sytuację i odesłałem do światła, a w jej miejsce stworzyliśmy
przekonanie, że mój klient zawsze mówi prawdę, która jest dla niego bezpieczna. Po
skończonej pracy oboje doszliśmy do wniosku, że siła myśli i wypowiadanych słów ma
naprawdę niezwykłą moc, która może zamanifestować się i zrealizować w każdej chwili,
dlatego tak ważne jest co myślimy i co mówimy. To nasze myśli tworzą nasze przekonania, a
nasze przekonania materializują się prędzej czy później. Dbajmy o to, co myślimy i co
mówimy, bo od tego zależy nasze tu i teraz.
Sesje Theta Healing Jakub Filip Zienkiewicz