TataShift

TataShift Masz w sobie wszystko, czego potrzebujesz, by być dobrym ojcem. Odkryj swoje zasoby, naucz się obecności, czerp radość z bycia z dzieckiem. Coaching. Społeczność.

Wyjazdy dla ojców z dziećmi. Zapraszam. Michał Liszewski. Nazywam się Michał Liszewski. Jestem ojcem dwójki wspaniałych dzieci. Ważny jest dla mnie czas spędzony z nimi i jednocześnie wiem, że trudno znaleźć go na co dzień. Wyzwaniem staje się także czerpanie z niego przyjemności, gdy przytłacza nas codzienna rutyna. TataShift to inicjatywa, która ma na celu promowanie ojcostwa, wspieranie ojców, ojczymów, opiekunów - innymi słowy wszystkich mężczyzn, którzy na co dzień zajmują się wychowaniem dzieci.

Usłyszałem kiedyś zdanie, do którego regularnie wracam - powiedział mi je konsultant biznesowy, który miał za sobą doświ...
26/03/2026

Usłyszałem kiedyś zdanie, do którego regularnie wracam - powiedział mi je konsultant biznesowy, który miał za sobą doświadczenie z misji wojskowej i pewnie dlatego brzmiało tak prosto, a jednocześnie tak konkretnie:

When you are on - be 100% on.
When you are off - be 100% off.

Na początku rozumiałem to bardzo dosłownie i bardzo „po biznesowemu”. Jak jesteś w pracy, to jesteś na 100% - dajesz uwagę, czas, zaangażowanie, robisz robotę najlepiej jak potrafisz. A jak Cię nie ma, to Cię nie ma. Nie, że „coś jeszcze ogarnę z urlopu” albo „zadzwoń jakby co”.

Mój fokus leciał na to „100% off”, bo sam potrafiłem nie raz ogarniać rzeczy zawodowe w czasie urlopu lub o zgrozo „el quattro”.

Z czasem zacząłem jednak widzieć, że większym wyzwaniem wcale nie jest bycie „off”, tylko bycie naprawdę „on”. Takie pełne, świadome, z uwagą i zaangażowaniem - i to nie tylko w pracy.

Najmocniej zobaczyłem to w ojcostwie. Wstyd pomyśleć i policzyć, ile razy byłem z dziećmi, a głową byłem zupełnie gdzie indziej, najczęściej w pracy, planach, zadaniach, tym co „jeszcze trzeba zrobić”. Niby jestem, siedzę obok, coś razem robimy, ale tak naprawdę jestem tam tylko częściowo, słucham ale nie słyszę, patrzę ale nie widzę, po prostu nie jestem obecny.

I to jest trudne. Bycie naprawdę obecnym z dziećmi jest trudne, bycie ojcem na 100% jest trudne i nie ma co tego lukrować. Ale z drugiej strony coraz bardziej widzę, że to wcale nie musi oznaczać bycia idealnym przez cały dzień.

Dużo więcej daje krótszy, ale naprawdę uważny czas razem niż kilka godzin „z doskoku”.

Dla mnie właśnie o to w tym wszystkim chodzi - nie tylko o to, żeby umieć się wyłączyć, ale też o to, żeby naprawdę się włączyć wtedy, kiedy jesteśmy.

Z ciekawości - co jest dla Ciebie trudniejsze: być naprawdę „off” czy naprawdę „on”?

P.S. Jeśli dotarłeś aż tutaj - dzięki, serio 🙂

Weekend spędziłem na szkoleniu z techniki jazdy w Moto Park Kraków. Dostałem ten kurs w prezencie świątecznym i to był n...
22/03/2026

Weekend spędziłem na szkoleniu z techniki jazdy w Moto Park Kraków. Dostałem ten kurs w prezencie świątecznym i to był naprawdę dobry prezent.

O samochodach mogę pisać i mówić bardzo długo, ale dziś o samym kursie, a raczej o przemyśleniach po nim.

Uważam się za względnie dobrego kierowcę. Jak przeczytałem program kursu to pomyślałem, że w sumie takie podstawy.

Po 5 godzinach wiem, że za dużo rzeczy robię „na pamięć”. To trochę jak z kursem pierwszej pomocy, niby kiedyś byliśmy, niby coś tam pamiętamy - niektórzy więcej, niektórzy mniej - ale bez odświeżania ciężko po tę wiedzę sięgnąć w sytuacji awaryjnej.

