18/12/2025
„Trzeba wilka widzieć i z nim rozmawiać.”
To będzie długi post na ważny temat. W zeszłym tygodniu byłam na szkoleniu dotyczącym pracy z osobami w kryzysie samobójczym. I wyszłam z niego z myślą, która we mnie bardzo pracuje.
Bardzo boimy się rozmów o śmierci.
O myślach, że ktoś nie chce już żyć.
O zmęczeniu życiem, które czasem bywa silniejsze niż nadzieja.
Na pierwszej próbnej sesji instynktownie próbowałam odwracać uwagę „klienta szkoleniowego” od 'tych' myśli. Pytaniami zachęcałam go do zobaczenia jak wiele rzeczy, relacji i tematów trzyma go przy życiu. Wtedy prowadzący zapytał mnie - Czego się boisz? - Odpowiedź mniej więcej sprowadzała się do tego, że boję się rozmawiać bezpośrednio o samobójstwie, żeby nie zaszkodzić, boję się „wywołać wilka z lasu”.
Odpowiedział coś, co mnie zatrzymało - nie mamy takiej mocy, żeby rozmową „wywołać wilka z lasu”. Nie jesteśmy w stanie kogoś zachęcić do samobójstwa samym pytaniem czy ciekawością, a wilka trzeba widzieć i z nim rozmawiać.
I wtedy pomyślałam o naszych domach.
O tym, jak często, gdy ktoś mówi coś bardzo trudnego, reagujemy automatycznie:
„nie przesadzaj”,
„jak możesz tak mówić”,
„inni mają gorzej”,
„nigdy więcej tak nie mów”
„zobacz, jakie masz piękne życie”
Najczęściej z lęku, z bezradności, z chęci ochrony.
Ale efekt bywa jeden: druga osoba się zamyka. Zostaje z tym sama.
Prawda jest taka, że wielu/wiele z nas miało w życiu momenty, kiedy pojawiała się myśl: „chciałbym/chciałabym zniknąć, mam dosyć”.
Często poradziliśmy sobie z tym po cichu, bo mieliśmy z zanadrzu inne rozwiązania.
Ale czasem czyjś ból jest większy niż jego chęć do życia.
Dlatego wierzę, że rozmowy o tym, co trudne, powinny zaczynać się w domu.
Z dziećmi, z partnerami, z rodzicami.
Nie po to, żeby straszyć.
Po to, żeby uczyć, że o takich rzeczach można mówić.
My z moim mężem mamy jasną umowę: jeśli kiedykolwiek pojawią się takie myśli, mówimy o nich, a druga strona pomaga znaleźć wsparcie i pomoc. Bez ocen, bez paniki, z troską.
Nie musisz być terapeutą. Twoją rolą jest towarzyszyć i łączyć z pomocą:
psycholog, interwent kryzysowy, psychiatra, linia wsparcia, lekarz, nr alarmowy 112.
Bo rozmowa nie zabija. Jeśli po przeczytaniu tego posta, w choć jednym domu wydarzy się jedna ważna, prawdziwa rozmowa, to wierzę, że było warto tu o tym napisać.