19/03/2026
Ten fragment pięknie pokazuje coś, co w pracy terapeutycznej widzę bardzo często, jak ogromne znaczenie ma doświadczenie „bycia widzianym” na samym początku życia.
To nie chodzi o perfekcję. Chodzi o to, czy ktoś próbuje zobaczyć, nazwać, odpowiedzieć. Czy jest obecny wystarczająco, żeby z chaosu doznań dziecka mogło powstać coś, co ma sens.
W mojej pracy nie zajmuję się bezpośrednio wsparciem w okresie okołoporodowym, natomiast często spotykam kobiety, które są mamami małych dzieci. W ich opowieściach bardzo wyraźnie wybrzmiewa napięcie i niepewność, czasem nazwane wprost, a czasem tylko odczuwane, związane z pytaniem „czy ja robię to dobrze?”.
I wtedy ważne jest, żeby przypomnieć, że dziecko nie potrzebuje idealnego lustra. Potrzebuje żywej, reagującej osoby, która czasem się pomyli, ale potrafi wrócić do kontaktu.
To właśnie w tych setkach drobnych momentów buduje się poczucie istnienia.
Bardzo bliskie jest mi też to, o czym pisze Joanna Charzyńska-Golińska, że zawsze jest jakaś szczelina, przez którą przedostaje się światło. To skojarzenie prowadzi mnie do Viktora Frankla i jego książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, gdzie opisuje moment drogi do obozu, kiedy przez szczeliny wagonu widzi zachód słońca. Ten obraz zostaje w nim jako ślad czegoś żywego, mimo skrajnego doświadczenia.
To światło, nawet jeśli bardzo małe, ma znaczenie. W relacji, także w diadzie matka–dziecko, warto je zauważać i wpuszczać, bo ono zawsze gdzieś się przedostaje.
Z przyjaźni z Patrycją Forfecką-Bąk wiem, że bardzo bliska jest jej praca z diadą matka–dziecko i mam przekonanie, że jest osobą, która z dużą czułością i uważnością towarzyszy w tym obszarze.
Sama również prowadzę w Żorach spacery „Z Ciemności do Światła”, bo wierzę, że nawet najmniejsza szczelina może stać się początkiem zmiany.
Polecam cały tekst, bardzo poruszający i ważny.
Donald Winnicott (2011) w artykule „Lustrzana rola matki i rodziny w rozwoju dziecka” zakłada, że niemowlęce doświadczenie istnienia Ja, opiera się na byciu widzianym. To, co widzi matka gdy patrzy na swoje dziecko ma kluczowe znaczenie. To, jakimi oczami patrzy, co te oczy w życiu wcześniej widziały, kto tym oczom w oczy patrzył, to wszystko może tworzyć unikalne pryzmaty. Niektóre z nich mogą działać jak lustro, inne mogą coś załamywać pod jakimś kątem, a jeszcze inne oczy mogą potrzebować, by na nie zareagowano, zanim same będą zdolne widzieć.
Być widzianym, być rozpoznanym, to być powołanym do istnienia. Reakcja matki - jej uśmiech, jej zatroskanie, żywy wyraz twarzy - wszystko to oznacza, że niemowlę jest w stanie wywołać emocjonalną reakcję. Istnieje, bo mogę wywołać reakcję. Przychodzi mi na myśl scena z filmu „Pachnidło”. Wprawdzie nie wzrok, bo węch grał tu główną rolę, ale widzimy jak bohater - odrzucony przez matkę tuż po porodzie - odkrywa, że nie ma zapachu i nawet psy mijają go obojętnie. Zatem nie być widzianym, to jakby nie istnieć - szczególnie w najwcześniejszym okresie życia. Wielka to rola opiekuna, szukać w sobie świeżości patrzenia na własne dziecko, z miłością widzieć jego właściwości, zbierać i łączyć elementy jego żywości, przekształcać coś surowego, w coś „możliwego do strawienia”. Wielka to rola, poprzez setki takich sekwencji, powoływać dziecko do psychologicznych narodzin. A jest co widzieć, jest co pomieszczać - bo pierwotne stany umysłu niemowlęcia, to chaotyczne, zmysłowe pobudzenia, afekty, jakieś pierwociny myśli, nie powiązane w całość, a dla samego niemowlęcia pozbawione znaczenia i grążące mu bezkształtną nieskończonością.
Joanna Charzyńska-Golińska, Szczelina. We wszystkim jest szczelina, którą dostaje się światło. Psychoanaliza i sztuka.
Polecamy cały artykuł, link w komentarzu.
W naszym ośrodku z diadą matka-dziecko oraz z matkami zmagającymi się z trudnościami okresu okołoporodowego pracuje Patrycja Forfecka-Bąk, profil terapeutki też w komentarzu