Kilka moich wniosków:
- W sytuacji awaryjnej działa automat – jeśli go nie wyćwiczysz, może Cię zawieść.
- 5 km/h na godzinę więcej, w zakresach 30 – 70 km/h (czyli miejskie prędkości) robi ogromną różnicę. Większą, niż chciałbym przyznać.
- Nawet jak zrobię wszystko dobrze i nie popełnię błędu - i tak może dojść do wypadku - i wtedy liczą się detale: pozycja, ustawienie fotela, zapięcie pasów, fotelików, przewożenie rzeczy w aucie.

Jeśli nigdy nie miałeś/nie miałaś okazji poćwiczyć w „laboratoryjnych” warunkach – szczerze polecam.

Szczególnie, gdy jesteś ojcem i wozisz dzieci.

Acha, moje 24 letnie BMW bardzo zaskoczyło mnie na plus podczas ćwiczeń 😉

Wczoraj miałem kolejną lekcję szydełkowania. Nauczycielką jest moja córka, lat 11.Poza tym, że idzie mi opornie i irytuj...
18/03/2026

Wczoraj miałem kolejną lekcję szydełkowania. Nauczycielką jest moja córka, lat 11.

Poza tym, że idzie mi opornie i irytuję się niemiłosiernie, to jest tego z tego jeden bardzo pozytywny aspekt i tym chcę się podzielić.

Dawno nie mieliśmy tak fajnej rozmowy „przy okazji”.
Wpadły tematy, które ciężko czasami poruszyć tak po prostu twarzą w twarz.
Co ciekawe, ona sama zaczynała dany temat od opowieści, od historii, od sytuacji.
Polecam porobić coś razem z dzieckiem wtedy szansa na dowiedzenie się "co słychać u dziecka" rośnie 😉

Acha, w kwestii procesu nauki, wydawało mi się, że ona się szybko denerwuje, jak coś nie idzie, ale wczoraj ją „przegoniłem” w tym.

I byłem jednocześnie dumny z tego jak pięknie i wzorcowo zastosowała wszystkie techniki uspokajania i motywowania do dalszego wysiłku, jakich sama doświadczyła 😊

Dzieciaki mają moc!

02/03/2026

Myślałem, że największą lekcją z naleśników było pół porcji.

Myliłem się.

To było masło.

Pamiętacie historię o trzech sklepach i pół naleśnika?

Od zawsze robiłem naleśniki według przepisu z Thermomixa.
Książka. Gramatura. Kolejność.
System.

Bo jak coś działa dobrze, to się tego nie rusza.

Raz, z niewiadomego powodu, zrobiłem „z głowy”.

Przecież to tylko naleśniki.

Wyszły.
Smaczne, nie powiem.
Więc już tak zostało.

I ostatnio smażę kolejną partię.
I z niewiadomego powodu zerknąłem do przepisu.

Masło.
Masło?!
Co tu robi masło?

I nagle wszystko stało się jasne dlaczego ostatnio się jakoś bardziej się do patelni kleiły…

Morał?

Człowiek potrafi wyrzucić z procesu jeden mały składnik…
a potem przez miesiąc analizować wszechświat.

Nie zawsze trzeba ulepszać.
Czasem wystarczy nie zmieniać jak coś dobrze działa.

Ale spokojnie.
I tak dzieciaki zjadły po pół jednego…

„Definicja ojcostwa - albo my ją napiszemy, albo zrobi to ktoś inny.”- Paweł KaczmarekW weekend odbyło się pierwsze Wroc...
26/02/2026

„Definicja ojcostwa - albo my ją napiszemy, albo zrobi to ktoś inny.”
- Paweł Kaczmarek

W weekend odbyło się pierwsze Wrocławskie Forum Ojców zorganizowane przez Wrocławski Klub Ojca

Nie będzie relacji i długich opisów wrażeń.

Zostawiam kilka zdań, które usłyszałem i zostały ze mną.

Dzieci nie znoszą udawania. Musisz wnieść siebie.

Jednym z największych problemów dzieci dziś jest samotność. I spadek empatii.

Przemoc ma zawsze jakiś fundament:
Czasem to lęk.
Czasem wołanie o uwagę.
Czasem bezradność.

Przemoc to dziś nie tylko pięść. To też to, co dzieje się na grupach na WhatsAppie.
Twoja reakcja ma znaczenie.

