06/10/2020
"Kiedy przeszło 30 lat temu prowadziliśmy rekrutację na szkolenie z psychoterapii, jedno z pytań brzmiało: „Dlaczego ludzie tak cierpią?”. Odpowiedź miała pomóc w wyborze najlepszych kandydatów. Zapewne zdawało nam się, że my to już wiemy.
Później jako psychoterapeutka wielokrotnie słyszałam to pytanie. Mężczyzna o świetnej pozycji zawodowej pytał: Dlaczego nie jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem? Dlaczego wciąż zazdroszczę innym? Matka trzylatki mówiła: Nie mogę się powstrzymać i wciąż wrzeszczę na córkę, a potem obie płaczemy. Maltretowana po wielokroć żona, pytana, dlaczego znowu wycofuje oskarżenie, odpowiadała: Wiem, że to bez sensu, ale coś mi każe tak zrobić, nie chcę skrzywdzić męża. Młody chłopak nie rozumiał, skąd bierze się jego panika i chęć ucieczki, gdy tylko pojawia się atrakcyjna dziewczyna. I wiele podobnych historii.
Jako psychoterapeutka staram się mieć pogląd co do przyczyn takich kłopotów i cierpienia. Choć żadna teoria nie wyjaśnia wszystkich przypadków, cenię myślenie o człowieku w duchu brytyjskiego psychoterapeuty Ronalda Fairbairna, brytyjskiego pediatry i psychoanalityka Donalda Winnicotta albo amerykańskiego psychiatry i psychoanalityka Harry’ego Sullivana i ich współczesnych kontynuatorów. Wszyscy oni nadają znaczenie tym pozornie niezrozumiałym zachowaniom, traktując je jako – często sensowną – reakcję na wczesne, czasem bardzo trudne, doświadczenia
i ich skutki.
Nikt nie rodzi się ze skłonnością do szkodzenia sobie. Nie da się oczywiście zakwestionować znaczenia wyposażenia genetycznego, dziś jednak wiele wskazuje, że dla uruchomienia lub zablokowania genu kluczowe jest doświadczenie, zwłaszcza to wczesne, kiedy układ nerwowy burzliwie się rozwija i przekształca. Doświadczenia traumatyczne mogą wtedy powodować zmiany na poziomie neurologicznym, tak zwane blizny na mózgu; niełatwo je później wyrównać."
Zofia Milska-Wrzosińska dla czasopisma Charaktery
fot Kiryl Sharkovsky