12/27/2025
PROCES, KTÓRY DZIAŁA W OBIE STRONY
Ten tekst napisałem kilka tygodni temu. Czas na jego publikację. Trochę osobisty tekst porządkuje ponad dwa lata drogi naszej sekcji Nordic Walking. To historia nie tylko startów w zawodach wysokiej rangi, ale przede wszystkim ewolucji myślenia o rywalizacji, treningu i odpowiedzialności - po obu stronach relacji trener-zawodnicy.
Z dzisiejszej perspektywy łatwo byłoby powiedzieć, że „wiedziałem”. Ale to nie byłoby do końca uczciwe. Kiedy zaczynaliśmy, ja również nie miałem za sobą wieloletniego doświadczenia. Miałem zaledwie rok przewagi. Rok wcześniej sam po raz pierwszy stanąłem na starcie mistrzostw Polski, Pucharu Polski, później Pucharu Świata i mistrzostw Europy. Zaliczyłem podium, ale zobaczyłem też, jak cienka jest granica między satysfakcją a rozczarowaniem. To nie czyniło ze mnie eksperta. To raczej otworzyło mi oczy i sprawiło, że zacząłem bardzo uważnie obserwować świat sportowego Nordic Walkingu.
Chłonąłem go intensywnie. Patrzyłem na ludzi, na ich zachowania przed startem, na reakcje po mecie, na rozmowy z sędziami, na sposób, w jaki jedni radzą sobie z presją, a inni z nią przegrywają. Chyba pomagało mi w tym dziennikarskie doświadczenie - umiejętność słuchania, wyłapywania niuansów, stawiania sobie pytań, które nie zawsze mają proste odpowiedzi. I być może właśnie dlatego, gdy moi zawodnicy zaczęli myśleć o pierwszych startach, pojawił się problem. Ja byłem już o krok dalej, ale nie potrafiłem jeszcze dobrze przetłumaczyć tego świata ludziom, którzy dopiero mieli do niego wejść. Nie wiedziałem czy to co trafiło do mnie, również ich zauroczy.
To był pierwszy moment, w którym zrozumiałem, że rola trenera w Nordic Walkingu nie polega wyłącznie na planowaniu treningów. Polega na zarządzaniu lękiem. Sportowym, ale bardzo ludzkim. Lękiem przed oceną, przed porażką, przed tym, że ktoś zobaczy nasze słabości. Psychologia sportu mówi jasno: zanim pojawi się motywacja do rywalizacji, musi nastąpić oswojenie lęku. I dokładnie to wydarzyło się na naszych pierwszych startach rangi mistrzowskiej.
Mistrzostwa Polski w Czerwonaku i kolejne zawody tej rangi nie były testem formy. Były testem mentalnym. Moi zawodnicy jechali tam z głowami pełnymi wyobrażeń. Ja wiedziałem, że na trasie spotkają takich samych ludzi jak oni, że świat Nordic Walkingu nie jest zamkniętym klubem dla wybranych. Wiedziałem, że na trasie dopadnie kryzys - ale go pokonają. Oni jeszcze tego nie wiedzieli. Dopiero start, kontakt z trasą, sędziami, regulaminem i własnymi emocjami sprawił, że lęk przestał być abstrakcyjny. Stał się doświadczeniem, które dało się unieść. I to był moment przełomowy, bo człowiek, który uniósł lęk, przestaje się go bać w przyszłości.
Kolejne starty, jak Bydgoszcz, pokazały coś jeszcze ważniejszego. Zmienił się język rozmów. Zniknęły pytania: „czy ja się nadaję”, a pojawiły się: „co mogę poprawić”, „gdzie straciłam”, „jak trenować mądrzej”. W psychologii sportu to moment przejścia. Zawodnik przestaje definiować siebie przez wynik, a zaczyna przez rozwój. To nie są wielkie słowa - to bardzo konkretna zmiana mentalna, bez której nie da się iść dalej.
