21/12/2025
Wczoraj pobiliśmy rekord w prędkości podjęcia decyzji co do wyboru choinki. Weszliśmy do Leroy, stała ona. Pierwsza z brzegu, idealna. Co prawda na kilka sekund pojawiły się podzielone głosy, trzeba było też zobaczyć inną dla pewności, ale ostatecznie wygrała ta pierwsza. Całość zajęła nam ok 6 minut.
Wczoraj też była ubierana. Drugi rok z rzędu robią to w pełni samodzielnie. Tata jedynie powiesił lampki. Co roku robię im foty z tego wydarzenia - klasycznie na pamiątkę. Zawsze z rozczuleniem i zachwytem. W tym roku jedynie z poczucia obowiązku podtrzymania pamiątkowych zdjęć. 😞 Nasza piękna tradycja zbiegła się z czasem, który najmniej chętnie chce zachowywać w pamięci. Tym, kiedy mam ich serdecznie dość. Kiedy brakuje mi zasobów do dźwigania ich emocji, bo ze swoimi sobie nie radzę. Do podpowiadania rozwiązań konfliktów, których między braćmi jak się domyślacie nie brakuje. Znoszenia ich marudzenia i fochów o wszystko i nic. Tak, ja wiem, że mają do tego prawo. Są dziećmi. Nie wspomnę o tym co poza domem. Bo kumulacja ostatnich wydarzeniach mocno przyczyniła się do tego efektu. Tak, wiem też, że sama sobie to wszystko ładuję na plecy. Jestem w pełni tego świadoma. Na codzień to lubię. Ten chaos mnie napędza. Dziś tylko o tym, że czasem tego nie dźwigam. I nie chce się żalić. Chce się tylko podzielić. I wiem, że jest nas więcej. Tylko nie każdy głośno to powie.