04/03/2026
Nie jesteś "za wrażliwa".
Jesteś latami odłączona od siebie.
To nie wrażliwość sprawia, że boli.
To tłumienie.
To nie emocje cię zalewają.
To lata milczenia, które w końcu wychodzą bokiem.
Mówiłaś:
"Nie chcę dramy".
"Daj spokój".
"To nic takiego".
"Nie przesadzajmy".
A w środku?
Zaciśnięta szczęka.
Spięty brzuch.
Serce bijące szybciej, kiedy ktoś przekracza granicę.
I znowu nic nie mówisz.
Bo silna.
Bo dojrzała.
Bo ponad to.
Tylko, że "ponad to" bardzo często znaczy ponad siebie.
Przystosowałaś się do napięcia tak dobrze, że zaczęłaś mylić je ze spokojem.
Przystosowałaś się do braku prawdziwej bliskości tak dobrze, że zaczęłaś nazywać to niezależnością.
Przystosowałaś się do bycia tą ogarniętą, że już nie pamiętasz, jak to jest być prawdziwą.
Najgorsze?
Że kiedy ktoś w końcu mówi:
"Coś jest nie tak"
- ty pierwsza stajesz przeciwko sobie.
Bronisz innych.
Tłumaczysz sytuację.
Usprawiedliwiasz przekroczenia.
A siebie?
Znowu uciszasz.
Tak, że w pewnym momencie przestajesz już wiedzieć, czego naprawdę chcesz, co cię boli, co cię cieszy, gdzie jesteś ty.
I teraz brutalne pytanie:
Ile jeszcze razy zdradzisz siebie, żeby było wygodniej?
Ile jeszcze razy nazwiesz swoje granice "przesadą"?
Ile jeszcze razy powiesz "jest ok", kiedy wcale nie jest.
Bo może problemem nie jest twoja wrażliwość.
Może pytanie nie brzmi:
"Dlaczego jestem taka wrażliwa?"
Tylko:
"Kiedy ostatni raz naprawdę byłam po swojej stronie?
A bez tego nie ma nic.
Nie ma relacji.
Nie ma bliskości.
Nie ma spokoju.
Jest tylko powolne znikanie.
Powiedz mi szczerze -
czy ty w ogóle jeszcze wiesz, kim jesteś, kiedy nie musisz nikogo ratować, kiedy nie musisz się udzielać, kiedy nie masz wszystkiego na swojej głowie?
To jest ten moment.
Albo dalej będziesz przystosowana.
Albo zaczniesz wracać.
Do siebie.
Do swojego "nie".
Do swojego "chcę".
Do swojej ciszy, która nie jest napięciem, tylko spokojem.
Co wybierasz?
Magda