05/03/2026
Jestem dziś w Dąbkach, w nadmorskim miasteczku, z którym wiąże się mnóstwo wspomnień zawodowych… Przyjeżdżałam tu jako opiekun, z dzieciakami z placówki opiekuńczo- wychowawczej, czyli z „domu dziecka”…. Spędziłam wiele lat, pracując w dwóch takich placówkach i mam taką refleksję, że to co często towarzyszy pracy w tym miejscu to bezsilność…
Bezsilność wobec ogromnego bagażu, który dźwiga dziecko odrzucone, które nie doświadczyło prawdziwej, bezpiecznej miłości…
Ten bagaż często ujawnia się w postaci agresji, buntu, braku zaufania, walki z dorosłymi, którzy pracują w placówkach.
I pamiętajcie dorośli, że ten cały żal, który się na was wylewa, ta złość, ta walka, nie jest o was, nie jest skierowana na was… To jest złość na świat, na odrzucenie, złość na brak tej najpiękniejszej rodzicielskiej miłości… Tylko, że świat tej złości nie usłyszy i nie usłyszy jej rodzic, którego nie ma. Jesteśmy my, obce osoby, które często próbują uratować te dzieci, pokazać im inną drogę życia niż ta z ich domów. Dlatego to my słyszymy tą dziecięcą rozpacz…
I to naturalne, że czasem możemy nie pomieścić w sobie ich emocji. Nie mieć siły ich ratować, kiedy one tego nie chcą. I czasem się nie da… Ale wierzę w to, że nawet jeśli czujemy porażkę, czujemy że nic się nie da zrobić, że nie uchronimy dziecka przed nim samym, to warto być obok i towarzyszyć mu w tej walce. Z akceptacją. Przyjąć je takim jakie jest.
I wierzę w to, że być może będzie w życiu tego dziecka taki moment kiedy wróci myślami do tych chwil gdy obok był ktoś, kto je akceptował, kto go nie odrzucił pomimo jego agresji, walki, buntu… I może to będzie chwila, w której zmieni się jego świat, bo poczuje że jest coś warte, że jest ważne.
Czasem naprawdę nie da się wiele zrobić. Nie da się „wychować” „naprawić”. Uratować. Dlatego kiedy nie mamy siły i pomysłu na to co zrobić, jak pomóc, może niech wystarczy to zdanie: „Widzę, że Ci trudno, i pamiętaj że jestem tu z Tobą”.
Czasem tylko tyle można.
Dobrego dnia 🌸