Na pewnym etapie życia grupa rówieśnicza będzie dla dziecka ważniejsza niż rodzice.

Konflikt jest naturalny.
Nie chodzi o to, żeby go unikać.
Chodzi o to, żeby nauczyć dzieci, jak przez niego przechodzić.

A jeśli zastanawiasz się, czy to już moment, żeby porozmawiać z dzieckiem o pornografii, cyberprzemocy, presji grupy…

To wybierz wiek, który wydaje Ci się odpowiedni.
I odejmij rok.

Wyszedłem z tego wydarzenia z poczuciem, że bycie tatą to nie rola na pół etatu.
I że wiele rozmów, które odkładam „na kiedyś”, powinno wydarzyć się wcześniej niż myślę.

Nie wiem, czy mam gotową definicję ojcostwa.
Ale wiem, że chcę ją pisać świadomie.

To miały być tylko naleśniki…Historia z pewnej drogi powrotnej ze szkoły.- Dzieciaki, co jemy dzisiaj?- Naleśniki! Zrób ...
18/02/2026

To miały być tylko naleśniki…

Historia z pewnej drogi powrotnej ze szkoły.
- Dzieciaki, co jemy dzisiaj?
- Naleśniki! Zrób naleśniki!
- Ale naleśniki? Były niedawno…
- Prosimy, jesteśmy głodni!

Syn doprecyzowuje wymagania:
- Tata, takie wiesz z bitą śmietaną, możemy?
- No możemy, ale jest problem: bitej śmietany brak.
- To kupmy! Pojedźmy do sklepu!

Czemu nie. Co może pójść nie tak.
Odwiedzamy trzy sklepy po drodze do domu.
W żadnym nie ma.
Więc jeszcze jedna runda po okolicy.
Jest. Ten jeden. Z bitą śmietaną.

- Synek, weź dwie, żeby było na zaś.

Wracamy. Ogarniam naleśniki (wiadomo -tylko z przepisu 😅).
Smażenie, owoce, bita śmietana w akcji.
Wołam ekipę. Siadamy. Jemy.
Syn zjada pół.
Dosłownie pół jednego naleśnika.
Patrzy na mnie zmęczonym wzrokiem i mówi:

- Eee… dzięki. Najadłem się.

Kurtyna.

Ale ja i tak pewnie następnym razem znowu pojadę po tę bitą śmietanę.
A wspomnienie przy dzieciach: „eee… najadłem się”, nieustannie wywołuje uśmiech i to nie jeden 😉

Dzięki, że doczytałaś/eś do końca.

1900 kilometrów dla jednego dnia z dziećmi. Czy to ma sens?Wracamy właśnie z wypadu do LEGO House w Billund (to dom LEGO...
12/02/2026

1900 kilometrów dla jednego dnia z dziećmi. Czy to ma sens?

Wracamy właśnie z wypadu do LEGO House w Billund (to dom LEGO - nie mylić z Legolandem, czyli parkiem rozrywki 😉).

To nie jest chwalipost ani produkt placement.
To raczej refleksja nad tym, jaka siła jest w tych klockach.

Czym jest LEGO House? - To nie tylko wystawa budowli, interaktywne strefy zabaw, muzeum historii LEGO czy sklep z opcją personalizowanych zestawów.

Dla mnie to było coś więcej.

Trochę podróż w czasie - do momentu, gdy z kilku podstawowych klocków budowało się wszystko, a wyobraźnia dopowiadała resztę. (Nie, nie twierdzę, że kiedyś było lepiej 😉)

Ale przede wszystkim to był cudowny dzień z dziećmi! Pełen wrażeń, uśmiechu, zabawy - gdy mogliśmy poświęcić się np. zbudowaniu domu na morzu klocków całą ekipą, gdy był podział zadań, współpraca i świętowanie sukcesu gdy dom już stał.

Oprócz tego to chwila zatrzymania i patrzenie, jak dzieci:
- wymyślają historie do figurek
- nagrywają własne filmy
- realizują najbardziej szalone pomysły konstrukcyjne
- i wpadają na rozwiązania lepsze niż moje 😜

Zaskoczyło mnie też, ile inspiracji można stamtąd przywieźć do domu na zabawy offline lub pseudooffline (czyli z telefonem, ale do tworzenia, a nie konsumowania treści).

O wartości rozwojowej układania, majsterkowania i pracy rękami nawet nie będę się rozwodził - to wiadomo.