Równolegle z ewolucją zespołu ewoluowałem ja sam. Pracując z tymi ludźmi coraz wyraźniej widziałem, że ten proces działa w dwie strony. Moi zawodnicy w pewnym sensie pozwalali mi się przy nich rozwijać. Dali przestrzeń na szukanie właściwego przekazu, na momenty, w których sam jeszcze nie byłem pewien, jak coś nazwać. To była obopólna korzyść. Oni dostawali trenera, który nie udawał nieomylnego, a ja dostałem zespół, który nie oczekiwał gotowych recept, tylko uczciwego prowadzenia. W sporcie to ogromna wartość, bo bezpieczeństwo psychologiczne - możliwość popełniania błędów bez lęku przed oceną - jest fundamentem długofalowego rozwoju.
Zawody Pucharu Polski, takie jak Potęgowo czy później Miastko, pokazały kolejny etap tej drogi. Tu pojawiło się poczucie sprawczości. Szczególnie wyraźnie było to widać w Potęgowie, gdzie zabrakło jednego z liderów. Zamiast załamania pojawiła się odpowiedzialność rozłożona na całą drużynę. Rekordy, podium i wysokie miejsca drużynowe były efektem ubocznym tego procesu. Najważniejsze było to, że zawodnicy wracali z myślą: „to zależało od nas”. A to jest moment, w którym zespół przestaje być grupą startujących, a zaczyna być drużyną.
Miastko miało jeszcze jeden wymiar. Start na zawodach, które współtworzyliśmy, wymagał umiejętności oddzielenia emocji organizacyjnych od sportowych. To bardzo trudne mentalnie. Psychologia sportu nazywa to kontrolą kontekstu - zdolnością do zachowania koncentracji niezależnie od otoczenia. Moi zawodnicy zdali ten egzamin. Potrafili wystartować „u siebie”, nie tracąc sportowej ostrości. To znak dojrzałości, której nie da się wytrenować jedynie kilometrami.
Najtrudniejszym sprawdzianem zawsze była jednak konfrontacja z absolutnym poziomem: mistrzostwa świata, Puchar Świata, mistrzostwa Polski w Gorzowie. Tam sport nie wybacza uproszczeń. Tam trzeba umieć zaakceptować fakt, że można dać z siebie wszystko i wciąż mieć nad czym pracować. Awans do finałów, wysokie miejsca drużynowe, systematyczna poprawa pozycji rok do roku były ważne, ale równie ważne były rozmowy po starcie, analiza, świadomość detalu. To moment, w którym sport przestaje być emocją, a staje się rzemiosłem.
W tym wszystkim nie wolno jednak zapominać o jednym. Priorytetem zawsze były i są nasze niedzielne treningi. To tam buduje się forma, ale przede wszystkim relacje. To tam sportowy Nordic Walking spotyka się z codziennością, z rozmową, ze śmiechem, z gorszym i lepszym dniem. Wyniki sportowe są dla nas przygodą - piękną, wzmacniającą, dającą satysfakcję - ale pozostają pozytywnym efektem ubocznym czegoś znacznie ważniejszego. Regularności, wspólnoty i świadomego ruchu.
Dziś wiem, że największą wartością tej ponad dwuletniej drogi nie są puchary ani klasyfikacje. Największą wartością jest to, że moi zawodnicy nie boją się już rywalizacji. Rozumieją ją. Wiedzą, że sportowy Nordic Walking nie odbiera radości, tylko ją porządkuje. A ja wiem, że trener nie rozwija się szybciej niż jego zespół. Rozwija się dokładnie tak szybko, jak zespół mu na to pozwala. I dlatego ta historia wciąż trwa.
To nie była opowieść o wynikach. To była opowieść o procesie.
Bytów MLKS Baszta Bytów Nordic Walking Poland Starosta Bytowski Leszek Waszkiewicz ONWF Nordic Walking Powiat Bytowski Fundacja Sprawni Inaczej Oddział w Bytowie ŚDS Polska Liga Nordic Walking Nadleśnictwo Osusznica Lasy Państwowe Nadleśnictwo Bytów, Lasy Państwowe DABEW