09/11/2025
Smakować życie.
Zgadzam się z Olgą Drendą, która na łamach Tygodnika Powszechnego pisała, że z naszego świata wyparował wdzięk.
Nie chodzi o estetykę ani o gust, tylko o lekkość - tę zwykłą, ludzką, miękką swobodę bycia. Dziś wszystko musi być "czymś": projektem, rozwojem, marką, efektem. Nawet odpoczynek trzeba uzasadnić: „robię to dla równowagi psychicznej”, „to mój self-care”, „zasłużyłam”. Jakby spontaniczność stała się czymś podejrzanym, a prostota - brakiem ambicji.
Współczesna kultura, jak pisała Olga Drenda, oscyluje między praktycznością a megalomanią. Nie ma w niej miejsca na półtony, na rzeczy „tylko miłe”, „trochę ładne”, „bez celu”. A przecież to właśnie w tych miękkich przestrzeniach - w drobiazgach, niedoskonałościach, w byciu trochę "nie na temat" - rodzi się wdzięk.
Z perspektywy psychoterapii widać, jak głęboko współczesna kultura wpływa na naszą psychikę. Wielu ludzi przychodzi z poczuciem pustki i zmęczenia, choć obiektywnie wszystko mają: pracę, relacje, plany. Ale pod spodem kryje się chroniczne napięcie - nieustanne porównywanie się, presja, by być "kimś", by „żyć pełnią życia”, a jednocześnie strach przed zwyczajnością.
To napięcie rodzi paradoks: im bardziej staramy się być „jacyś” - produktywni, atrakcyjni, inspirujący - tym bardziej gubimy kontakt ze sobą. Z własnym rytmem, z nudą, z ciszą, z naturalnymi ograniczeniami. Tracimy zdolność bycia z innymi bez wchodzenia w role - bez celu. Zamiast relacji - tworzymy prezentacje awatarów. Zamiast rozmowy - wymianę wizerunków.
Nie chodzi o potępianie współczesności - w końcu żyjemy w niej wszyscy. Ale może warto uświadomić sobie, jak bardzo utrata lekkości przekłada się na nasze samopoczucie. Bo lekkość to nie powierzchowność. To umiejętność brania świata z odrobiną dystansu, łagodności i humoru. To pozwolenie sobie na „niedoskonałe”, na „wystarczająco dobre”, jak powiedziałby Winnicott.
Barthes mówił o utracie „miękkiego sensu”, Tokarczuk o potrzebie „czułości świata”. W języku psychoterapii jest to powrót do autentyczności, ale nie tej opisanej hasztagiem - tylko takiej, która nie boi się prostoty i szczerości.
Czasem w terapii widać, jak wielką ulgę przynosi moment, w którym ktoś po raz pierwszy mówi: „Nie muszę już sprawiać na wszystkich wrażenia”.
To właśnie tam - w tym miejscu, gdzie przestajemy grać, sprawiać wrażenie, zasługiwać, czy udowadniać - wraca wdzięk.
Wraca miękkość.
Wraca człowiek.