Najbardziej utkwila mi informacja o kilkuset tysiącach unikalnych możliwości połączenia sześciu klasycznych klocków 2x4. Sześć małych elementów a kształty praktycznie nieskończone.
Trochę jak z czasem z dziećmi - niby zwykły dzień, a kombinacji wspomnień niezliczona ilość.

Czy opłaca się jechać 950 km w jedną stronę, żeby spędzić tam jeden dzień?

Pewnie nie.
Ale warto.

Bo ten dzień zostanie w mojej pamięci na długo.
I chyba nie tylko w mojej.

Zwłaszcza moment, kiedy musiałem wyciągać opaskę z QR kodem z kosza na śmieci. Dobrze, że w Danii sortują 😁

Dziękuje że doczytałeś/aś do końca.

Jeśli interesuje Ciebie logistyka, koszty, organizacja i lessons learned 🙂 daj znać. Opiszę nasz trip.

**Ten tekst nie został wygenerowany przez AI**

Jestem ojcem od kilkunastu lat i nadal czasem wierzę, że jeśli powiem to samo, ale głośniej, to dzieci nagle usłyszą i z...
07/02/2026

Jestem ojcem od kilkunastu lat i nadal czasem wierzę, że jeśli powiem to samo, ale głośniej, to dzieci nagle usłyszą i zrozumieją.

„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.”

Ostatnio w jakimś kwestionariuszu padła prośba o „Twoje motto / cytat, który jest dla Ciebie ważny”. Wróciłem pamięcią do tego cytatu powyżej. Mi pasuje, do codziennych zadań pasuje, zarówno tych biznesowych jak i pozabiznesowych, tych małych i tych dużych.

Ale dzisiaj naszło mnie, że niesamowicie trafne jest to zdanie w kontekście wychowania i spędzania czasu z dzieckiem.

Jeżeli mówię to samo po raz „nty”, reaguję tak samo jak wczoraj, stosuję te same „metody” i gdzieś tam w głowie myślę, że w końcu, tym razem zadziała, to jestem trochę naiwny. Oczekuję, że dziecko nagle pomyśli: „Nie, no racja, teraz to jest inaczej, to ja zrobię inaczej”. Jasne 😉. Dokładnie tak myśli każde dziecko. Zwłaszcza o 7:15 rano.

Żeby nie było czysto teoretycznie to przykład z mojego życia: Poranny chaos logistyczny – ktoś tego nie doświadczył? Wyjście na spinie, zaspane oczy, spacer ślimaka z domu do auta, kiedy Ty już wiesz, że spóźnicie się do szkoły, itp. itd.

Kolejna pogadanka w aucie o tym, że tak nie może być, kolejny poranek, w którym jak myślałem, że będę mówił więcej i „poganiał” towarzystwo to będzie progres. Nie było, jedyne w czym był progres to moje wkurzenie i myśl o tym, że dzieciaki wychodzą do szkoły już z rana wkurzone – bo przecież Tata się wkurza znów, a nic wielkiego się nie dzieje.

Najzabawniejsze w tym jest to, że ja naprawdę chciałem zmiany. Tylko chciałem, żeby zmieniło się dziecko, a nie metoda, ton, tempo, moje reakcje czy oczekiwania.

W końcu więc wpadłem na to, że zmienię metodę i oczekiwania. Zacząłem po prostu wstawać wcześniej i robić wszystko co potrzebuję, żeby mieć zasoby na ogarnięcie poranka – trochę humoru, odrobinę lekkości i te 10 min przy stole przy śniadaniu. Zmieniłem też plan dnia w pracy, tak, żeby ewentualne spóźnienie do szkoły go nie rozsypało. Dzieci z czasem zaczęły same odczuwać konsekwencje spóźniania się i teraz same cisną, żeby się zebrać o czasie.
No dobra, trochę podkolorowałem 😉 jedno ciśnie, drugie jeszcze jest „w drodze”…

Mój wniosek: Dzieci są trochę jak audyt wewnętrzny – bezlitośnie weryfikują nasze procesy.

Ojcostwo jest trudne właśnie dlatego, że zmusza do rozwoju. Nie dziecka. Naszego. A dzieci są najlepszymi trenerami rozwoju osobistego - takimi, którzy nie pytają, czy masz dziś na to przestrzeń.

Dzięki że doczytałeś/as do końca 🙂

**Ten tekst nie został wygenerowany przez AI**

Adres

Wroclaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy TataShift umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Kategoria